niedziela, 17 listopada 2013

#4 Louis cz.1

Mój pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe miejsce, nowe perspektywy. Właśnie niedawno przeprowadziliśmy się z rodziną do Doncaster. Tata dostał nową propozycje pracy, a mama ofertę założenia nowego salonu fryzjerskiego.  Miałam szczęście, że wszystko przypadło na koniec roku szkolnego, a do nowej klasy mogłam dołączyć w nowym roku.
            Przekroczyłam próg budynku i od razu powitała mnie wysoka brunetka. Przedstawiła się jako przewodnicząca szkoły. Oprowadziła mnie po klasach. Pokazała co i jak. Była naprawdę miła i szybko się dogadałyśmy, dlatego na kolejnych przerwach towarzyszyła mi krok w krok. Była właśnie trzecia lekcja. Nauczyciel po dopiero sprawdzał obecność.
-Tomlinson. –burknął swoim basowym głosem- Tomlinson- powtórzył głośniej z nieukrywanym gniewem w głosie.
Mężczyzna zaznaczył coś w dzienniku po czym podszedł do tablicy i zaczął tłumaczyć nowy temat. Zapisałam go szybko w zeszycie i uważnie przysłuchiwałam się jego tłumaczeniom. Chciałam tu wypaść jak najlepiej. W końcu to nowa szkoła i mogę zacząć od zera. Drzwi od klasy gwałtownie się otworzyły. Do środka wszedł jakiś chłopak. Zamknął za sobą drzwi i zajął miejsce w ostatniej ławce. Rozłożył się w krześle i bez zainteresowania wgapiał się w tablicę.
-Mógłbyś się chociaż przywitać.
-Dzień Dobry –odpowiedział od niechcenia.
-Gdybyś nie zauważył do klasy dołączyła nowa uczennica. –Pan prowent wskazał na moją osobę swoim długopisem –Byłbyś tak uprzejmy i jakoś się z nią zapoznał.
            Jego wzrok utkwił na mnie. Speszyłam się i szybko odwróciłam. Widziałam przez sekundę jego uśmieszek. Widocznie chłopak przyzwyczaił się do tego wszystkiego i nawet nauczyciel nie miał na niego sił.
-Niech się pan nie martwi. Chętnie się z nią jakoś bliżej zapoznam.
            Szczerze mówiąc zaintrygował mnie. Jego tęczówki były niebieskie z lekkim odcieniem szarości. Grzywka ułożona była jakby rozwiał ją wiatr, co było praktycznie nie możliwe, ponieważ dzień był naprawdę piękny i nie zakłócały go żadne przewiewy. Zauważyłam też spory tatuaż na ręce. Gdyby nauczyciel nie zwrócił jego uwagi na mnie może zilustrowałabym więcej detali. Minęło piętnaście minut, a dzwonek oznajmił przerwę
Otworzyłam swoją szafkę i zaczęłam wkładać do niej książki. Kiedy każda była już na swoim miejscu zamknęłam metalowe drzwiczki. Wzdrygnęłam się kiedy zobaczyłam postać, która była schowana za nimi. Chłopak zbliżył się i nawinął sobie mój kosmyk na palec.
-Nie bój się mała. Nie ugryzę. – uśmiechnął się uwodzicielsko –Masz jakieś plany na wieczór.? Może wyskoczylibyśmy na lody. –zaakcentował ostatnie słowo
-Nie dziękuję. –pod wpływem jego osoby załamywał mi się głos.
-Próbujesz być niedostępna.?
Szatyn przeszywająco spojrzał na mnie swoimi niebiesko-szarymi tęczówkami. Kolana się pod mną ugięły. Przełknęłam ślinę i odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego cichy śmiech. Podszedł jeszcze bliżej. Czułam jego oddech na swojej twarzy.
-To jak.? Może teraz.? Truskawkowe czy śmietankowe.?
-Nie mam ochoty na lody.-powiedziałam cicho
            Nie odpowiedział tylko uniósł mój podbródek tak bym mogła na niego spojrzeć. To chyba nie było dla niego często spotykane. Dziewczyna, która odmawia takiemu przystojniakowi, ale co poradzę, że mam już plan.? Niby jedziemy do przyjaciół rodziców i nie mam ochoty opiekować się ich trzyletnim synkiem, ale wypad z Louisem nie wywoływał u mnie pozytywnych myśli.
-Wiem, że na mnie lecisz. Widzę to w twoich oczach. –uniósł kącik ust i przejechał kciukiem po moim policzku.
-Jesteś bezczelny.
-Ostatni raz pytam. Idziemy.?
-Nie dziękuje.
            Widać, że moja odpowiedź zdenerwowała go lekko. Zarzucił swój workowaty plecak na ramię i odszedł do grupki przyglądających się znajomych. Chyba każda dziewczyna marzy żeby jakoś się z nim spotkać. Najwyraźniej z tego korzystał, bo już na pierwszej przerwie zauważyłam, że biegają przy nim jak służące. Chłopak był przystojny i to bardzo. Przyznam, że i mnie tym oczarował, ale mam na tyle zdrowego rozsądku żeby mu odmówić. Jak na razie…
Kolejna lekcja minęła powolnie. Znudziła mnie prawdę mówiąc. Zadzwonił dzwonek, a ja radośnie wyszłam z klasy. Juliett miała teraz jakieś spotkanie rady uczniowskiej, więc na najbliższej przerwie będę sama. Usiadłam na ławce przy klasie i wyciągnęłam moją ulubioną książkę. Zaczęłam ją czytać, ale nagle coś zasłoniło mi światło i teraz lekki cień padł na litery. Uniosłam głowę do góry. Jakaś grupka stała nad mną, ale zajmowała się sobą. Nie wiedziałam, że ludzie mogą być aż tak podli. Cała szkoła wolna, ale oni muszą stać przy mnie. Zamknęłam lekturę i oddaliłam się gdzieś w głąb budynku. Usłyszałam wołanie mojej koleżanki, więc szybko odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się tylko, bo poczułam ostre pchnięcie. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Moja biała koszulka była cała w czarnej kawie. Teraz zorientowałam się, że nie wpadłam na jedną osobę, ale na dwie. Z jednej strony Tomlinson próbował zakryć swój uśmiech, ale słabo mu to wychodziło, z drugiej zdenerwowany dyrektor. Uniosłam się szybko i chciałam jakoś tłumaczyć.
-Louis. –wrzasnął.
            Chłopak wyprostował się i nadal cicho chichocząc podszedł do mężczyzny. Widać było, że nie za bardzo przejmuje się jego osobą. Nie budzi w nim żadnego autorytetu. Groźne spojrzenie powędrowało również na mnie.
-Ty i panna [t.i] zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie hol.
-Ja.?! –zdziwił się sprawca. –to ona na pana wpadła.
-To był przypadek, on mnie popchnął i… –próbowałam się bronić.
-Przypadek.?! A kto mi mówił, że tego „starego dziada trzeba ukarać” za to, że dał ci szafkę obok Candy.?
-Nic takiego nie mówiłam.
Louis, był co najmniej bezczelny. To on mnie pchnął, teraz próbuje wymigać się od kary. Nowa szkoła, a ten musiał narobić mi kłopotów. Od razu widzę, że nasza znajomość nie będzie przyjemna.
-Ja nic…
-Dość –przerwał nam ostry bas –Obaj zostajecie.
Otyły mężczyzna ruszył w stronę sekretariatu wycierając swój garnitur.
            Byłam zdenerwowana jak nigdy. Pierwszy tydzień, a ja już zaliczyłam wpadkę i to jeszcze nie z mojej winy. Zaraz chyba zabije tego kolesia. Gdyby mnie nie popchnął wszystko było by dobrze. Jedyny plus to, to, że mu też się dostało. Najgorszy minus, że będę musiała z nim tam siedzieć. Podeszłam do niego i spojrzałam w roześmiane oczy.
-Jesteś idiotą, wiesz.?! –wrzasnęłam nie mogąc nic innego z siebie wydusić.
-Wiem kochanie, ale za to mnie kochasz. –oznajmił pocierają zewnętrzną stroną dłoni mój policzek.
-Przestań –warknęłam i strzepnęłam jego dłoń.
-Nie denerwuj się –powiedział z takim spokojem, że robiłam się bardziej wściekła –Widocznie przeznaczone nam było wyjść gdzieś razem. Tylko, że posiedzimy sobie tutaj. Jak dla mnie może być.

-Nie.!- krzyknęłam i oddaliłam się w głąb szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz