wtorek, 22 października 2013

#3 Marcel cz.4 (ostatnia)



                Jego zielone oczka rozbłysły, a miękkie loczki załaskotały mnie w policzek kiedy oddawał pieszczotę. Nie przeszkadzało mi to, ze teraz cała szkoła się na nas gapi. Mi było z tym dobrze. Nie wiedzą, że to ja jestem tą szczęściarą, która może całować sobie po policzku takiego chłopaka jak Marcel. On nie był inny, on był wyjątkowy. Szkoda, że prędzej tego nie zauważyłam.
***oczami Marcela.
            Usiadłem na krześle. Moja mama biegała po kuchni w poszukiwaniu pomidorów, które miała przed sobą. Podałem go jej, a ta szybko zabrała się za krojenie. Robin niedługo wraca z pracy, a on bardzo polubił jej spaghetti. Oparłem się o blat i spojrzałem na nią. To takie dziwne, musisz napracować się by jedna osoba była szczęśliwa, ale kiedy widzisz jej uśmiech to w twoim sercu też rodzi się radość. Miłość jest taka skomplikowana. Jeszcze rano nie uwierzyłbym, ze ktoś tak poświęci się dla mnie. Lili naprawdę pokazała, że mnie kocha, ja ją też kocham, od kiedy pamiętam, ale co ja jej mogę zaoferować.? Kujońską pomoc kiedy inni będą się z nas nabijać.
            Ta myśl nie opuszczała mojej głowy. Cały czas tam siedziała. Ja ją tylko marnuję. Ona mogłaby mieć każdego, ale wybrała mnie. Mogła by nawet chodzić z jakimś aktorem. Ja byłem tylko jakimś miękkim kujonem, który chowa głowę w piasek gdy inni go atakują. Nie zasługuję na nią.
-Mamo, czy mógłbym cię o coś zapytać.? –nieśmiało przerwałem ciszę.
-O czym.?
Zawszę miałem dobry kontakt z mamą, ale ta cała sytuacja nie była zbyt komfortowa. Trudno jest się przed sobą przyznać, że jesteś najsłabszym ogniwem w szkolę, ale ja to już dawno wiedziałem. Ci idioci pokazywali mi to za każdym razem, kiedy przekroczyłem próg szkoły.
-Chodzi o to, że poznałem pewną dziewczynę i ja bym nie chciał żeby się z niej śmieli kiedy my byśmy…
-Marcel. –przerwała mi – Jeśli ona nie widzi jaki jesteś wspaniały to nie jest warta.
-Nie o to chodzi. –szybko zaprzeczyłem – Oni się z niej śmieją, że wiesz… -spuściłem wzrok.
-Rozumiem.
Moja mama przerwała swoją czynność i pogładziła mnie po ramieniu. Wątpię czy to pomoże, ale poczułem się lepiej. Zawsze mnie wspierała i to w niej odnajdywałem oparcie, ale teraz kolejny tekst o wewnętrznym pięknie mi ni pomoże.
-Ładna.?
-To tak, która była tu w piątek.
-Blondynka.?
Potwierdziłem ruchem głowy. Mama na chwilkę znikła gdzieś. Usłyszałem jak wchodzi na górę, a po chwili schodzi. To kuchni weszła też Gemma. Moja starsza siostra złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w kierunku drzwi wyjściowych.
-Gdzie idziemy.? –spytałem zamykając za sobą drzwi.
-Na zakupy. –uśmiechnęła się chytrze.
Słyszałem, ze to poprawia humor dziewczyną, ale ze mną tak źle jeszcze nie było. Byłem facetem o ile się nie mylę, a ma stuprocentową pewność, ze jestem.
-Po co.?
-Musimy cię ulepszyć.
Nie miałem wyboru. Wepchnęła mnie do auta i wywiozła do centrum handlowego.
            Najpierw poszliśmy do sklepu. Biegała po nim jak opętana i co chwilę rzucała mi nowe ciuchy do przymiarki. Później obładowani torbami o równowartości moich rocznych kieszonkowych, powędrowaliśmy do fryzjera. Bałem się. Nigdy nie lubiłem kiedy ktoś dotykał moich włosów. Całą tą wyprawę zakończył obuwniczy. Oczywiście to ja musiałem taszczyć te wszystkie torby, ale rozumiałem to, bo one były moje. Ciężkie, ale moje.
***Oczami Lili (nazajutrz)
            Usiadłam w ławce szkolnej. Dziś o wiele bliżej nauczycielki. W pierwszej ławce, tam gdzie zwykle siedział Marcel. Dziś go nie było. Może on już nie chce.? Może nie podoba mu się te wszystkie śmiechy, które były jeszcze nasilone. Wyjęłam książki od matematyki i otworzyłam zeszyt, leniwie zapisując temat. Podczas kiedy robiliśmy pierwsze zadanie ktoś zapukał do drzwi. Do klasy wszedł jakiś chłopak. Niesforne loki na głowię, które zostały ujarzmione za pomocą grzywki i odrobiny żelu, koszula w serduszka, która opinała się na jego ciele, czarne rurki i dziwne lecz fajne buty. W ogóle go nie kojarzyłam, ale te oczy i ten głos… one coś mi mówiły. Przerosił za spóźnienie. Usiadł do mnie do ławki i cmoknął mnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Czekaj, czekaj. Marcel.?! –pisnęłam
Nauczyciel też się trochę zdziwił. Marcel.?! Nie mogłam w to uwierzyć. Wyglądał jak jakiś grecki Bóg. Niby prędzej też był ładny, ale teraz mogłam zobaczyć to nie tylko ja. Pozbył się spodni od garnituru, białej koszuli, kraciastej kamizelki i tych okularów.
-Może być.?
-Je-jest świetnie –tym razem to ja zająknęłam się na jego widok. –Ale czemu.?
-Wie…
-Fajna koszula. –usłyszałam ten fałszywy głos Evy
-Zajęty – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego przytulając z całych sił.
Moja słodka żabka przemieniła się w seksownego księcia. Może być lepsze zakończenie bajki.?! 
 Ostatnia część imagina o Marcelu. mam nadzieje, że wam się podoba, bo mi nie specjalnie przypadła ona do gustu. Jakaś taka mdła. Jeśli chodzi o bloga to widzę, że nie jest zbyt dużo odwiedzin i właśnie tu wkraczacie wy. Jeśli możecie to rozgłaszajcie go. To dla mnie bardzo ważne. Nie ma sensu czegoś pisać skoro nikt tego nie czyta, no nie.? Więc mówcie o nim swoim koleżanką i w ogóle. Jeśli któraś z nich jest od was to poproście je by wpisały wasz nick czy coś (Imię może być, ale tylko z pierwszą literą nazwiska. np. Marta G.) Wymyślę jakąś nagrodę. Za dziewczynę, która będzie pojawiała się najczęściej w komentarzach. Sądze, ze najlepiej jak będzie to jakiś dedyk. Obojętnie z kim i obojętnie co. Z góry dziękuję.

piątek, 18 października 2013

#3 Marcel cz.3.



            Zniknął nim zdążyłam cokolwiek zrobić. Tak po prostu. Pocałował mnie i uciekł, a ja poczułam, że… że zaczyna mi na nim zależeć. Rozmawiać zaczęliśmy normalnie jakieś dwa dni temu, a już mnie zafascynował. Tylko czemu uciekł.? Zrobiłam mu coś.? Opadłam zrezygnowana na sofę. To pytanie nie dawało mi spokoju.
*** poniedziałek
            Dziś wstałam wyjątkowo wcześnie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się w szkole i spytać go dlaczego uciekł, ale jak ja to zrobię. Każdy patrzy na mnie jak tylko przekroczę próg szkoły. Gdybym z nim rozmawiała zostałabym wyśmiana przez wszystkich. Ja nawet nie wiem czy coś do niego czuję. Jeśli to tylko zauroczenie to nie warto. Pamiętam jak zakochałam się w nim w podstawówce. Nikt o niczym nie wiedział, a później jakoś o tym zapomniałam, ale nie wiedziałam czy na pewno. Teraz… to chyba wróciło. Nawet jeśli mnie wyśmieją to co. Warto, no nie.? Weszłam do znienawidzonego mi budynku. Od razu odszukałam go wzrokiem. Stał na podwórku szkolnym. Pod tym dużym klonowym drzewem. Czytał jakąś książkę.
            Ruszyłam w jego stronę. Niestety drogę zagrodzili mi moi przyjaciele. Alex, Peter, Tom i Eva. Wyrośli jak z pod ziemi. Nie byłam teraz w nastroju. Śpieszyło mi się. Nerwowo rozglądałam się w poszukiwaniu Marcela. Nadal był w tym samym miejscu. Błagam żeby nigdzie nie szedł.
-I jak tam lekcje z Marcelkiem.? –spytał Tom, chyba próbował być zabawny
Alex, Peter i Eva zaśmiali się cicho pod nosem. Brawo , kolejne głupie żarty, które ograniczają się tylko do tekstów „Jesteś głupi” lub „Śmierdzisz” Ten sam poziom inteligencji.
-Świetnie –odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Zrobiliście zadanie domowe.? –zachichotała Alex.
-Tak, w piątek zostałam u niego na kolacji, nazajutrz przyszedł do mnie, pouczyliśmy się algebry i zjedliśmy babeczki.
-Tak, a później mała powtórka z anatomii. –roześmiał się wesoło Peter.
            Nie chciałam słuchać ich głupich żartów. Były na poziomie podstawówki. Z resztą jak najszybciej musiałam porozmawiać z Marcelem. Podeszłam do niego i stuknęłam dwukrotnie w ramię.
-H-hej. –przywitał się nieśmiało.
-Hej. –odpowiedziałam równie zdenerwowana co on. Chyba pierwszy raz rozmawiam z nim normalnie w szkole. –Posłuchaj, ja muszę wiedzieć dlaczego ty wtedy uciekłeś.?
Chłopak zamknął książkę i odwrócił wzrok. Widziałam w jego oczach malutkie łezki, które zbierały się w kącikach. Było mu ciężko, ale dlaczego.? Co poszło nie tak.? Nic mu przecież nie zrobiłam, a może on tego nie chciał.
-Ale nie będziesz się ze mnie śmiała.? –spytał, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Otarłam ją dłonią, a on zaczął nerwowo bawić się palcami u rąk jakby były najciekawszą rzeczą na świecie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. On cały czas milczał.
-Marcel, powiedz. Ja obiecuję nie będę się śmiać.
Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczami. Zrobiło mi się go tak momentalnie żal.
-Bo ty mi się podobasz. Bardzo. Zakochałem się tobie. –zaczął, ale ja nadal nie widziałam w tym sensu. To akie złe, ze trzeba płakać. – Myślałem, że tego nie chcesz, że będziesz się potem wstydzić, więc wolałem sobie iść.
Kolejne kropelki jego słonych łez spadły na ziemię. Nie wierzyłam w to co słyszę. Zakochał się we mnie, więc Alex miała rację. On mnie kochał i to od dawna.
            Nie wiedziałam jak się zachować, ale skoro znam całą prawdę nie mogę go tak odrzucić. W końcu też coś do niego czuję. To co pomyślą sobie moi przyjaciele to teraz jest nic nie wartę. Jeśli naprawdę mogę im ufać zrozumieją. Jeśli nie, to dziękuje po lewej są drzwi.
-Marcel…
-Przepraszam. –przerwał mi ocierając swoje oczy.
-Pocałujesz mnie.? –szepnęłam muskając wargą jego ucho.
Chciałam żeby to zrobił. Był dla mnie ważny. Najpewniej zaraz rozniosą się różne komentarze, ale ja mam to gdzieś i tak już jestem na straconej pozycji, bo z nim rozmawiam. W życiu są ważniejsze rzeczy niż popularność. To nie długo minie, a miłość.? Ona może zostać na zawszę
            Chłopak przez chwilę nie wiedział co zrobić. Uśmiechnęłam się do niego, a kącik jego ust uniósł się do góry. Zbliżył się do mnie, a jego usta naparły na moje. Był pewniejszy niż za pierwszym razem. W sobotę nie wiedział czy tego chce, a teraz ma stuprocentową pewność, że tak. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągnęłam bliżej siebie pogłębiając tym samym pocałunek.
-O pan i pani Styles. – usłyszałam głośny śmiech Evy.
-No co ty. Pani i pani. –dodał zwijający się ze śmiechu Peter.
Marcel znów spuścił wzrok. Pewnie przejął się tym, że teraz cała szkoła będzie się śmiać. Wiedziałam, że nie chciał. Moi „przyjaciele” byli okropni. Teraz widziałam jaką krzywdę mu robiłam.
-I kto to mówi.? Koleś, który swój pierwszy raz przeżył z prostytutką.
-Ta, przynajmniej ja mam za sobą ten pierwszy raz.
-Czy ty w ogóle widzisz jak on wygląda.?! –oburzona Alex wskazała na Marcela.
-Widzę, jest śliczny. – odpowiedziałam splatając nasze dłonie.
-Śliczny.?! Dziewczyno on wygląda jak jakiś geek.
-Jesteście okropni.
-Przynajmniej nie wyglądamy jakby nas koza przeżuła. –zaśmiał się wyraźnie rozbawiony Tom
-Czy ty się słyszysz.?! Jak możesz mówić takie coś skoro sam wyglądasz jak po spotkaniu z pociągiem towarowym. Ludzie ogarnijcie się. W czym on jest od was gorszy.?! W tym, e nie musi się chować za toną tapety, że nie potrzebuje jakiś super ciuchów. Tom ty jesteś tylko jakimś pryszczatym bachorem, którego każdy lubi, bo ma kasę, Eva to ma na sobie chyba z tonę tapety, ale jej to i tak nie pomaga, Alex gdyby wyciągnęła te wkładki ze stanika była by płaska jak deska, a ty Peter.? Ściągnij te wszystkie łańcuchy fullcapa i pogadamy, bo naprawdę wyglądasz jak przeżuty żelek. Marcel przynajmniej nie musi udawać, że jest niewiadomo jaki świetny, bo sam w sobie jest wyjątkowy.
            Miałam ich szczerze dość. W końcu dowiedzieli się co o nich myślę, no i dobrze. Miny im zrzedły. Pociągnęłam Marcela w stronę szkoły. Usiedliśmy na ławeczce pod klasą od matematyki.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. –cmoknęłam go w policzek i wyciągnęłam jego ulubione babeczki. – Moja mama robiła specjalnie dla ciebie. Powiedziała, ze musi cię poznać.

#3 Marcel cz.2

cz.1

              Chłopak był punktualny. Dokładnie o czternastej zapukał do moich drzwi. Otworzyłam mu z kanapką w ręce. Nie zdążyłam jej zjeść. Zaprosiłam go do środka i szybko udałam się do kuchni odłożyć to co miałam w dłoni.
-Chcesz soku.?
-Mo- można jabłkowy.?
Nalałam mu, jak i sobie soku i szybko ruszyliśmy na górę. Moi rodzice byli właśnie na imieninach mojej znienawidzonej cioci. Ja zostałam z powodu „korepetycji”. Wkręciłam im jakiś kit o słabych ocenach i że chcę się zmienić. Zgodzili się bym została.
            Wskazałam Marcelowi na łóżko, na którym miał usiąść. Wyjęłam książki i usiadłam obok niego. On znów był jakiś spięty. Nie to co wczoraj. To dziwne jak szybko się zmienia.
-Ł-ładnie tu masz –zająknął się
-Dziękuję. –zdziwiło mnie to, że znów jest zestresowany. –To, na której stronie otworzyć.?
-143.
Otworzyłam książkę na wskazanej stronie. Było coś o opuszczaniu nawiasów. Nawet łatwe. Trzeba było się tylko skupić. To przysporzyło mi trochę kłopotów. Nie rozumiałam co się dzieje z Marcelem. Wczoraj jakoś było dobrze, ale to Marcel on uważa za przestępstwo dzielenie przez zero. Prędzej dobrze mi się z nim rozmawiało. Zauważyłam, że nie jest taki sztywny jak w szkolę, jest zabawny.\, a dziś. Znów ten kujon z pierwszej ławki, który trzęsie się na widok dziewczyny. Skończyliśmy zadania, a chłopak zaczął się zbierać.
-Idziesz już.?
-T-tak, skończyliśmy już, pra-prawda.?
-No tak, ale co ci się stało.?
-Nic. –odpowiedział wzruszając ramionami.
-Wczoraj byłeś jakiś inny. –zmarszczyłam brwi jakby to miało mi pomóc znaleźć prawdę –Taki bardziej wyluzowany.
-J-ja.?
-Nie twój długopis. –prychnęłam –Jasne, że ty.
            Marcel znów wzruszył tylko ramionami. Boże, miałam ochotę go w tej chwili ukatrupić. Doprowadzał mnie do szału. Opadłam zrezygnowana na łóżko. Nie wierzyłam, ze ktokolwiek doprowadzi mnie do szału samym nic nie robieniem.
-Przepraszam. –powiedział jakby zrobił coś złego.
-Za co.?
Powtórzył ruch rękoma i stał tak nad mną. Co za idiota. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Marcel podążył za mną. Skierowałam się do kuchni, a ten zaczął ubierać buty.
-Słuchaj, moja mama zrobiła babeczki. Może chcesz.?
-Chętnie. –odpowiedział niepewnie.
Chłopak musiał ponownie ściągać buty, a ja podałam mu jedną z bananowych babeczek mojej mamy. Usiadłam na krześle i wskazałam mu miejsce obok. W ciszy jedliśmy swoje babeczki. Marcel cały wysmarował się różowym lukrem przez co wyglądał jak pięciolatek. Nie mogłam nie zareagować. Cichy śmiech wyrwał się z moich ust.
-Co się stało.? –spytał zdezorientowany.
Chwyciłam jedną chusteczkę, która leżała w opakowaniu na blacie i wytarłam mu usta jak i nos, który też miał upaćkane w lukrze.
-Jak dziecko. –pokręciłam głową ocierając mu jeszcze policzek.
Marcel posłał mi jeden z najpiękniejszy uśmiechów, jakie widziałam. Szczerze, nigdy nie przypuszczałam, że on tak umie. Gdybym stała to na pewno bym się przewróciła, bo nogi miałam jak z waty.
            Z resztą teraz zauważyłam, że nie tylko uśmiech miał piękny. W policzkach pojawiły się dwa dołeczki. Były urocze jak mały kotek, który bawi się z kaczuszką. Przepraszam, ale tylko takie porównanie mi pasuje. A jego oczy.? Mogłaby patrzeć w nie całymi dniami. Był idealny… Zaraz, zaraz. Marcel.?! Idealny.?! Chyba tylko dla swojej komputerowej dziewczyny. Przedobrzyłam. Mama musiał wrzucić coś do tych babeczek. Nie mogłam zaakceptować faktu, że prędzej nawet nie zwróciłam na to wszystko uwagi. Szybko odwróciłam wzrok, nie chcąc by chłopak zauważył, że się na niego bezczelnie gapie.
-Mogę jeszcze jedną.?
-Tak, oczywiście.
Podałam mu kolejne słodkie ciastko, a ten rzucił się na nie jak wygłodniałe zwierze. Mama nareszcie będzie szczęśliwa. Zawsze chciała by ją ktoś docenił kulinarnie, a teraz będzie miała Marcela. Będzie tu przychodził i próbował wszystkiego co ugotuje. Ugryzłam kawałek i rozbawiona patrzyłam jak Marcel zajada się swoją. Mi została jeszcze połowa, a on już skończył.
-Dasz mi…
-Kolejną.?- przerwałam mu uśmiechnięta.
-Chusteczkę, ale babeczkę też możesz dać.
            Jak on to robi.? Tyle jeść, ale nadal jest chudy. Chłopak pochłoną kolejną babeczkę i oparł się o krzesło. Zamknął oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem. Jego błoga mina rozwaliła mnie do końca.
-Widzisz, to nie było takie trudne. –przejechałam mu kilka razy po brzuchu.
-Ale co.?
-No od stresować się.
Była dopiero szesnasta, więc mieliśmy sporo czasu. Włączyłam jakiś film i razem usiedliśmy na sofię. Znów zrobił się jakiś skrępowany, jednak z moją pomocą szybko się wyluzował. Musiałam rozłożyć go na sofię, bo sam by sobie chyba nie poradził. Położyłam mu jedną rękę na oparcie, drugą na jego tors, a głowę na poduszce. Wszystko byłoby idealnie gdyby on nie ześlizgnął się z sofy, kręcąc się i szukając dobrego i wygodnego miejsca na swój tyłek. Pociągnął mnie za sobą i oboje upadliśmy na ziemię. Dobrze, ze odsunęłam prędzej szklaną ławę, bo było by nieciekawie.
            Tak jak wczoraj, Marcel był uczynny i zamortyzował upadek swoim ciałem. Przewróciłam się prosto na niego uderzając głową w jego tors. Pomimo tego, że noc nieźle mnie bolał, bo chłopak miał jakiś łańcuszek to nie mogłam przestać się z niego śmiać. Większej łamagi w życiu nie widziałam.
-To wszystko twoja wina.
-Moja.?! To ty wymyślałaś mi jakieś śmieszne pozy.
-Ale to by się nie stało gdybyś tyłkiem nie kręcił.
Zaczęliśmy obwiniać siebie nawzajem. Oczywiście Marcel, jako mężczyzna przyjął winę na siebie.
            Schowałam głowę z zagłębieniu jego szyi i próbowałam unormować oddech. Od śmiania się z niego prawię się udusiłam. Przyznam, że było to całkiem miłe. Marcel używał jakiegoś świetnych perfum. Nie mogłam odciągnąć się od zaciągania się nim.
-Ładnie pachniesz. –oznajmiłam zgodnie z prawdą.
-Ty też.
-Dziękuje.
Uniosłam się trochę i poprawiłam mu okulary, które podczas naszego małego „wypadku” przesunęły się trochę. Przekonałam się do niego. Jak na kujona jest fajny. Gdybym nie była w szkolnej elicie mogłabym się w nim zakochać. To było trochę głupie, bo Marcel był świetnym chłopakiem, a przez to, że w szkole każdy zna moje imię nie mogłam pokazać nikomu, że go polubiłam. Cóż taka jest cena za popularność.
-Masz ładne oczy, wiesz.? Jak kotek. –uśmiechnęłam się do niego i zdjęłam mu jego okulary.
Tak wyglądał o wiele lepiej. Bez tych grubych szkieł. Czasami zdawało mi się, że dzięki nim odizolowuje się od świata.
            Jego policzki pokryły się szkarłatnym rumieńcem, to było słodkie. Zrobił się czerwony, a w jego oczach zaczęły tańczyć iskierki szczęścia. Był uroczy jak… jak Marcel. Nie umiałam tego inaczej określić. Potarłam swoim noskiem o jego, a ten szeroko się uśmiechnął. Jego twarz był niebezpiecznie blisko mojej. Czułam jego gorący oddech na sobie. Marcel przybliżył swoje usta bliżej moich. Nieśmiało musnął je, a ja nieźle zdziwiłam się na ten gest.
            Kiedyś ktoś mówił mi, że m się podobam, ale nie brałam tego pod uwagę. Po co.? Kujonem się we mnie bujał, a ja miałam jeszcze drążyć sprawę. Wydawało mi się to głupie, myślałam, że to kolejny żart z ich strony, ale teraz widzę, że to prawda. Przecież gdyby nic do mnie nie czuł to nie odważyłby się na taki gest. Sama z resztą nie rozumiałam co się ze mną stało. Pozwoliłam mu się całować, a przecież to Marcel.! Ten kujon, którego w pierwszej klasie moczyli w szkolnej toalecie.
            Najwyraźniej podobało mi się i to bardzo. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Oddałam pieszczotę, moje ręce powędrowały gdzieś na jego rozgrzany policzek. Pogłębiłam pocałunek. Rozchyliłam usta, pozwalając tym samym wtargnąć mu do środka. To było tak niepoprawnie uroczę, przyjemne, cudowne… nie wiem jak to ująć. Odsunęliśmy się od siebie dopiero po jakiejś dłuższej chwili. Chłopak podniósł się z podłogi, musiałam zrobić to samo. Widziałam jaki był zmieszany. Ja sama nie wiedziałam co mam zrobić. Chłopak natychmiast wybiegł z domu, pozostawiając ze mną jego krótkie „Przepraszam.”

czwartek, 17 października 2013

#3 Marcel cz.1



               Siedziałam w ławce tu za moją przyjaciółką Camill. Miejsce obok niej było już zajęte, więc zostało mi tylko to. Na szczęście była to ostatnia ławka. Miejsce, w którym czuję się cudownie. Nikt mi nie przeszkadza, jestem jakby odizolowana od tej całej klasy. Pani Brown właśnie tłumaczyła jakiś durny przykład ja wolałam inaczej zagospodarować ten czas. Słuchałam muzyki na telefonie. Nawet nie udawałam, że lekcja mnie obchodzi. Miałam to gdzieś.
-Lili, wytłumacz proszę co właśnie zrobiłam. –zażądała wskazując na tablicę.
-Przerwała mi słuchanie mojej ulubionej piosenki. – odpowiedziałam obojętnie.
-Możesz być choć trochę mniej bezczelna.? –spytała podchodząc do mojej ławki
-Mogłaby pani trochę częściej myć żeby.?
Cała klasa wybuchła nieopanowanym śmiechem. Tylko ten kujon z pierwszej ławki jeszcze bardziej docisnął się do zeszytu. Jak on miał.? Marcin.? Nie to nie to. Z resztą po co mi jego imię.?! I tak nic nie znaczył w tej szkole. Nikt go nie lubił, zero przyjaciół i jeszcze punkt kpin wielu osób.
            Zostałam jak zwykle odesłana do dyrektora. Ten znów nawijał mi o tym, że wylecę ze szkoły jak się nie poprawię, groził naganą i jeszcze, że nie zdam. Stara śpiewka. Zawsze gadał to samo, ale za każdym razem nic nie robił. Łysy cwaniak.
-Musisz się poprawić. I wiesz co, ja mam pomysł.
Prychnęłam. Jego kolejny głupi pomysł i tak z tego nic nie wyjdzie, z żoną też mu nie wyszło. Miał setki planów, żadne nigdy nie ujrzały światła dziennego. Zadzwonił do kogoś ze swojego służbowego telefonu. Rozsiadłam się wygodniej na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Pani Joley, poproszę do gabinetu Marcela Styles.
Marcel Styles.? Coś mi to mówi. Zmarszczyłam brwi. Zaciekawiło mnie to. Po chwili drzwi się otworzyły, a do środka wszedł nieśmiało ten kujon z pierwszej ławki. Zajął miejsce obok mnie, a ja zdążyłam mu się dokładniej przyjrzeć. Błyszczące lakierki, spodnie od garnituru zaciągnięte chyba po pępek, biała koszula idealnie wyprasowana w kancik, kraciasta kamizelka, w której mi byłoby już gorąco, te grube szkła sklejone taśmą i włosy, które były perfekcyjnie przylizane.
-Marcel, mam dla ciebie pewną propozycją.- zaczął dyrektor – Mógłbyś udzielać korepetycji pannie Cramsfort.?
Nie mogłam w to uwierzyć. Korepetycje u tego lizusa. Nigdy w życiu. Co ja nie mam planów po szkole.?! Jeszcze czego.?! Nie zbłaźnię się chodząc do niego. On sobie ze mnie chyba żartował.
-Co.? –poderwałam się z miejsca. –Nigdy w życiu nie chcę mieć z nim nic wspólnego, a już na pewno nie będę łazić do niego na jakieś korepetycje.- wrzasnęłam na co Marcel spuścił wzrok i przysunął ręce bliżej swojego ciała.
-Usiądź. –powiedział poważnie.
            Wykonałam jego polecenie i ponownie zasiadłam na swoim miejscu. Prychnęłam pod nosem. Marcel, ja i korepetycje zapowiada się naprawdę ciekawie i jeszcze to podniecające ułamki. Z nim mogę nawet dzielić przez zero. Uśmiechnęłam się pod nosem przez swoje myśli.
-Więc, kiedy masz czas.? –dyrektor zwrócił się do Marcela.
-J-Ja mogę dziś o szesnastej. –zaproponował
-Świetnie. –klasnął w dłonie.
-Żartujesz sobie prawda.? Dziś jest piątek. Myślicie, że ja nie mam nic do roboty.?
Facet za biurkiem po raz kolejny mnie uspokoił. Skrzyżowałam ręce na piersiach i dalej przysłuchiwałam się jego ględzeniu. Mówił coś, że ten idiota ma sprawdzać moją obecność i zdawać raporty „Posłusznego Kujonka”, mężczyzna podał mi jego adres i zapisał coś w notatniku.. Spotkanie dobiegło końca, a ja szybko wyszłam z biura. Był już koniec lekcji, więc bez przeszkód udałam się do domu. Wzięłam szybko prysznic i zjadłam obiad. Zdążyłam zrobić tylko to, bo czas mnie poganiał. Ubrałam się i poszłam pod wskazany adres.
Zapukałam kilkakrotnie do drzwi. Otworzył mi Marcel. Pozbył się kraciastej kamizelki i rozpiął jeden guzik przy koszuli, ale nadal wyglądał jak frajer. Jemu już chyba nic nie pomoże. Zaprosił mnie do środka i pokierował na górę. Usiadłam na jeo dość wygodnym łóżku i czekałam na niego. Pobiegł po coś na dół. Rozejrzałam się po pokoju. Wygląda tu całkiem normalnie. Chłopak wrócił z dwoma szklankami jakiegoś napoju.
-Pomyślałem, że m-może chcesz. –znów się zająknął
-Ta dzięki. –odpowiedziałam bez jakiegokolwiek entuzjazmu i chwyciłam szklankę.
Zamoczyłam wargi i szczęśliwym trafem stwierdziłam, że to sok jabłkowy. Mój ulubiony.
Odstawiłam ją na biurko i wyjęłam książkę. Otworzyłam ją na stronię, którą aktualnie przerabialiśmy. Marcel cały czas stał nad mną jakby na coś czekał. Spojrzałam na niego, przyglądał mi się.
-Co ci jest.? –spytałam trochę skrępowana.
-Czy mógłbym t-tu usiąść.? –wskazał na miejsce obok mnie.
-Jasne…- zdziwiło mnie jego zachowanie. –To chyba twoje łóżko.
Marcel usiadł obok mnie i od razu przeszedł do rzeczy. Spytał w czym mam problem, ale to była matematyka, z czym ja tam nie mam problemu.?! Zaczęliśmy od podstaw. Kazał mi otworzyć na algebrze. Próbowałam to znaleźć, ale przyznam szczerze, nie za bardzo orientowałam się w podręczniku. Chłopak przewinął mi do szukanej strony.
            Nie wiem czy się nie przewidziałam, ale chyba miał tatuaż na nadgarstku i to nie jeden. Oszalałam. Przecież taki kujonem jak on nigdy w życiu nie zrobił by sobie tatuażu. Wygoniłam myśli z głowy i zabraliśmy się za pracę. Nie było to takie trudne jak myślałam. Dostałam od niego jeszcze parę zadań i nasza „współpraca” dobiegła końca. Spakowałam się i już chciałam wyjść, ale jego mama stanęłam mi w drzwiach.
-Dzieci, przyniosłam wam kolację. –oznajmiła wesołym tonem
-Dziękuje, ale ja już wychodzę.
-Oj, zjesz. To nie zajmie długo.
Kobieta podała mi talerz jak i Marcelowi. Ponownie musiałam zająć miejsce obok niego. Zwykle nie jadam kolacji, ale mogę zrobić wyjątek. Na szczęście była to pizza. Z tego co zauważyłam, domowej roboty. Jedliśmy ją w ciszy. Bardzo mi zasmakowała. Spojrzałam na talerz Marcela, bo chciałam sprawdzić czy ma mniej czy więcej, tak by nie wyjść na jakiegoś wygłodniałego potwora. Miał tyle samo co ja, ale nie to zwróciło moją uwagę. Znów w oczy rzuciły mi się czarne plamki. Tym razem zauważyłam jakiś napis. Ciekawość nie dała mi spokoju. Odsunęłam jego rękaw i moim oczom ukazało się kilka tatuaży.
            Chłopak speszył się trochę i szybko wyrwał swoją rękę. Marcel Styles, ten poniżany przez wszystkich uczniów kujonem z pierwszej ławki ma tatuaże.?! Może mi się to przyśniło. Na pewno nie. Przecież kiedy brałam prysznic o mało nie poparzyłam się gorącą wodą.
-Przepraszam. –wydusiłam.
-Ni-nic się nie stało.
-Dobra, ale czego ja jeszcze o tobie nie wiem.?
-Ale co byś chciała wiedzieć.?
-Nie wiem. –wzruszyłam ramionami - Dowiedziałam się, że masz tatuaże, więc już nic mnie nie zaskoczy.
-Lubię koty i nawet mam jednego.
Nie koniecznie takich rzeczy chciałam się dowiedzieć, ale jeżeli już się rozkręcił i zaczął o nim opowiadać to czemu nie. Nawet się trochę pośmiałam kiedy szukając go pośliznął się na dopiero co umytej podłodze w korytarzu i wywalił. Po tym jak się trochę opanowałam próbowałam mu pomóc. Był od mnie cięższy i to spowodowało, że również ja straciłam równowagę i wylądowałam głową prosto na jego brzuchu. Cała się trzęsłam, bo nie mogłam opanować śmiechu. Marcel też zaczął się śmiać co było do niego nie podobne.
-To twoja wina. –uśmiechnęłam się do niego kiedy w końcu wstaliśmy.
-Tak, oczywiście, zrzuć wszystko na mnie. To ja byłem tak uprzejmy, że chciałem ci pokazać swojego kota i na dodatek zamortyzowałem twój wypadek swoim ciałem.
            Jak na Marcela to była bardzo długa wypowiedź, a ten się nawet nie zająknął. W końcu się od stresował. Nie wiedziałam, że w jego towarzystwie choć raz się uśmiechnę. Mój pobyt u niego trochę się przedłużył i wyszłam dopiero po dwudziestej. Umówiliśmy się na korepetycję na jutro. On miał przyjść do mnie. Musiałam odwołać kilka spraw, ale chodziło o moją „naukę”. Chyba go polubię.




-----> cz.2

piątek, 11 października 2013

#2 Harry Styles cz.4 (ostatnia)

Chłopak spojrzał na mnie przestraszony i od razu złapał mnie za ręce. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież on mnie okłamał. Okłamał ją… wszystkich… Nawet nie miał odwagi ją założyć. W tej chwili był dla mnie zwykłą świnią.
-Kochanie posłuchaj, to nie wyszło i…
Wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek.
-Jesteś dla mnie nikim- powiedziałam po przez łzy.
-Poczekaj.
Ubrałam się szybko w rzeczy, które znalazłam w jego pokoju i wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na kogoś w drzwiach. Słyszałam jeszcze jak mnie woła, ale teraz mnie to nie obchodziło. Jak on mógł mnie tak okłamać.? Przecież ja zaufałam mu do tego stopnia…  ja mu się oddałam. Dałam mu swoją niewinność, a on.? On mnie okłamał, oszukał i w ogóle jak można zdradzić własną żonę. Chyba się po cos przysięga, tak.?
-[t.i.] – jego mocna dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. –To nie tak…
-…jak myślisz.? –dokończyłam za niego –Zgadłam.?
-Nie rozumiesz, ja..
-Doskonale rozumiem. –przerwałam mu –Chciałeś zaliczyć jakąś młodą pannę, ponieważ twojej żony nie było i trochę ci się nudziło.
-Nie. Ja jej nie kocham. –oznajmił na co ja głośno się zaśmiałam
Jak można nie kochać własnej żony. Nie no, on przebił wszystko. Wyrwałam mu się, rzucając na pożegnanie „Odwal się”. Miałam szczęście, że nie musiałam czekać na autobus. Równo o dziewiątej podjechał pod przystanek. Wsiadłam do niego. Harry stał jeszcze niedaleko niego. Nie wiedziałam nad czym teraz myśli. Szczerze.? Miałam to gdzieś. Nienawidziłam go w tym momencie.
Do domu wpadłam najszybciej jak się dało. Bałam się, że on jedzie za mną i będzie chciał porozmawiać. Nie chciałam tego. Już i tak doprowadził mnie do stanu, w którym najchętniej bym się zabiła. Nie rozumiałam jednego. Jak on mógł.? Ma żonę, która go zapewne kocha, a uwiódł inną dziewczynę. Dziewczynę, która bezgranicznie mu zaufała. Skrzywdził mnie bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Szybkim krokiem udałam się do pokoju tak by rodzice nie mogli mnie zobaczyć. Wstrętny idiota. Brzydzę się nim. Rozebrałam się szybko i wskoczyłam pod prysznic. Chciałam to z siebie zmyć. Jego zapach, jego dotyk… wszystko. Chciałam zapomnieć.
Nie wiem ile tam siedziałam. To nic nie dawało. Butelka żelu pod prysznic zmarnowana, a ja… a ja nadal czuję się brudna. Nie wiedziałam co mam roić. Moje gorące od wody ciało oparło się o zimne kafelki. Osunęłam się na dół. Z moich oczu wypłynęły rzeki łez, które spływały po moim nagim ciele. Zwinęłam się w kłębek i czekałam aż to minie, aż nie będzie tych wspomnień.
***
            Weszłam właśnie do budynku, którego teraz znienawidziłam. Postanowiła iść do szkoły. Rodzice zorientowaliby się, ze coś jest nie tak i dopytywali. Znając mnie wydałabym się z tym wszystkim. Nie chciałam żeby cała szkoła wiedziała o tamtej nocy. Niechętnie podeszłam pod drzwi jednej z klas. Usiadłam na ziemi i przyglądałam się ucznia. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Nie rozumiałam jednego. Praktycznie każdy był taki sam. Dlaczego, więc ja.? Co mu zrobiłam.? Zauważyłam go. Wchodził akurat do szkoły. Na szczęście innym wejściem. Była nadzieja, że mnie nie widział. Próbowałam mu zniknąć. Chwyciłam moją torbę i próbowałam przejść na pierwsze piętro.
-Lili. –jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Tak jak wtedy. Odgoniłam szybko myśli zęby nie zacząć płakać
-Słucham.? –odparłam zachowują dystans między nauczycielem i uczniem
Chłopak otworzył swoją aktówkę i wyciągnął z niego jakiś papier.
-Chciałem ci to pokazać, ale mi uciekłaś i nie dałaś szansy –uśmiechnął się do mnie z nadzieją.
Wzięłam go do ręki i to co przeczytałam było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Pozew rozwodowy. Złożony jakiś miesiąc temu. Czyli jeszcze przed tym wszystkim. Oddałam go mu nie mając ochoty czytać go dalej.
-Zdradzała mnie.. –wyjawił
-Cicho. –powiedziałam tak żeby tylko on mógł usłyszeć.
-Nie chcę być cicho. Lili ja cię kocham. –jego miękkie wargi przylgnęły do moich
Momentalnie w szkole powstał jeden wielki gwar. Każdy cos szeptał sobie, a przez ilość uczniów naprawdę zrobiło się głośno. Harry przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, a ja wplotłam mu dłoń w miękkie loki. Poczułam jak językiem gładzi mi podniebienie. Czułam się jak wtedy. Jeszcze przed tą całą akcją.
-Panie Styles- usłyszeliśmy za sobą basowy wrzask.
No nie Pan Smith. Dyrektor szkoły. To po nas. Harry na pewno straci pracę, a ja wylecę ze szkoły. Romans z nauczycielem. Brawo, w cos ty się wpakowała, ale jak mówią „Serce nie sługa.”
-Co to ma znaczyć.?! –krzyknął sprawiając, że się przestraszyłam –Oboje wylecicie.! Jak pan może, przecież…
-Przepraszam. –bezczelnie mu przewał –Ja złożyłem wypowiedzenie- mina łysego faceta zrzedła. –Wczoraj o 14. Nie było pana, a sekretarka powiedziała, że przekaże. A teraz przepraszam. Chciałbym odprowadzić swoją dziewczynę pod klasę. Jeśli można…

środa, 9 października 2013

#2 Harry Styles cz.3 +18

Wyjęłam książkę od matematyki, którą Pan Styles kazał mi przynieść na poprzedniej lekcji. Z każdym dniem Pan Styles wydawał mi się coraz milszy. Nadal uważałam go za snoba i za taniego Playboya, ale widać, ze się stara. Otworzyłam ją na stronie dwudziestej trzeciej tak jak polecił. Mężczyzna właśnie wychodził z kuchni z herbatą. Podał mi ja, a ja upiłam łyk gorącej cieczy i odstawiłam ją na stolik.
-To jak zaczynamy.? –spytał pocierając ręce.
-Chyba po to tu jestem.
-No tak.
Korepetytor właśnie zaczął mi tłumaczyć na czy polega omawiany dziś temat. Robiłam wcześniej już kilka zadań by Pan Styles mógł sprawdzić czy zrozumiałam na czym on polegał, więc nasze spotkanie było już tak jakby w środku.
            Po tym jak omówiliśmy temat zaczęłam zadania. Powiem szczerze kiedy on to mówił wydawało się jakieś takie prostsze. Może to dla tego, że byliśmy sami i cała jego uwaga skupiała się na mnie i moich błędach z niezrozumieniem jakiejś części. Zadania wykonałam szybko także mogłam wyjść już do domu. Zaczęłam się pakować jednak Pan Styles zatrzymał mnie. Odwróciłam do niego twarz przerywając wcześniejszą czynność.
-Tak.?
-Wiesz nie dopiłaś herbaty. –zauważył –Może przyniosę ciasto. Mama mi niedawno przywiozła i…
-Nie trzeba- przerwałam mu
-Nie wstydź się. Zaraz ci przyniosę. Zjemy sobie, a później cię odwiozę.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on już był w kuchni. Nawet nie dał mi szansy na wypowiedzenie się. Korepetytor wrócił po kilku minutach z ciastem. Podał mi talerzyk i mały widelec i na łożył ciasta. Sobie wziął taki sam kawałek. Od razu zabrał się za jedzenie. Ja także spróbowałam. Mogę jasno stwierdzić, że już kocham jego mamę. To była normalna czekoladowa pychota. Kawałek szybko znikł z jego talerza jak i mojego. Nie było na co czekać.
-Może jeszcze.?
-Nie dziękuje, ja już chyba pójdę.
-Odwiozę cię.
-Niech się pan nie tru….
-Harry. –mężczyzna wyciągnął do mnie prawą dłoń.
            Zawahałam się. W końcu to mój nauczyciel. Bądź co bądź powinien budzić respekt. Jakby to wyglądało w oczach innych.? Sama Elizabeth po tym jak dał mi kwiaty na przeprosiny oszalała, a reszta.? Wolę nie myśleć co oni teraz o nas myślą.
-Ja nie wiem czy to dobry pomysł.
-Zróbmy tak na zajęciach jestem Pan Styles, poza szkołą Harry. –zaproponował
Chwyciłam jego dłoń. Tak mogło być. O ile nie rozniesie się to po szkole to jest dobrze.
***trzy miesiące później
            Od tamtego dnia jakoś zbliżyłam się d Harryego. Stał się mi bardziej bliski. Jesteśmy teraz jak dobrzy przyjaciele, a nie jak nauczyciel, uczeń. Przychodziłam do niego jeszcze częściej. Spotykaliśmy się nawet po za korepetycjami. Chodziliśmy na taco, na lody, do parku… takie normalne wyjścia. Zawsze musieliśmy jechać gdzieś dalej żeby nie widział nas nikt ze szkoły. Nie wiedziałam, ze stanie mi się on tak bliski. Czułam się jakbym znała go całe lata.
            Właśnie wchodziłam do budynku szkoły. Zauważyłam go przy schodach, pełnił dyżur na korytarzu. Uśmiechnęłam się chcąc, nie chcąc. Ruszyłam na górę do Sali 103 gdzie odbywała się właśnie matematyka, później z koleżanką zeszłyśmy na dół by wyjść na dziedziniec.
-To jak w piątek jedziesz z nami do kina.? –zapytała Elizabeth.
Bardzo chciałam jechać na ten film. Ponoć był świetny. Przypomniało mi się, że umówiłam się z Harrym na robienie spaghetti. Musiałam odmówić. Wolałam spotkać się z nim. Było to dziwne, bo El była moją najlepszą przyjaciółką od przeczkola, a teraz wolę spotkac się z nauczycielem.
-Sorki nie mogę.
-Dlaczego.?
-Jadę z mamą do babci.
-Nie możesz się z tego jakoś wykręcić.?
-Nie. Przepraszam. –wykręciłam się szybko.
            Usiadłyśmy na fontannie gdzie aktualnie przebywała jeszcze Gretta. Uczennica klasy wyżej. Była ona przewodniczącą szkoły. Jedyny rudzielec w szkole. Mimo to była bardzo ładna. Elizabeth zaczęła mi opowiadać śmieszną historię o tym jak kot podrapał i ugryzł jej babcie.  Nawet nie wiedziałam, że koty gryzą, a ty proszę.! Człowiek uczy się całe życie. Usłyszałam ciche szepty i śmiechy. Uniosłam głowę i spostrzegłam, że połowa szkoły patrzy teraz w moja stronę. Każdy miał na ustach głupi uśmieszek. Najgłośniejszy i najbardziej rozbawiony był chyba David, szkolny podrywacz. Mówiono, ze zaliczył większość dziewczyn w tej szkole. Zaczął podążać w naszą stronę. Usiadł obok mnie.
-Lili, mógłbym się umówić na wizytę. Zapłacę z góry.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Elizabeth też patrzała na niego jak na idiotę. O co mogło mu znowu chodzić.
-Nie rozumiem.
Chłopak wyciągnął jakąś pogięta karteczkę z kieszeni. Podał mi ją do rąk, a ja szybko ją odwinęłam.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Było tam jakieś moje przerobione zdjęcie i oferta, że się sprzedam. Nie wiem kto to mógł zrobić, ale jest cholernym dupkiem. Właściwie jedna osoba przychodziła mi do głowy. Podła idiotka. Łzy napłynęły mi do oczy. Powstrzymałam je szybko mrugając. Zawsze robili mi jakieś dowcipy z powodu tego, że jeszcze ego nie robiłam, ale to już jest przegięcie. Zawinęłam to w kulkę i wyrzuciłam za siebie.
-To jak. Jutro mogę przyjść.?
            Gorąca ręka Davida powędrowała ku górze. Sprytnie wślizgnęła się pod bluzkę i kierowała się w stronę stanika. Nie wytrzymałam. To było okropne. Czułam jak już sobie to wszystko wyobraża… Uciekłam stamtąd. Nie zważałam na śmiechy uczniów czy na głupie komentarze tego zboka. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Przebiegłam przez dziedziniec i wpadłam zapłakana do szkoły. Od razu ruszyłam w stronę drzwi jednak cos mnie zatrzymało. Mianowicie ręka Loczka. Mężczyzna złapał mnie za nadgarstek i nie chciał puścić.
-Lili.. –zaczął łagodnie.
Nie słuchałam go. Wyrwałam się i wybiegłam z budynku. Curly nie dawał za wygraną pobiegł za mną i dopadł mnie na parkingu. Był co najmniej uporczywy.
-Co się stało.?
-Oni są okropni. –wtuliłam się w gorące ciało mężczyzny i rozpłakała jeszcze gorzej.
            Nie zważałam teraz na to czy ktoś mnie widzi. Było mi to potrzebne. Jak cholera. Musiałam to zrobić. On mnie po prostu uspokajał samym dotykiem, obecnością… sobą.
-Posłuchaj ja muszę wrócić do szkoły, ale zamówię ci taxi i pojedziesz do mnie. Rodzice nie mogę wiedzieć, że nie ma cię w domu. Gdyby coś było nie tak zadzwoń. Później porozmawiamy.
Skinęłam głową. Nic więcej mi  nie było potrzebne, tylko ciepła rozmowa z Loczkiem. Znów skryłam się w jego ciepłych ramionach i zaciągnęłam się jego zapachem. Te perfumy były obłędne. Jak cały on. Wydawało mi się, ze wybiera tylko te rzeczy tak dobre jak on. Curly wyciągnął telefon i zamówił mi taxi i dał klucze do swojego mieszkania
            Chłopak musiał wrócić do pracy. Rozumiem. Nie mógł tak wszystkiego zostawić i mnie pocieszać. Nawet go o to nie prosiłam. Obiecał, ze porozmawia ze mną później. Zaufał mi już na tyle by dać kluczę do swojego domu.  Dawał mi już je prędzej gdy jechał na parę dni do rodziny. Musiałam wtedy zaopiekować się jego kotem i podlać kwiaty. Jeśli było zimno to pilnować by temperatura w piecu nie spadła.
            Samochód przyjechał po kilku minutach. Wsiadłam do niego i podałam adres. Zawiozła mnie tam bardzo szybko. Jeszcze nie było korków, więc nie musiałam nudzić się godzinami w aucie. Tak jest w Londynie. Drogę, którą pokonasz normalnie w dziesięć minut, tu o piętnastej pokonujesz w kilka godzin. Zapłaciłam mu należność i weszłam do domu Harryego. Jak zwykle mały kociak zbiegł na powitanie . Wzięłam go na ręce i rozsiadłam się na białej sofię.
-Ale ty mnie lubisz, prawda.? –zapytałam jakbym miała otrzymać odpowiedź
Kociak zamruczał i potarł główką o moją rękę. Kochana przylepka.
            Godziny mijały dość mizernie. Jakby wskazówki zatrzymały się. Żółwie tępo. W końcu wybiła ta pożądana piętnasta. Chłopak powinien być w domu już jakieś półgodziny jak nie godzinę, ale rozumiem korki. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a w progu staje Loczek. Rzucił swoją aktówkę gdzieś w kąt salonu i podszedł do mnie. Pogłaskał kociaka i spojrzał na mnie. Jego oczy były takie przenikliwe jakby dzięki nim widział co mnie boli.
-Powiesz o co chodziło.? –przerwał niezręczną ciszę.
-Jakbyś nie wiedział. I tak pewnie widziałeś już te wszystkie zdjęcia. –burknęłam i drapnęłam kota za uchem
Znów zapadła ta denerwująca cisza. Nie miałam odwagi jej przerwać. Nawet nie chciałam. Nie lubiłam opowiadać o tym jak to bardzo jestem biedna. W rzeczywistości  nie byłam. Paru chłopaków w szkole naśmiewało się ze mnie, że jeszcze tego nie robiłam. Co prawda dołącza się do nich parę osób, ale to sporadycznie. Od pewnego czasu zaczęło mi to już doskwierać ich żarty stały się jeszcze gorsze niż normalnie.
-Dawno ci już tak dokuczają.?
-Czy ja wiem.? Od pewnej imprezy, graliśmy w butelkę i im o tym powiedziałam. Wtedy to się zaczęło. –oznajmiłam na jednym wdechu
-Czegoś tu nie rozumiem. –westchnął przybliżając się do mnie –Jak to możliwe, że taka dziewczyna jak ty jeszcze tego nie robiła.?
Uśmiechnął się do mnie tym zniewalającym uśmiechem i odgarnął mi jeden kosmyk za ucho.. Przez chwilę nawet mi się podobało, ale później mój rozum dał o sobie znać. Lekko odepchnęłam jego rękę i odwróciłam wzrok. Jego ciało zbliżyło się do mnie jeszcze bardziej, a ręka wylądowała na udzie.
-Lili…
-Daruj sobie. Proszę, tylko nie ty. Zaczniesz mi gadać takie rzeczy w oczekiwaniu, że będę twoja zabawką na jedną noc i zniknę.
Nie chcę tego. Po prostu nie potrafię pojąć jak chodząca perfekcja nie znalazła sobie faceta.
Strzepnęłam jego rękę z mojej nogi i odsunęłam od niego. Brawo jeszcze on.! Miałam go za przyjaciela, a teraz stracę jeszcze jego. Nie potrafiłabym do niego przychodzić wiedząc, że chce mnie zaliczyć. Może podobał mi się trochę…. Trochę mocno, ale nie pozwolę mu na to.
-Nie chcę byś była zabawką na jedną noc. Znaczysz dla mnie o wiele więcej. – szepnął odsuwając się od mnie.
Zdziwiłam się na jego słowa. Mimo iż wiedziałam, ze mogą być nieprawdziwe i niezgodne z jego uczuciami wywarły na mnie ogromne wrażenie. Nie każdy umie powiedzieć coś takiego. Nawet jeśli to kłamstwo.
-Przestań. –syknęłam zaciskając powieki.
-Ale jak.? Jeszcze nie nauczyłem się przestać kochać. Nawet jeśli bym umiał to nie chciałbym tego zrobić. Przy tobie czuję się jakoś…
-Stop.!- przerwałam mu podnosząc się z sofy.
            Odeszłam na parę kroków i podparłam się o ścianę. Doprowadzał mnie do białej gorączki. Czego on nie rozumiał.?! Ja się na to nie nabiorę. Szkoła mnie tego nauczyła i ci wredni idioci, a on teraz będzie mi wmawiał, że mnie kocha.
-Lili, posłuchaj i choć raz mi nie przerywaj. –podszedł do mnie. Nabrałam powietrza i głośno je wypuściłam. –Gdybym chciał cię tylko zaliczyć nie starałbym się tak. Równie dobrze mógłby pójść do Roxy i ją przelecieć, ale mi zależy na tobie.
            Mówił prawdę. Roxy to była najgłupsza dziewczyna z naszej klasy. Dałaby każdemu i każdy to wiedział. Nie raz moi przyjaciele chwalili mi się co z nią robili. Jeśli ja nie chcę i dobitnie mu to pokazuję to w końcu zostawiłby mnie w spokoju bo zaliczenie nie jest warte tego wszystkiego. Chłopak zbliżył się do mnie, a jego ręka znalazła się na moich biodrach przyciągając mnie do siebie. Jego ciepłe wargi momentalnie znalazły się na moich. Był delikatny, ale wiedział czego chciał. Mimo iż mu uległam to z każdą chwilą jego uścisk rósł w siłach jakby bał się, że mu ucieknę. Odsunął się na chwilę od mnie i spojrzał mi w oczy. Miałam ochotę złapać go i wpić się w jego malinowe usta. Wyprzedził mnie.
            Wrażliwie musnął je by później przejść do  czegoś głębszego. Rozchyliłam usta pozwalają mu wtargnąć do środka. Wplotłam swoje palce w miękkie loki chłopaka i pogłębiłam pocałunek. Straciłam równowagę i razem przewróciliśmy się na ścianę. Loczek cały czas trzymał mnie jedną ręką, a drugą podparł się ściany nie przerywając tego co było pomiędzy nami.
-Chodź.
Curly posłusznie wykonał moje polecenie. Pociągnęłam go za nadgarstek w stronę sypialni. Doskonale wiedziałam gdzie się znajduję. Byłam tu setki razy. Często prosił bym coś z niej przyniosła. Znów wróciłam do Hazzy. Ciepłe dłonie Harryego wtargnęły pod moją koszulkę drażniąc skórę. Złapał za kraniec materiału i ściągnął mi ją przez głowę. Nawet nie widziałam gdzie poleciała. Nie przejmowałam się tym. Nie chcąc być gorsza. Rozpięłam koszulkę mężczyzny. Było to łatwe gdyż kraciasta koszula miała już wyrobione dziurki, a pierwsze trzy, rozpięte guziki jeszcze ułatwiły mi sprawę.
Duża dłoń chłopaka znalazła się na moich udach. Podniósł mnie do góry i zaniósł na łóżko. Hazz zrzucił z siebie materiał, który przed chwilą rozpięłam i z gracją dorównującą kotu podszedł do mnie.  Jego ciężkie ciało zawisło nad moim. Nie mogłam nacieszyć się widokiem jego torsu. Był taki… taki idealny. Jeździłam po nim rękoma wyczuwając każde najdrobniejsze wgłębienie czy wypukłość. Loczek zaczął obdarowywać moją szyje pocałunkami w między czasie rozpinając mi spodenki. Niewiarygodne jak szybko mu to poszło. Uniosłam biodra by pomóc mu w ściągnięciu ich. One także poleciały gdzieś w kąt pokoju.
Ja oczywiście miałam z tym lekkie problemy, bo pasek chłopaka jak na złość się zaciął. Usłyszałam ciche śmiechy Harryego. Nie wiedziałam, ze to aż takie zabawne. Podniósł się i samodzielnie ściągnął spodnie. Zobaczyłam, że w bokserkach tworzy mu się już sporych rozmiarów wybrzuszenie. Momentalnie moje policzki pokryły się czerwienią.
-Jest jeszcze sporo rzeczy, których będę musiał cię nauczyć- zachichotał.
Chłopak złapał za gumkę od swoich bokserek i już miał je pociągnąć w dół, ale zatrzymał się i spojrzał na mnie.
            Odwróciłam szybko wzrok i teraz widziałam jego uśmieszek i iskierki w oczach. Dłoń chłopaka chwyciłam moją i przyłożyła ją do swojego przyrodzenia. Odruchowo spojrzałam w tamtą stronę. Gorąca ręką chłopaka ścisnęła moją co sprawiło, ze jego kolega także został dotknięty. Delikatnie jeździł nią po nim. W końcu skierował moją dłoń do bokserek. Spojrzałam w jego oczy. Patrzał na mnie wyczekująca. Nie wiedziałam co mam robić. Pierwszy raz widzę… no znaczy dotykam „kawałek” mężczyzny.
            Chyba zauważył to, bo po chwili ściągnął kawałek tkaniny, która opadła mu do kolan. Nie wierzyłam w to co widzę. Przed mną stał…a raczej klęczał nagi mężczyzna, na jego twarzy widać było niegrzeczny uśmieszek, a ja… ja trzymałam w ręku jego spore przyrodzenie. Myślałam, ze tylko czarnoskórzy są w stanie mieć takie, a ty proszę…i to jeszcze u mojego nauczyciela.
            Zrobiło mi się gorąco. Temperatura mojego ciała podskoczyła. Na twarzy poczułam drobne mrowienia. Nie potrafię tego opisać. Nie zwracałam teraz uwagi na nic. Nie przejmowałam się, że to mój nauczyciel, że rodzice mogą mnie szukać, że ktoś może nas przyłapać, bo prawdopodobnie on nie nakluczył drzwi… ni… liczył się tylko on.
            Przejechałam dłonią po całej jego długości, a on odchylił głowę do tyłu. Ponownie wykonałam czynność uważnie przyglądając się jego reakcji. Chłopak zacisnął powieki kiedy przyśpieszyłam swoją pracę.
-Chodź tu. –złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
Harry ułożył się na łóżku, a ja cmoknęłam go w usta. Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem i wiedziałam co robić. Zeszłam niżej by mieć lepszy dostęp.
-Jeśli nie chcesz to nie musisz.
Pokręciłam głową. Chciałam tego. Nie wiem czemu, ale to było moje marzenie w tej chwili. Nigdy o tym tak nie myślałam. Zawsze wydawało mi się to ohydę, ale teraz… było zupełnie inaczej. Kiedy to był on mogłam zrobić wszystko.
            Ucałowałam go i zassałam czubek jego kolegi. Zamknęłam oczy i przejechałam po nim językiem. Kiedy jego kolega całkiem znikł w moich ustach musiałam zignorować odruch krztuszenia się. Poruszałam rytmicznie głową. Najpierw powoli. Musiałam przyzwyczaić się do dziwnego uczucia. Z każdą chwilą jednak przyśpieszałam. Musiałam pomóc sobie ręką, bo nie byłam w stanie wziąć go całego do buzi w tak szybki tempie. Spojrzałam na chłopaka. Rozchylił usta i nabrał głośno powietrza by później wypuścić je jako jęk. Wplótł dłonie w moje włosy i sam nadawał mi tępo pracy. Po pokoju roznosiły się jęki chłopaka. Zaczął poruszać biodrami w takim samym czasie co rękoma. Moje ręce położyłam na jego udach by wybrać jakąś lepszą pozycję. Poczułam jak jego członek drży, a moje usta wypełniają się ciepłą cieczą. Chłopak krzyknął na to zdarzenie. Przycisnął moją głowę do siebie, a kiedy upewnił się, ze połknęłam wszystko puścił i przyciągnął do siebie.
            Obrócił nas tak, że to teraz ja byłam pod nim. Jedną ręką rozpiął mi stanik i wyrzucił go gdzieś za siebie. Ustami zjechał do moich piersi. Całował każdy ich skrawek. Zaczął przygryzać sutki na co ja cicho jęknęłam. Drugą dłonią pozbył się ostatniej części mojej garderoby. Poczułam jak gładzi wewnętrzną stronę ud. Rozchylił je delikatnie robiąc sobie miejsce pomiędzy. Główka jego członka otarła się o moje wejście, a on widząc moją reakcje uśmiechnął się szeroko.
-Na pewno tego chcesz.?- szepnął muskając płatek mojego ucha.
-Bardzo.
            Sięgnął po coś do szafki nocnej. Wyciągnął z niej małą paczuszkę. Otworzył to i wyciągnął prezerwatywę. Założył ją w mgnieniu oka. Ponownie ułożył się na mnie podpierając się jedną ręką odciążając mnie tym samym. Chłopak przyłożył swojego penisa do mojego wejścia i wpił się w moje usta.
            Zaczął na mnie napierać. Robił to powoli jednak w końcu natrafił na przeszkodę i musiał dołożyć trochę siły. Pchnął mocno, a ja poczułam jak ból rozchodzi się po całym moim ciele. To było okropne, ale wartę chwili. Poruszał się najpierw delikatnie. Ból powoli znikał,  ja rozluźniłam napięte mięśnie. Chłopak z czasem zaczął przyśpieszać, a widząc moje zadowolenie nie ograniczał się w tym co robił.
            Jego ruchy wprawiały mnie w obłęd. Nie wiem jak szybko się ruszał, ale z każdym pchnięciem napinał się tak, ze mogłam dostrzec każdy jego mięsień. Wbiłam mu paznokcie w plecy i przejechałam po linii kręgosłupa. To było tak niepoprawnie przyjemne..  Nie kontrolowałam się. Nie mogłam przestać jęczeć. Gdyby wiedziała, ze to tak przyjemne już pierwszego dnia załapała bym tego idiotę i zgwałciła w kantorku woźnego. Całe pomieszczenie wypełniło się naszymi jękami. Łóżko skrzypiało pod naszym ciężarem, a sapania chłopaka wprawiały mnie w obłęd. Wszystko łączyło się w jedną harmonię. Chłopak złapał za moją nogę i położył ją gdzieś na swoim biodrze. Przytrzymał ją tam gdyż sama nie mogłam jej utrzymać. Moje ciało było jakby z gąbki.
            Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Harry przyśpieszył jeszcze bardziej. Jęki chłopaka, które trafiały wprost do mojego ucha jeszcze bardziej potęgowało przyjemne uczucie.
-Harry. –pisnęłam
-Poczekaj… chwilkę- wysapał na co ja skinęłam głową.
Nie wiedziałam czy wytrzymam. Obiecałam mu, więc spięłam swoje wszystkie mięśnie nie dopuszczając by ekstaza objęła całe moje ciało.  W końcu nadszedł ten moment. Nie wiedziała co się ze mną dzieje. Wygięłam się w łuk i krzyknęłam imię chłopaka, który sprawiał mi tyle przyjemności. On także wykonał ostatnie pchnięcia, które były znacznie mocniejsze od poprzednich i tak samo jak ja krzyknął na całą dzielnice. Byłam pewna, ze sąsiedzi dobrze usłyszeli kto jest w domu.
            Hazz opadł zmęczony na miejsce obok. Wtuliłam się w jego rozgrzane ciało i próbowałam unormować oddech. Nie było to łatwe. Kiedy w końcu mi się udało zacisnęłam powieki by ogarnąć to wszystko we własnym umyślę.
-Kocham cię, wiesz.? –wysapał Harry
-Ja ciebie też. –cmoknęłam go w linię szczęki.
            Wszystko byłoby dobrze gdyby ktoś nie przerwał tej całej sielanki. Po domu rozniósł się odgłos pukania i dzwonka. Nie wiem kto to był, ale zapewne słyszał całe te zajście. Harry długo nie myśląc podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Lili, podasz mi bokserki.? –spytał wskazują na szafkę nocną.
Otworzyłam ją i wyjęłam jedną parę w różowe kotki. Moją uwagę jednak nie przykuły dziwne wzorki, ale coś innego. Sięgnęłam po błyszczącą rzecz i przekręciłam ją kilka razy w palcach. W oczach zaświecił mi się jakiś napis. „Natalia 26.06.2015”
Nie mogłam w to uwierzyć, przecież to było jakieś kilka miesięcy temu. Nie wiem może pół roku.
-Harry.. –wydukałam i pokazałam mu obrączkę
Chłopak spojrzał na mnie przestraszony i od razu złapał mnie za ręce. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież on mnie okłamał. Okłamał ją… wszystkich… Nawet nie miał odwagi ją założyć. W tej chwili był dla mnie zwykłą świnią.
-Kochanie posłuchaj, to nie wyszło i…
Wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek.
-Jesteś dla mnie nikim- powiedziałam po przez łzy.
-Poczekaj.
Ubrałam się szybko w rzeczy, które znalazłam w jego pokoju i wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na kogoś w drzwiach. Słyszałam jeszcze jak mnie woła, ale teraz mnie to nie obchodziło. Jak on mógł mnie tak okłamać.? Przecież ja zaufałam mu do tego stopnia…  ja mu się oddałam. Dałam mu swoją niewinność, a on.?

#2 Harry Styles cz.2


           Wybiegłem z Sali za moją uczennicą. Jak mogłem być tak głupi i rzucić taki tekst. Zachowałem się jak jakiś idiota, ale ona jest taka ładna. Myślałem, że wszyscy chłopacy w szkolę za nią biegają i, że już to robiła. Bądź, co bądź ma już szesnaście lat… niedługo siedemnaście.
-Ej, zaczekaj.! –wołałem bez skutku. –[t.i].!!!
Usłyszałem dzwonek. Klasa rzuciła się do wyjścia. Spakowałem swoje rzeczy i chwyciłem aktówkę. Dziewczyna skierowała się na podwórko szkolne gdzie można było przejść podczas przerw. W tłumię jednak zgubiłem jej sylwetkę. Stałem na przy wejściu i jak idiota rozglądałem się po podwórku. Zero śladu. Cofnąłem się zrezygnowany do budynku.
***Nazajutrz.
            Wszedłem do pokoju nauczycielskiego, który o tej porze jak zwykle był pusty. Odstawiłem swoją aktówkę na krzesło i ruszyłem w stronę korytarza. Musiałem przeprosić tą dziewczynę, przecież niczym nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Kupiłem jej nawet mały bukiet złożony z pięciu czerwonych jak jej usta róż. I znów przyłapałem się na fantazjowaniu o niej. Myślałem jakby to było gdybym mógł ją pocałować, dotknąć, ale nie mogę.  Dziewczyna siedziała przed klasą 101 gdzie odbywała się matematyka. Szybkim krokiem skierowałem się w jej stronę. Blondynka zorientowała się, że idą do niej. Zerwała się z podłogi i wręcz zaczęła uciekać przy czym jej loki zaczęły tak zabawnie podskakiwać. Szybko ją dogoniłem i złapałem za rękę obracając w swoją stronę. Jej wzrok mnie sparaliżował. Jej oczy błyszczały wyrażając tyle na raz poprzez ból i złość do rozczarowania. Stałem tak chwilkę wpatrując się w jej pełne zieleni kocie oczy.
-Przepraszam za wczoraj. –tylko tyle udało mi się wydusić. Wyciągnąłem w jej stronę bukiecik i uśmiechnąłem się szeroko w nadziei, że dziewczyna zapomni o wczorajszym incydencie. Na moje szczęście przymknęła powieki i ponownie szeroko je otworzyła z radością w oczach. Ułożyłem w jej dłoni, delikatnie kwiaty i zacisnąłem jej palce tak aby się nie pokuła.
-Zapomnijmy o tym. –ukazała mi rząd swoich białych perełek.
Skinąłem głową i oddaliłem się po usłyszeniu dzwonka.
***oczami [i.t]
            Właśnie wychodziłam z klasy od biologii, która była moją ostatnią lekcją. Szłam u boku mojej najlepszej przyjaciółki Elizabeth. Dziewczyna cały czas wpatrywała się we mnie z uśmiechem, który próbowała ukryć. Nie wytrzymałam. Zawszę byłam ciekawska, a ona doprowadzała mnie do szału.
-O co ci chodzi.?! –wrzasnęłam kiedy już znaleźliśmy się poza terenem szkoły.
-Nie udawaj, ze nie wiesz. –burknęła pod nosem i odwróciła wzrok.
Miałam ochotę ją w tej chwili ukatrupić. Gdybym wiedziała to bym się jej chyba nie pytała. Przybliżyłam się do niej delikatnie szarpnęłam za jej rękaw.
-No mów.
-No o ciebie i Pana Stylesa… -uśmiechnęła się zadziornie
Szturchnęłam ją w ramie gdyż właśnie Pan Styles, o którym była mowa stał przy swoim aucie z telefonem. Rozmawiał z kimś. Elizabeth krzyknęła mu na pożegnanie „Do Jutra” jednak ja nie chciałam mu przeszkadzać. Mężczyzna odwrócił się w naszym kierunku, a ja odwróciłam wzrok. Później usłyszałam warkot silnika. Złapałam Elizabeth za skrawek koszulki i przyśpieszyłam tępo. Kiedy w końcu zniknęłyśmy z pola widzenia mężczyzny puściłam ją i teraz szłam spokojnie.
-Pomachał mi, widziałaś.? –Elizabeth podniecała się tym jakby to było nie wiadomo co.
-Co ty się tym tak ekscytujesz.?
-A zapomniałam. Nie mam u niego szans… za to ty…-wskazała na róże, które trzymałam w ręku.
            Schowałam  go za siebie i dałam jej kuksańca w bok. Szczerze mówiąc. Nie wiem co te wszystkie dziewczyny widziały w tym idiocie. Jest on kolejnym facetem, który myśli, że dzięki swojej urodzie może zrobić wszystko. To, że tał mi kwiaty na przeprosiny nie oznacza, że zapomniałam o tej całej sprawię.
-Kolejny idiota. W tej szkole to i tak nie robi różnicy. –burknęłam pod nosem.
-Przestań.! Widziałaś jakie to ciacho i ten tors.!
-Ta specjalnie rozpiął sobie kilka guzików żeby takie małolaty jak my się nim podniecały.
-Lili, jak zawsze masz jakieś problemy
Nie miałam z nim żadnego problemu po za tym, ze był chamski i zgrywał macho. Nie lubiłam takich mężczyzn. Niby są najlepsi, przelecą każdą dziewczynę, a jak przyjdzie co do czego to uciekają.
            Szłyśmy dalej. Na szczęście El zmieniła temat. Nie musiałam już słuchać o tym jaki on jest „sexy”. Teraz rozmawiałyśmy o szkole, przyszłej kartkówce, ocenach… nic szczególnego. Zauważyłam, ze jeden z samochodów zatrzymał się koło nas.
-Może podwieźć.?
Dobrze wiedziałam do kogo należał ten głos. Idiota nie dawał o sobie zapomnieć. Temat zmieniłyśmy, a on musi się pojawiać.! Jak na Elizabeth przystało zgodziła się bez wahania. Ja wiedziałam co odpowiem. „Nie” i gdyby nie moja przyjaciółka postawiłabym na swoim.
-Lili, usiądź do przodu. Nie będziecie się tam obie gnieść.
Wykonałam jego polecenie choć z niechęcią. Gnieść.?! Była tam tylko El i jego aktówka, a ja chyba taka gruba jeszcze nie jestem. Pierwsza do domu dotarła Elizabeth. Mieszkała ona bliżej szkoły niż ja. Zawsze jej tego zazdrościłam. Nie musiała wlec się codziennie taką drogą, a dziś to już szczególnie.
-Do jutra. –pożegnał się ze mną kiedy wysiadałam.
-Do jutra. –odpowiedziałam niechętnie.
***Jakiś czas później.
            Siedziałam właśnie w kuchni. Czekałam na moją mamę Oczywiście wywiadówka. Z nerwów i strachu posprzątałam każdy skrawek domu. Nie szło mi zbyt dobrze jeśli chodzi o matematykę. Zawsze byłam w tym słaba. Usłyszałam dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Wyszłam z kuchni i od razu napotkałam rozwścieczoną twarz mojej mamy.
-Co to jest.?!- warknęła pokazując mi moje oceny.
Moim oczom ukazał się rządek czerwonych ocen, a dokładnie jedynek. Z czego.? Z matematyki oczywiście.!
-Mamo…
-Żadne Mamo.!- wrzasnęła –Pierwsze miesiące szkoły, a ty mi takie coś odwalasz i jeszcze ta ucieczka w poniedziałek.!
No tak. Mówiłam Elizabeth, że to zły pomysł, ale ona jak zawsze musiała mnie przekonać. Miała do tego nadzwyczajny dar. Nie mogłam jej odmówić.
-Jutro nie idziesz na żadną imprezę. Pójdziesz sobie na korepetycję. –oznajmiła mi
-Korepetycję.? –zdziwiłam się
Przecież nigdy nie chodziłam na korepetycję. Pamiętałabym to chyba.
-Tak. Jeden z twoich nauczycieli zgodził się cię douczać.
            Ruszyłam pokornie do swojego pokoju. Korepetycję… może mi pomogę. Nie, przecież dla mnie nie ma już żadnej nadziei. Nawet jakieś tam douczania mi nie pomogą. Jestem w tym po prostu za cienka. Jeśli ktoś nie chce nie powinien na to chodzić. Ułatwiło by to życie wielu nastolatką, a tym czasem oni nas tym dręczą.
            Mama jak obiecała tak zrobiła. Nazajutrz podwiozła mnie pod dom mojego nowego korepetytora. Dom był jak każdy inny. Ogród był zadbany. Widać, że ten ktoś miał naprawdę „ciekawe” życie, albo zatrudniał ogrodnika. Ja bym nigdy nie znalazła czasu na dbanie o taką liczbę roślin. Zapukałam do drzwi. Właściciel nie dał na siebie długo czekać. Usłyszałam kroki i po chwili klamka opadła w dół.
-Dzień Dobry. –przywitał mnie radosny głos mojego nauczyciela. –Zapraszam.
Pan Styles…mogłam się domyślić. Żaden inny nauczyciel nie wziąłby sobie na głowę nastolatki. Tylko on. Jeśli myśli, że choć jeden z tych jego rąbniętych planów się uda to się myli.

#2 Harry Styles cz.1

Uwaga.! W tym imaginie 1D nie istnieje.

            Wszedłem do klasy gdzie zebrali się już wszyscy moi uczniowie. Odłożyłem swoją aktówkę na biurko i rozejrzałem się po klasie. Dzieciaki miały tak po szesnaście lat. Mogłem tak o nich mówić…sam przecież miałem dwadzieścia dwa i jestem od nich o jakieś pięć lat starszy. Otworzyłem dziennik by zapoznać się z listą uczniów. Było ich około dziewiętnastu.
-Dzień Dobry,  jestem Harry Styles. Będę waszym nauczycielem od dość osobliwego przedmiotu jakim jest Wiedza O Seksie. –uśmiechnąłem się na wypowiadane właśnie przez siebie słowa. Prędzej nie wiedziałem, ze można zarabiać na tym by uczyć innych jak dobrze wykorzystać swoje dary od boga.
            Większość klasy zaśmiała się na moją wypowiedź, a reszta burknęła pod nosem „Dzień Dobry”. Usiadłem za swoim biurkiem i spojrzałem na dziennik. Żadne imię, a ni nazwisko nic mi nie mówiło.
-Może najpierw się poznamy. Ja będę czytał wasze imiona i po prostu podniesiecie rękę.- zaproponowałem na co klasa odpowiedziała bez entuzjazmu.
Zacząłem więc czytać. Poznawałem kolejnych uczniów jak i uczennice, których było trochę więcej. Zauważyłem nawet, że pewna dziewczyna próbuję skupić na mnie swoją uwagę… przygryza wargę, bawi się kosmykiem swoich włosów, nawet próbuje uwodzić mnie wzrokiem. Jednak nie była w moim typie. Lubiłem dziewczyny dojrzałe, naturalne, a ona stawiała na piękno, a nie to co jest w środku. Markowe ciuchy, droga biżuteria, idealnie ułożone włosy i jeszcze tona makijażu na twarzy.
            Zapoznałem się już z wszystkimi uczniami. Dowiedziałem się nawet kto będzie moim potencjalnie najlepszym uczniem. Chodziło o jakiegoś Davida, który „zaliczył” już większość dziewczyn w szkole. Szczerze, nie rozumiałem go. Sex to przecież ukoronowanie miłości, a on zrobił z tego jakąś głupią zabawę. Oczywiście to zajęcie było jednym z moich ulubionych, ale nie odstawałem od swojego postanowienia. Zdarzyło się parę razy gdzie po imprezie nie pamiętałem z kim wylądowałem w łóżku, ale było to rzadko i nieświadomie.
            Podszedłem do tablicy w celu napisania tematu. Pierwsze białe litery zaczęły pojawiać się na zgniło zielonej tablicy kiedy ktoś wpadł do klasy. Odłożyłem kredę i spojrzałem na ucznia, który przeszkodził mi w lekcji. Była to szczupła dziewczyna, ubrana jedynie w zwiewną kwiecistą sukienkę. Jej twarz ozdobioną czerwonymi wypiekami na policzkach przesłaniała mi burza loków, która ją okrywała. Odgarnęła włosy i przerzuciła je na prawy bok tak, ze teraz mogłem zobaczyć jej cudną twarz. Zielone głębokie oczy ozdabiał wachlarz czarnych rzęs, które rzucały cień na jej delikatne policzki, czerwone usta aż zachęcały do fantazjowania o ich smaku…
-Przepraszam za spóźnienie. –wymamrotała kierując się do ławki przerywając mi tym samym możliwość podziwiania jej.
-Nie szkodzi. Dopiero pisałem temat. –odpowiedziałem podchodząc do jej ławki. – Harry Styles- wyciągnąłem w jej kierunku dłoń.
*** twoimi oczami.
            Pierwszy raz zobaczyłam tak onieśmielający uśmiech. Musiałam szybko uciec do swojej ławki by nie zauważył, że policzki pokrywają się jeszcze większymi rumieńcami niż te, które już miałam. On jeszcze podszedł do mojej ławki i wyciągnął w moją stronę dłoń. Harry… to chyba od dziś moje ulubione imię.
-[t.i.] [t.n.] –odpowiedziałam ściskając jego duża rękę.
Nawet jego dotyk był cudowny. Przeszły mnie dreszcze, ale to może zostało spowodowane tym, ze to jedyny tak młody mężczyzna, który jest w tej szkolę. Otworzyłam zeszyt i chwyciłam w dłoń długopis. Szybko zapisałam temat podany przez Pana Stylesa.
-Więc tak. Dziś może porozmawiamy o grze wstępnej. –uśmiechnął się znacząco na co połowa klasy roześmiała się. No tak sex jest i zawszę będzie czymś „śmiesznym” dla nich. Czymś na co zawsze będą reagować śmiechem.
-Na ciele kobiety, zarówno jak u mężczyzny jest kilka słabych punktów takich jak szyja, uszy, skóra wokół oczu czy nawet plecy. –opowiadał zapisując kolejne słowa na tablicy. –Z resztą lepiej jest to pokazać na żywo. Może ty. –zaproponował wskazując w moją stronę. –Podejdź.
            Wstałam z drewnianego krzesła i skierowałam się w stronę pana Stylesa. Czułam spojrzenia całej klasy na swoim cielę. Nigdy nie byłam osobą, która lubiła być w centrum uwagi. Wolałam książkę od imprezy, zacisze od chmary przyjaciół czy kakao zamiast alkoholu. Mężczyzna podał mi rękę i ustawił mnie przed sobą plecami.
-Szyja i uszy to chyba moje ulubione miejsca do całowania. Oczywiście widoczne –zażartował sprawiając, że klasa wybuchła śmiechem. –Dotykając czy całując te miejsca sprawiacie kobiecie niebywałą przyjemność. Choć nie jest to nic takiego. Pobudzacie ją. –opowiedział sunąc palcem po mojej szyi aż do obojczyka.
            Poczułam jego ciepłe wargi tuż pod moim lewym uchem. Przeszły mnie dreszcze. Odruchowo przechyliłam głowę w tą właśnie stronę powodując, że nauczyciel się odsunął. Powtórzył to kilka razy, a ja powoli zaczęłam przyzwyczajać się do jego delikatnego dotyku. Odsunął mi skrawek koszulki i ucałował obojczyk.
-Jak się czujesz.?- szepnął muskając moją szyję swoimi gorącymi wargami.
-Niezręcznie. –oznajmiłam zgodnie z prawdą.
Było to przyjemne, ale nie lubiłam kiedy ktoś mnie dotykał. Było to co najmniej krępujące. Mężczyzna odsunął się od mnie obejmując w tali. Jego ręce zgrabnie wsunęły się pod moją koszulkę zmierzając ku górze. Pan Styles zbliżył się do mnie.
-Nie bój się będzie fajnie. –prawie niesłyszalnie nawet dla mnie jego głos doszedł do moich uszu.
Chwyciłam jego ręce i odepchnęłam go od siebie. Tego było za dużo. Odsunęłam się od nauczyciela i stanęłam na wprost niego czekając na kolejny ruch.
-Jeśli chodzi o dalszą cześć to można zrobić to klasycznie albo dodać jakieś „smaczki” –zrobił cudzysłów w powietrzu i chwycił za dłoń przyciągając do siebie na bezpieczna odległość. –Partnera trzeba umieć odpowiednio rozebrać aby atmosfera nie prysła.
Klasa oczywiście wypełniła się szeptami obijającymi się o nagie ściany. Było można usłyszeć teksty w stylu „Co on ja będzie rozbierał.?!” Lub „Bzykną się przy tablicy” Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Mężczyzna obkręcił nas tak, ze teraz siedział na biurku, a ja stałam przed nim.
-Rozepnij mi rozporek. –zażądał podbierając się na blacie dłońmi.
-Ale ja nie umiem. –odpowiedziałam zażenowana.
-No dawaj. Przypomnij sobie jakąś noc z chłopakiem i po prostu zrób to.
-Ale…
-Nie wstydź się no przecież cnotką nie jesteś.
            Spuściłam wzrok nikt nie powinien o tym mówić. To była moja sprawa i tak dziewczyny z mojej klasy śmieją się ze mnie, bo mając szesnaście lat nawet nie widziałam faceta nago, ale było mi z tym dobrze. Wolę żeby było o przemyślane niż zrobić to na odpieprz.
-Co ty tego nie robiłaś.? –zdziwił się, a ja spojrzałam w jego oczy. –Żartujesz, nie.? –pokręciłam przecząco głową. – Żartujesz sobie ze mnie. Nikt cię jeszcze ni puknął.?! Przecież gdybym był w twoim wieku od razu bym cię przeleciał.. –roześmiał się, a klasa poszła w ślad za nim.
Tego było za wiele. Wymierzyłam mu siarczystego ciosa w policzek i cofnęłam się do ławki. Chwyciłam swoje rzeczy i nie czekając na reakcję zaskoczonego nauczyciela wyszłam z niej trzaskając drzwiami. Nikt nie będzie mnie tak traktował. Nie jestem rzeczą do przelecenia.

#1 Harry Styles cz.3 +18 (ostatnia)


***Oczami Harryego.
            Moja dłoń powędrowała na jej nie małych rozmiarów pierś. Ścisnąłem ją, a ona syknęła. Wolną ręką rozchyliłem jej uda, które kurczowo próbowała zacisnąć. Na szczęście byłem silniejszy od niej. Pocałowałem ją i zacząłem szukać jej języka. Był tak przyjemnie chłodny. Poruszyłem dłonią, która nadal spoczywała na jej kobiecości. Dziewczyna jęknęła mi prosto do ust, a ja uśmiechnąłem się po przez pocałunek. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Mój kolega stał już na baczność informując bólem o swojej obecności. Wołałem najpierw zając się mną. To ona miała mnie zapamiętać, a nie na odwrót. Odszukałem mały punkt, a ona ponowiła jęk. Wsunąłem w nią najpierw jeden, a później drugi palec. Dziewczyna jęczała cicho wciąż przyklejona do mnie ustami. Nie musiała udawać. Wiedziałem jak sprawić jej przyjemność i co zrobić by piszczała całą noc z rozkoszy.  Położyłem dłonie na jej talii i przyciągnąłem ją bliżej krawędzi łóżka. Opadłem na kolana. Miałem ją teraz przed sobą. Szerzej rozłożyłem jej nogi i cały czas uśmiechając się zniknąłem pomiędzy. Odszukałem coś o czym myślałem. Moje palce ponownie znalazły się w niej. Poruszałem nimi powoli. Mój język pracował, a ona wiła się pod wpływem moich pieszczot. Było jej dobrze, ale za wszelką cenę nie chciała tego pokazać. Przyśpieszyłem ruchy ręką. W pokoju coraz bardziej słyszalne były głosy dziewczyny. Niespodziewanie jej ręce wplotły się w moje loki i docisnęły moją głowę do jej ciała. Zwyciężyłem. Co raz szybciej poruszałem językiem. Drgnęła, a ja jak na zawołanie przestałem. Nie taki miał być finał.
            Przygryzła wargę, a ja zbliżyłem się do niej pozwalając posmakować jej siebie. Tym razem oddała pocałunek. Tak właśnie miało być, ale niech sobie nie myśli, że ominie ją kara. Złamała zasady, a ja byłem konsekwentny. Wstałem. Nie śpieszyłem się. Chciałem przedłużyć jej tą słodką torturę. Jej oczy wręcz błagały o więcej, ale ona sama by tego nie powiedziała.
-Kochanie, co się stało.? –spytałem triumfalnie –Kto cię doprowadził do takiego stanu.? –nie odpowiedziała.
Podszedłem bliżej, a mój naprężony kolega otarł się o nią. Złapałem za jej jedną nogę i podciągnąłem wyżej dzięki czemu główka mojego penisa oparła się na kroczu kobiety. Westchnęła. Nie czekając dłużej pchnąłem biodrami do przodu wchodząc w nią cały. Jęknęła. Tym razem głośniej. Wycofałem się i ponownie wbiłem w ciało kobiety. Tym razem mocniej i szybciej pisnęła i podparł się na łokciach. Jej łydka spoczywała teraz gdzieś na moim ramieniu, a ja sam trzymałem ją za udo. Miałem tak lepszy dostęp. Ponowiłem czynność wchodząc w nią jeszcze głębiej. Zacisnęła dłonie na satynowej pościeli.
Tym razem poruszałem się szybko. Nie przerywałem szybkiego tempa powodując, ze dziewczyna nie mogła wytrzymać. Nadałem najszybsze tempo jakie tylko mogłem. Miałem ją ukarać boleśnie. Odrzuciła głowę do tyłu i zacisnęła powieki kiedy po raz kolejny wszedłem w nią brutalnie. Pisnęła po raz kolejny. Domyślałem się, że jutro sąsiedzi będą skarżyć się na zbyt głośny sex.
-Krzycz mała. –rozkazałem.
Dziewczyny wykonała moje polecenie. Pomieszczenie wypełniło się jej głośnymi jękami. Ja sam już nie mogłem się opanować. Przygryzłem wargę, ale nie mogłem pohamować moich sapań i cichych jęków. Pieprzyłem ą jak szybko tylko mogłem. Jeszcze parę minut, a koniec coraz bliżej. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej. Nie było między nami granicy. Sam zacząłem krzyczeć jej imię nie umiejąc przystopować.  Jej ciało wygięło się w łuk. Wykonałem jeszcze kilka ostrych pchnięć i z jej imieniem na ustach doszedłem zostawiając jej mały prezent we wnętrzu.  
            Opadłem na rozgrzane ciało dziewczyny. Starłem krople potu, które spływały po moim czole. Nie mogłem unormować oddechu. Jej serce biło tak szybko. To był wręcz rytm jaki ja jej przed chwilą nadałem. Kiedy już się trochę uspokoiłem przesunąłem dziewczynę układając jej głowę na poduszce. Położyłem się obok niej i przykryłem pierzyną.
-Kocham cię. –odparłem szczerze.
-Ja ciebie też. –uśmiechnęła się
-I od dziś zero romansów z gejami.