Jego zielone oczka rozbłysły, a miękkie loczki załaskotały
mnie w policzek kiedy oddawał pieszczotę. Nie przeszkadzało mi to, ze teraz cała
szkoła się na nas gapi. Mi było z tym dobrze. Nie wiedzą, że to ja jestem tą
szczęściarą, która może całować sobie po policzku takiego chłopaka jak Marcel.
On nie był inny, on był wyjątkowy. Szkoda, że prędzej tego nie zauważyłam.
***oczami Marcela.
Usiadłem na
krześle. Moja mama biegała po kuchni w poszukiwaniu pomidorów, które miała
przed sobą. Podałem go jej, a ta szybko zabrała się za krojenie. Robin niedługo
wraca z pracy, a on bardzo polubił jej spaghetti. Oparłem się o blat i
spojrzałem na nią. To takie dziwne, musisz napracować się by jedna osoba była
szczęśliwa, ale kiedy widzisz jej uśmiech to w twoim sercu też rodzi się
radość. Miłość jest taka skomplikowana. Jeszcze rano nie uwierzyłbym, ze ktoś
tak poświęci się dla mnie. Lili naprawdę pokazała, że mnie kocha, ja ją też
kocham, od kiedy pamiętam, ale co ja jej mogę zaoferować.? Kujońską pomoc kiedy
inni będą się z nas nabijać.
Ta myśl nie
opuszczała mojej głowy. Cały czas tam siedziała. Ja ją tylko marnuję. Ona
mogłaby mieć każdego, ale wybrała mnie. Mogła by nawet chodzić z jakimś
aktorem. Ja byłem tylko jakimś miękkim kujonem, który chowa głowę w piasek gdy
inni go atakują. Nie zasługuję na nią.
-Mamo, czy mógłbym cię o coś zapytać.? –nieśmiało przerwałem
ciszę.
-O czym.?
Zawszę miałem dobry kontakt z mamą, ale ta cała sytuacja nie
była zbyt komfortowa. Trudno jest się przed sobą przyznać, że jesteś najsłabszym
ogniwem w szkolę, ale ja to już dawno wiedziałem. Ci idioci pokazywali mi to za
każdym razem, kiedy przekroczyłem próg szkoły.
-Chodzi o to, że poznałem pewną dziewczynę i ja bym nie chciał
żeby się z niej śmieli kiedy my byśmy…
-Marcel. –przerwała mi – Jeśli ona nie widzi jaki jesteś wspaniały
to nie jest warta.
-Nie o to chodzi. –szybko zaprzeczyłem – Oni się z niej śmieją,
że wiesz… -spuściłem wzrok.
-Rozumiem.
Moja mama przerwała swoją
czynność i pogładziła mnie po ramieniu. Wątpię czy to pomoże, ale poczułem się
lepiej. Zawsze mnie wspierała i to w niej odnajdywałem oparcie, ale teraz
kolejny tekst o wewnętrznym pięknie mi ni pomoże.
-Ładna.?
-To tak, która była tu w piątek.
-Blondynka.?
Potwierdziłem ruchem głowy. Mama
na chwilkę znikła gdzieś. Usłyszałem jak wchodzi na górę, a po chwili schodzi. To
kuchni weszła też Gemma. Moja starsza siostra złapała mnie za nadgarstek i
pociągnęła w kierunku drzwi wyjściowych.
-Gdzie idziemy.? –spytałem zamykając za sobą drzwi.
-Na zakupy. –uśmiechnęła się chytrze.
Słyszałem, ze to poprawia humor dziewczyną, ale ze mną tak
źle jeszcze nie było. Byłem facetem o ile się nie mylę, a ma stuprocentową
pewność, ze jestem.
-Po co.?
-Musimy cię ulepszyć.
Nie miałem wyboru. Wepchnęła mnie do auta i wywiozła do
centrum handlowego.
Najpierw
poszliśmy do sklepu. Biegała po nim jak opętana i co chwilę rzucała mi nowe
ciuchy do przymiarki. Później obładowani torbami o równowartości moich rocznych
kieszonkowych, powędrowaliśmy do fryzjera. Bałem się. Nigdy nie lubiłem kiedy
ktoś dotykał moich włosów. Całą tą wyprawę zakończył obuwniczy. Oczywiście to
ja musiałem taszczyć te wszystkie torby, ale rozumiałem to, bo one były moje. Ciężkie,
ale moje.
***Oczami Lili (nazajutrz)
Usiadłam w
ławce szkolnej. Dziś o wiele bliżej nauczycielki. W pierwszej ławce, tam gdzie
zwykle siedział Marcel. Dziś go nie było. Może on już nie chce.? Może nie
podoba mu się te wszystkie śmiechy, które były jeszcze nasilone. Wyjęłam książki
od matematyki i otworzyłam zeszyt, leniwie zapisując temat. Podczas kiedy
robiliśmy pierwsze zadanie ktoś zapukał do drzwi. Do klasy wszedł jakiś
chłopak. Niesforne loki na głowię, które zostały ujarzmione za pomocą grzywki i
odrobiny żelu, koszula w serduszka, która opinała się na jego ciele, czarne
rurki i dziwne lecz fajne buty. W ogóle go nie kojarzyłam, ale te oczy i ten
głos… one coś mi mówiły. Przerosił za spóźnienie. Usiadł do mnie do ławki i
cmoknął mnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Czekaj, czekaj. Marcel.?! –pisnęłam
Nauczyciel też się trochę zdziwił.
Marcel.?! Nie mogłam w to uwierzyć. Wyglądał jak jakiś grecki Bóg. Niby prędzej
też był ładny, ale teraz mogłam zobaczyć to nie tylko ja. Pozbył się spodni od
garnituru, białej koszuli, kraciastej kamizelki i tych okularów.
-Może być.?
-Je-jest świetnie –tym razem to ja zająknęłam się na jego widok.
–Ale czemu.?
-Wie…
-Fajna koszula. –usłyszałam ten fałszywy głos Evy
-Zajęty – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego przytulając z całych
sił.
Moja słodka żabka przemieniła się w seksownego księcia. Może
być lepsze zakończenie bajki.?!
Ostatnia część imagina o Marcelu. mam nadzieje, że wam się podoba, bo mi nie specjalnie przypadła ona do gustu. Jakaś taka mdła. Jeśli chodzi o bloga to widzę, że nie jest zbyt dużo odwiedzin i właśnie tu wkraczacie wy. Jeśli możecie to rozgłaszajcie go. To dla mnie bardzo ważne. Nie ma sensu czegoś pisać skoro nikt tego nie czyta, no nie.? Więc mówcie o nim swoim koleżanką i w ogóle. Jeśli któraś z nich jest od was to poproście je by wpisały wasz nick czy coś (Imię może być, ale tylko z pierwszą literą nazwiska. np. Marta G.) Wymyślę jakąś nagrodę. Za dziewczynę, która będzie pojawiała się najczęściej w komentarzach. Sądze, ze najlepiej jak będzie to jakiś dedyk. Obojętnie z kim i obojętnie co. Z góry dziękuję.

Super :*
OdpowiedzUsuńTen imagin był super...myślę,że da się coś załatwić propo rozgłoszenia...czekam z niecierpliwością na kolejne imaginy :*
OdpowiedzUsuńP.S.Kiedy będzie kolejny rozdział I Never Let You Go?
Napiszesz coś jeszcze nie?Oczywiście,że napiszesz :3 wierzę w ciebie i w twoje imaginy i w ogóle...zajebiście piszesz...chyba już to gdzieś pisałam nie?Czekam z niecierpliwością na coś nowego.
OdpowiedzUsuńTen blog jest świetny tak jak i twoje opowiadanie i z chęcią polecę go na swoim blogu. http://mysterious-harry-styles-fan-fiction.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuń