Mój pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe miejsce, nowe
perspektywy. Właśnie niedawno przeprowadziliśmy się z rodziną do Doncaster.
Tata dostał nową propozycje pracy, a mama ofertę założenia nowego salonu
fryzjerskiego. Miałam szczęście, że
wszystko przypadło na koniec roku szkolnego, a do nowej klasy mogłam dołączyć w
nowym roku.
Przekroczyłam
próg budynku i od razu powitała mnie wysoka brunetka. Przedstawiła się jako
przewodnicząca szkoły. Oprowadziła mnie po klasach. Pokazała co i jak. Była
naprawdę miła i szybko się dogadałyśmy, dlatego na kolejnych przerwach
towarzyszyła mi krok w krok. Była właśnie trzecia lekcja. Nauczyciel po dopiero
sprawdzał obecność.
-Tomlinson. –burknął swoim basowym głosem- Tomlinson-
powtórzył głośniej z nieukrywanym gniewem w głosie.
Mężczyzna zaznaczył coś w dzienniku po czym podszedł do
tablicy i zaczął tłumaczyć nowy temat. Zapisałam go szybko w zeszycie i uważnie
przysłuchiwałam się jego tłumaczeniom. Chciałam tu wypaść jak najlepiej. W
końcu to nowa szkoła i mogę zacząć od zera. Drzwi od klasy gwałtownie się
otworzyły. Do środka wszedł jakiś chłopak. Zamknął za sobą drzwi i zajął
miejsce w ostatniej ławce. Rozłożył się w krześle i bez zainteresowania wgapiał
się w tablicę.
-Mógłbyś się chociaż przywitać.
-Dzień Dobry –odpowiedział od niechcenia.
-Gdybyś nie zauważył do klasy dołączyła nowa uczennica. –Pan
prowent wskazał na moją osobę swoim długopisem –Byłbyś tak uprzejmy i jakoś się
z nią zapoznał.
Jego wzrok
utkwił na mnie. Speszyłam się i szybko odwróciłam. Widziałam przez sekundę jego
uśmieszek. Widocznie chłopak przyzwyczaił się do tego wszystkiego i nawet
nauczyciel nie miał na niego sił.
-Niech się pan nie martwi. Chętnie się z nią jakoś bliżej
zapoznam.
Szczerze
mówiąc zaintrygował mnie. Jego tęczówki były niebieskie z lekkim odcieniem
szarości. Grzywka ułożona była jakby rozwiał ją wiatr, co było praktycznie nie
możliwe, ponieważ dzień był naprawdę piękny i nie zakłócały go żadne przewiewy.
Zauważyłam też spory tatuaż na ręce. Gdyby nauczyciel nie zwrócił jego uwagi na
mnie może zilustrowałabym więcej detali. Minęło piętnaście minut, a dzwonek
oznajmił przerwę
Otworzyłam swoją szafkę i
zaczęłam wkładać do niej książki. Kiedy każda była już na swoim miejscu
zamknęłam metalowe drzwiczki. Wzdrygnęłam się kiedy zobaczyłam postać, która
była schowana za nimi. Chłopak zbliżył się i nawinął sobie mój kosmyk na palec.
-Nie bój się mała. Nie ugryzę. – uśmiechnął się
uwodzicielsko –Masz jakieś plany na wieczór.? Może wyskoczylibyśmy na lody.
–zaakcentował ostatnie słowo
-Nie dziękuję. –pod wpływem jego osoby załamywał mi się
głos.
-Próbujesz być niedostępna.?
Szatyn przeszywająco spojrzał na mnie swoimi
niebiesko-szarymi tęczówkami. Kolana się pod mną ugięły. Przełknęłam ślinę i
odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego cichy śmiech. Podszedł jeszcze bliżej. Czułam
jego oddech na swojej twarzy.
-To jak.? Może teraz.? Truskawkowe czy śmietankowe.?
-Nie mam ochoty na lody.-powiedziałam cicho
Nie
odpowiedział tylko uniósł mój podbródek tak bym mogła na niego spojrzeć. To
chyba nie było dla niego często spotykane. Dziewczyna, która odmawia takiemu
przystojniakowi, ale co poradzę, że mam już plan.? Niby jedziemy do przyjaciół
rodziców i nie mam ochoty opiekować się ich trzyletnim synkiem, ale wypad z
Louisem nie wywoływał u mnie pozytywnych myśli.
-Wiem, że na mnie lecisz. Widzę to w twoich oczach. –uniósł
kącik ust i przejechał kciukiem po moim policzku.
-Jesteś bezczelny.
-Ostatni raz pytam. Idziemy.?
-Nie dziękuje.
Widać, że
moja odpowiedź zdenerwowała go lekko. Zarzucił swój workowaty plecak na ramię i
odszedł do grupki przyglądających się znajomych. Chyba każda dziewczyna marzy
żeby jakoś się z nim spotkać. Najwyraźniej z tego korzystał, bo już na
pierwszej przerwie zauważyłam, że biegają przy nim jak służące. Chłopak był
przystojny i to bardzo. Przyznam, że i mnie tym oczarował, ale mam na tyle
zdrowego rozsądku żeby mu odmówić. Jak na razie…
Kolejna lekcja minęła powolnie.
Znudziła mnie prawdę mówiąc. Zadzwonił dzwonek, a ja radośnie wyszłam z klasy.
Juliett miała teraz jakieś spotkanie rady uczniowskiej, więc na najbliższej
przerwie będę sama. Usiadłam na ławce przy klasie i wyciągnęłam moją ulubioną
książkę. Zaczęłam ją czytać, ale nagle coś zasłoniło mi światło i teraz lekki
cień padł na litery. Uniosłam głowę do góry. Jakaś grupka stała nad mną, ale
zajmowała się sobą. Nie wiedziałam, że ludzie mogą być aż tak podli. Cała
szkoła wolna, ale oni muszą stać przy mnie. Zamknęłam lekturę i oddaliłam się
gdzieś w głąb budynku. Usłyszałam wołanie mojej koleżanki, więc szybko
odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się tylko, bo poczułam ostre
pchnięcie. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Moja biała koszulka była
cała w czarnej kawie. Teraz zorientowałam się, że nie wpadłam na jedną osobę,
ale na dwie. Z jednej strony Tomlinson próbował zakryć swój uśmiech, ale słabo
mu to wychodziło, z drugiej zdenerwowany dyrektor. Uniosłam się szybko i
chciałam jakoś tłumaczyć.
-Louis. –wrzasnął.
Chłopak
wyprostował się i nadal cicho chichocząc podszedł do mężczyzny. Widać było, że
nie za bardzo przejmuje się jego osobą. Nie budzi w nim żadnego autorytetu. Groźne
spojrzenie powędrowało również na mnie.
-Ty i panna [t.i] zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie
hol.
-Ja.?! –zdziwił się sprawca. –to ona na pana wpadła.
-To był przypadek, on mnie popchnął i… –próbowałam się
bronić.
-Przypadek.?! A kto mi mówił, że tego „starego dziada trzeba
ukarać” za to, że dał ci szafkę obok Candy.?
-Nic takiego nie mówiłam.
Louis, był co najmniej bezczelny. To on mnie pchnął, teraz
próbuje wymigać się od kary. Nowa szkoła, a ten musiał narobić mi kłopotów. Od
razu widzę, że nasza znajomość nie będzie przyjemna.
-Ja nic…
-Dość –przerwał nam ostry bas –Obaj zostajecie.
Otyły mężczyzna ruszył w stronę sekretariatu wycierając swój
garnitur.
Byłam zdenerwowana
jak nigdy. Pierwszy tydzień, a ja już zaliczyłam wpadkę i to jeszcze nie z
mojej winy. Zaraz chyba zabije tego kolesia. Gdyby mnie nie popchnął wszystko
było by dobrze. Jedyny plus to, to, że mu też się dostało. Najgorszy minus, że
będę musiała z nim tam siedzieć. Podeszłam do niego i spojrzałam w roześmiane oczy.
-Jesteś idiotą, wiesz.?! –wrzasnęłam nie mogąc nic innego z
siebie wydusić.
-Wiem kochanie, ale za to mnie kochasz. –oznajmił pocierają
zewnętrzną stroną dłoni mój policzek.
-Przestań –warknęłam i strzepnęłam jego dłoń.
-Nie denerwuj się –powiedział z takim spokojem, że robiłam
się bardziej wściekła –Widocznie przeznaczone nam było wyjść gdzieś razem. Tylko,
że posiedzimy sobie tutaj. Jak dla mnie może być.
-Nie.!- krzyknęłam i oddaliłam się w głąb szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz