http://cometomelittleangel.blogspot.com/
„Uśmiechnęłam się do niego mocniej wtulając w jego gorące ciało. Jego loki muskały mój policzek wywołując przy tym u mnie radość i ciepły jak letni dzień, odczucie w brzuchu. Jego mięśnie napięły się, a ciało uniosło ku górze. Chwycił butelkę z winem, czerwonym jak krew i nalał do kieliszków. Podał mi jeden z nich, a ja upiłam niewielki łyk. Ciecz przyjemnie rozlała się w gardle, tworząc palące uczucie. Znów opadł na sofę okrytą białym kocem z koziej skóry. Moje opuszki idealnie przylegały do jego skóry, badając każdą nierówności, wypukłość czy wgłębienie. Mruknął i odchylił głowę. Co ja bym bez niego zrobiła? Moje życie nie było by takie samo, bez niego byłabym nikim więcej jak tylko marionetką, poruszaną przez sznurki, które trzyma mój ojciec. Z grzecznej córeczki, stworzył buntowniczkę gotową zabić za jego życie, za to go kochałam. Nie próbował mnie zmieniać, to człowiek zmienia się dla niego, dla każdego spędzonego dnia z nim. Jest inny, jest moim nowym życiem…”
Imagine World
środa, 5 marca 2014
środa, 18 grudnia 2013
Posty. :)
Witajcie po dłuuuugiej rozłące. Niestety nie miałam czasu dokończyć mojego opowiadania. Systematycznie przeglądałam bloga i czytałam wasze komentarze. Rozumiem, że opowiadanie nie było kontynuowane sporo czasu, więc mam dla was niespodziankę. Niestety jeszcze dziś nie dodam nowego rozdziału. Jak wiecie niedługo święta. Jeszcze tylko kilka krótkich dni, które zlecą naprawdę szybko. W dniu 24.12.2013 o 14:00 dodam 5 rozdziałów + 2 imaginy (kontynuacja Louisa) + 1 specjalny imagin świąteczny. Możecie prosić z kim chcecie. Harry, Louis, Liam, Zayn, Niall... jest mi to obojętne. To wy wybieracie. Wystawię ankietę, w której głosować będziecie z kim zapragniecie sobie imagina. Rozumiem, ze 24.12 to już święta dlatego nie pogniewam się kiedy przyrost wyświetleń odnotuję kilka dni później. Możecie także wybierać co może stać się w opowiadaniu. Sugestię przyjmuje na maila sexwithharry69xx@gmail.com. Dla najbardziej aktywnych i pomocnych osób mam dodatkową niespodziankę. Jeśli wasz pomysł mi się spodoba otrzymacie odpowiedź i kilka moich propozycji jeśli chciałabym jakoś to przerobić. Oczywiście potrzebuję także waszej zgody i potwierdzenia co do tego, ze zrozumiałyście /zrozumieliście wszystko co dotyczy mini współpracy. Także czekam na wiadomości i odpowiedzi w ankiecie. :) Zapraszam na drugiego bloga "I Never Let You Go" gdzie są umieszczone ankiety. :)
niedziela, 24 listopada 2013
#2 Louis Tomlinson cz.2
Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego obrotu
spraw. Myślałam raczej, że do końca będziemy się kłócić. Zgody nie brałam pod
uwagę. Teraz będzie tylko lepiej.
Dobrze, że sobie wszystko wytłumaczyliśmy, bo pomoc Louisa była nieoceniona. Pomógł mi
rozpracować ich prysznic. Nie wiem po co były te wszystkie przyciski.
Wystarczyłyby co najwyżej dwa korki. Po prysznicu położyłam się w swoim łóżku.
Obiecałam swojej przyjaciółce, że opowiem jaki jest mój nowy dom. Poznałyśmy
się już w domu dla dziecka, ale ona została adoptowana wcześniej, ale
obiecałyśmy sobie, że zachowamy kontakty i tak się stało. Niestety ona
zamieszkała gdzieś na północy Anglii, a ja pojechałam do Doncaster. Wybrałam
numer, nie musiałam długo czekać, bo Laura odebrała po chwili. Oczywiście
zdałam jej cały raport, chciałam też opowiedzieć o Lou, ale chłopak szybciej
wyszedł z łazienki.
-Z kim rozmawiałaś.?
-Z koleżanką. Znam ją jeszcze z domu dziecka.
Louis położył się do swojego łóżka i rzucił we mnie jakimś
pluszakiem. Był to słodki, ciemnobrązowy misiek, ubrany w biały szaliczek.
-Przytul go, będzie ci raźniej.
-Dziękuje. W ogóle ile ty masz lat, że masz takiego misia.?
-Dziewiętnaście, ale ja nadal nie wiem ile ty masz lat.
-Piętnaście
Na chwilę zapadła między nami cisza. Nie wiedziałam nad czym
myśli, ale wolałam mu tego nie przerywać. Chciał coś powiedzieć, ale zamknął
usta. Widocznie nie był pewny nad tym czy to co chce powiedzieć ma jakiś sens.
-Od dziecka mieszkałaś w tym domu.? -w końcu zdobył się na
odwagę i wypowiedział to jedno zdanie.
-Tak, całe dwanaście lat w czwórkę w jednym pokoju
-uśmiechnęłam się delikatnie żeby rozładować poważną atmosferę.
Tego wieczoru nie wymieniliśmy już żadnego zdania. Szybko
zasnęłam. Jeszcze nigdzie nie było mi tak dobrze jak w tamtym łóżku. Obudziłam
się dopiero około jedenastej. Na prawdę długo spałam, ale nikt mnie nie
obudził. Zapewne przegapiłam śniadanie. Powoli zwlekłam się z łóżka. Jakie
szczęście, że są wakacje. Nie miałam siły lecieć do szkoły lub poznawać w niej
nowych kolegów. Poszłam do łazienki wziąć prysznic i ogarnąć się trochę.
Zaplotłam. swoje włosy z kłosa i założyłam na siebie kwiecistą sukienkę,
ponieważ widać było, że jest wysoka temperatura. Chciałam zejść na dół, ale w
oczy rzucił mi się Louis. Malował ścianę w jednym z pokoi. Postanowiłam się z
nim przywitać. Stanęłam w progu, bo bałam się, że coś mi po brudzi sukienkę.
Chłopak ubrany był w białe ogrodniczki i szarą koszulkę. Wyglądał jak prawdziwy
malarz, nie licząc czapki z gazety, dzięki której wyglądał jak słodki chłopczyk
w wieku co najmniej dziewięciu lat.
-Jak się spało.? -uprzedził mnie
-Świetnie. -przeciągnęłam się wesoła. -Co robisz.?
-Maluję ci pokój.
-Poczekaj, pomogę ci -zaproponowałam
-Nie, ty idź na dół i
zjedz śniadanie -powiedział wesoło. -Zaraz kończę. Później będziesz musiała mi pomóc
Teraz dopiero widać, że to wesoły chłopak. Widocznie nie
polubił mnie na początku, ale teraz będzie już dobrze. Zeszłam na dół gdzie czekało już na mnie śniadanie.
W domu dziecka już dawno byłoby zjedzone, a tu czekał na mnie cały talerz
naleśników. Państwa Tomlinson już dawno nie było, tak jak ich córek, widocznie
pojechali do pracy, a dziewczynki pewnie poszły do dziadków. Louis skończył
bardzo szybko, przyszedł do kuchni. Nalał sobie soku i wypił wszystko duszkiem.
-Soku.? -spytał podsuwając mi karton soku pomarańczowego pod
nos.
-Nie dziękuje.
-Wstydzisz się.? -chłopak chwycił czystą szklankę i nalał mi
do niej soku. -Nie musisz to także twój dom.
-Nie wstydzę się.
Jego niebiesko-szare tęczówki spojrzały na mnie, a ja czułam
jak miękną mi kolana. Działał na mnie jak jeszcze nikt. Przyjemne gorąco
rozlało mi się w brzuchu. Szkarłat rozlał się po moich policzkach.
-Przecież widzę. -przejechał kciukiem po moim rozgrzanym
policzku. -Aż parzy. -roześmiał się.
Odwróciłam od niego wzrok i utkwiłam go w podłodze. Chyba
zauważył, że się kręppuje, bo odsunął się od mnie i zaczął grzebać coś w
szufladzie. Wyciągnął z nich parę rękawiczek i mi je podał
-Po co mi je.?
-Idziesz mi pomóc wyrwać chwasty w ogrodzie. Nie martw się
tylko trochę.
Tak jak mówił Louis, nie było tego dużo. Zaledwie kilka
listków wystawało poza ziemię. Uporaliśmy się z tym bardzo szybko. Zdążyliśmy
jeszcze przed powrotem dziewczynek. Jeśli się nie mylę to ich imiona brzmiały:
Lottie, Fizzy, Phobe i Daisy, ale nie jestem pewna. Znacznie łatwiej zapamiętać
imię Louis. Ich rodzice przyszli dopiero o piętnastej. Pan Tomlinson skończył
wcześniej prace żeby oprowadzić mnie po Doncaster. Najpierw zjedliśmy obiad, a
później mieliśmy wyjść. Czekałam przy drzwiach na resztę, ale zjawił się tylko
Louis.
-A oni nie idą.? -zdziwiłam się
-Nie, pójdziemy we dwójkę. -uśmiechnął się i chwycił swoją
dżinsową kurtkę. -Nie przeszkadza ci to.? -spytał ciągnąc mnie za rękę na dwór.
Najpierw pokazał mi park. Mieścił się tam ogromny staw, po,
którym pływały cztery kaczki, jedna duża i trzy małe. Siedziałam na pomoście
obserwując ich śmieszne wybryki. Loui zniknął mi gdzieś z oczu, ale na razie
się tym nie przejmowałam, bo zajęta byłam obserwowaniem pierzastych. kolegów.
-Dzień dobry -usłyszałam jego melodyjny głos.
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się widząc w jakim
jest stanie. We włosach wplątane były małe suche gałązki i jakieś listki, do
koszuli przyczepione były źdźbła trawy i kawałki cierni. W jego lewej dłoni
spokojnie leżała czerwona róża.
-Pięknu kwiatek dla pięknej pani. -przyklęknął przy mnie i
wręczył mi kwiatek.
-Dziękuje, ale...
-Żadnych ale. -przerwał mi. -Wiesz co ja musiałem przejść
żeby zdobyć tego kwiatka.?
-Właśnie widzę. -roześmiałam się wyciągając mu gałązkę z
jego włosów.
Chłopak usiadł obok mnie i tak samo jak ja zaczął patrzeć na
staw. Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale zaczęło grzmieć, później lać.
Rozpętała się straszliwa burza. Jedynym naszym wyjściem było ją przeczekać.
Loui pociągnął nas w stronę małej altanki. Schowaliśmy się pod stołem żeby
uniknąć pojedynczych kropel, które przedostawały się do środka. Temperatura
szybko spadła i przeszył mnie okropny chłód. Louis chwycił mnie w talii i
przyciągnął mnie do siebie
-Co ty byś bez mnie zrobiła.? -zaśmiał się okrywając mnie
swoją kurtką.
Nie odpowiedziałam tylko mocniej wtuliłam się w jego gorące
ciało. Był jak przenośny grzejnik. Oparł się brodą o moją głowę i mocniej
przytulił.
-Lubię burzę, ale jak jestem w domu. -mruknęłam kierując na
niego wzrok
-Czy ja wiem. Tu też jest mi dobrze.
Jego uśmiech sprawił, że zrobiło mi się gorąco. Był na
prawdę blisko. Jego nos otarł się o mój by później jego wargi musnęły
delikatnie moje usta. Nie wiem kiedy to się stało, ale jego dłoń ujęła mój
policzek, a druga wylądowała na mojej talii przyciągając mnie do siebie bliżej.
To było tak cudownie niepoprawne. Moje palce wplotły się w jego miękkie włosy.
Przez chwilę miałam nadzieje, że to będzie trwać wiecznie, później wróciło mi zdrowe
myślenie.
-Loui...
-Louis -poprawił mnie
-Przepraszam, ale...
-Nie szkodzi. -po raz kolejny mi przerwał. -To słodkie.
-My nie możemy.
#5 Louis Tomlinson cz.1
UWAGA.! W poniższym opowiadaniu One Direction nie istnieje.
Chwyciłam jedną ze swoich walizek i weszłam do dość dużego domu. Pani Brown, pomogła mi z resztą bagażu. Niepewnie przeszłam kilka kroków by odstawić swoje rzeczy przy sofie. Dwoje uśmiechniętych ludzi powitało mnie wesołym spojrzeniem, po chwili z góry zbiegły cztery małe dziewczynki. Nie do końca były znów takie małe, jedna z nich mogła mieć nawet piętnaście lat. Mężczyzna zajął się moim bagażem, a kobieta poszła wraz z panią Brown do kuchni. Pani Tomlinson musiała podpisać jakiś papier i wypełnić jakieś luki, otrzymała także moje dokumenty, paszport, książeczka zdrowia. itp. Pani Brown musiała już jechać, bo czekała na nią praca. Oczywiście pobiegłam się z nią pożegnać, złapałam ją akurat kiedy zapalała silnik swojego starego Forda.
Chwyciłam jedną ze swoich walizek i weszłam do dość dużego domu. Pani Brown, pomogła mi z resztą bagażu. Niepewnie przeszłam kilka kroków by odstawić swoje rzeczy przy sofie. Dwoje uśmiechniętych ludzi powitało mnie wesołym spojrzeniem, po chwili z góry zbiegły cztery małe dziewczynki. Nie do końca były znów takie małe, jedna z nich mogła mieć nawet piętnaście lat. Mężczyzna zajął się moim bagażem, a kobieta poszła wraz z panią Brown do kuchni. Pani Tomlinson musiała podpisać jakiś papier i wypełnić jakieś luki, otrzymała także moje dokumenty, paszport, książeczka zdrowia. itp. Pani Brown musiała już jechać, bo czekała na nią praca. Oczywiście pobiegłam się z nią pożegnać, złapałam ją akurat kiedy zapalała silnik swojego starego Forda.
-Dlaczego nie mogę wrócić z tobą.? - spytałam z nadzieją
-(t.i.) - westchnęła- Rozmawiałyśmy o tym. Nie chcesz mieć rodziny,
mamy, taty.? Tu ci będzie lepiej.
Nie dała mi możliwości odpowiedzi, odjechała tak po prostu zostawiając
mnie w zupełnie nieznanym miejscu u kompletnie nieznanych osób. Nie chciałam tu
być. Niby dla dziecka z takiego otoczenia jak ja to dobrze trafić do takiego domu
jak ten. Kochająca się rodzina, spokojne otoczenie, wspaniała szkoła i grzeczne
rodzeństwo. Spędziłam w domu dziecka prawie całe swoje życie, nie wyobrażam sobie
teraz mojego życia. W tamtej instytucji zostawiłam wszystko, przyjaciół, szkołę
i te miłe panie opiekunki, o których przywykłam mówić "rodzina". Tu nie
mam nikogo.
Niepewnie weszłam do mojego nowego domu. Mężczyzna, do którego
mam teraz mówić tato, zaprowadził mnie do mojego tymczasowego pokoju. Ten, w którym
miałam zamieszkać na stałe był jeszcze w remoncie. Po przekroczeniu progu zauważyłam,
że dzielę z kimś pokój. Był to chłopak w wieku około dwudziestu lat. Leżał na jednym
z dwóch łóżek i grzebał coś w telefonie. Przywitałam się z nim nieśmiało, ale nie
otrzymałam odpowiedzi. Mężczyzna skarcił go za to mówiąc, że jest arogancki, ale
to najwyraźniej go tylko zirytowało, bo opuścił pokój.
-Przepraszam za niego,
ale liczył bardziej na brata, a wiesz..
-Rozumiem. -przerwałam mu
-Tak więc, rozgość się. Do tamtej szafy możesz się rozpakować,
a za dwie godziny kolacja. -oświadczył cały czas się uśmiechając -Słyszeliśmy, że
lubisz owsiankę.
-Tak, bardzo.
Mężczyzna opuścił pokój, a ja zabrałam się za rozpakowywanie.
Były to trzy duże walizki, więc zajęło mi to sporo czasu. Na szafkę nocną postawiłam
jedyne zdjęcie rodziców. Tylko to mi po nich zostało, pochodzili z Polski, wiem
o nich tylko to. Byłam łudząco podobna do mamy, długie blond włosy, delikatne rysy
twarzy i kruche ciało, po tacie miałam jedynie zielone oczy. Fotografia przedstawiała
ich kiedy wybrali się na wycieczkę do Francji. Oboje mocno mnie przytulali. To właśnie
wtedy widziałam ich po raz ostatni, musiałam zgubić się w tłumie, a ktoś najpewniej
wywiózł mnie do Anglii. Bardzo cieszę się, że tu trafiałam. Lepszego domu dziecka
nie mogłam sobie wyobrazić.
-(t.i.), kolacja czeka. -zawołała mnie jedna z moich nowych siostrzyczek.
Niechętne zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Kobieta podała
mi miseczkę z kotkiem, do której nałożyła sporą ilość owsianki. Ona chyba myślą,
że jestem jakimś niedokarmionym dzieckiem. Jak dla mnie wystarczyłoby pół tej porcji.
Chłopak, z którym dzieliłam pokój pojawił się po chwili.
-To moje miejsce -warknął
-Louis, usiądź obok Lottie. -jego mama wskazała na miejsce obok
Oczywiście mogłam się przesiąść, ale mężczyzna mnie zatrzymał
odsuwając miejsce obok jego siostry. Chwyciłam szklankę z sokiem i umoczyłam wargi,
kiedy poczułam jak braknie mi podparcia. Poleciałam na podłogę. Pech chciał, że
pociągnęłam za sobą obrus i cała miseczka z kolacją wylądowała na mnie, szklanka
z sokiem potłukła się, raniąc mnie w dłoń. Syknęłam z bólu. Państwo Tomlinson zerwali
się z miejsca, szybko pomogli mi wstać. Kobieta owinęła mi szybko czymś dłoń, bo
krew kapała na podłogę. Nie obyło się bez wizyty w pobliskiej klinice. Doktor wyjął
kawałki pobitego szkła i opatrzył mi dłoń. Kiedy wróciliśmy pan Tomlinson głośno
krzyczał na Louisa, dziewczynki siedziały cichutko na sofie przyglądając się zdarzeniu.
-Przeproś ją teraz.!
-Nie mam zamiaru -prychnął.
-Nie trzeba- przerwałam im -Już mi nic nie jest.
Chłopak bez słowa ruszył na górę. Zrobiłam to samo. Było mi go
szkoda. Ja sama bym nie chciała gdyby moi rodzice adoptowali nowe dziecko i skupili
na nim całą uwagę. Zapukałam do drzwi, chociaż to był również mój pokój.
-Proszę.
Weszłam do środka i stanęłam przy nim. Siedział na podłodze przy
łóżku i tępo patrzył na psa śpiącego pod biurkiem. Przykucnęłam przy szatynie i
próbowałam coś powiedzieć, ale za każdym razem zamykałam usta. Nie mogłam się wysłowić,
kiedy w końcu ułożyłam to sobie w głowie to on mi przerwał
-Cieszysz się.? -spytał z niewyraźnym uśmiechem.
-Z czego.? -zdziwiłam się, bo te pytanie nie miało w ogóle sensu.
Skaleczona dłoń nie jest znowu taka miła.
-Jesteś ich pupilkiem. Fajnie nie.?
-Nie musisz być na mnie zły ja..
-Nie muszę być zły.? -przerwał mi -Ukradłaś mi rodziców, pokój
i jeszcze miejsca przy stole. Nawet kawałek pokoju musiałem ci oddać.
-Przepraszam.
-Przepraszam tu nie wystarczy -burknął -Zabrałaś mi nawet mamę.
Nie mówię o ojcu, bo ten ma mnie dosłownie gdzieś, a ten na dole to tylko jakaś
marna podróbka, która na siłę próbuje mi zastąpić tatę. Mama jako jedyna mnie rozumiała,
a teraz pewnie myśli żeby się mnie pozbyć. -w jego niebiesko-szarych oczach pojawiły się kryształowo
czyste łzy, które spłynęły po policzku. Pod wpływem złości chwycił zdjęcie, które
stało na biurku i rzucił je o ścianę, a ramka roztrzaskała się na milion kawałków
wraz z moim sercem.
Otarł je rękawem, ale kolejne zajęły ich miejsce. Schował twarz
w dłoniach. Było mu na pewno ciężko, brakowało mu taty, a teraz przyszłam jeszcze
ja i zupełnie o nim zapomnieli, ale jestem pewna, że kochają go nad życie.
-Wiesz jak to jest nie mieć taty.? Jak byłem mały to zawsze mi
go brakowało, zawsze chciałem żeby zagrał ze mną choć raz w piłkę, ale on założył
rodzinę i o mnie zapomniał.
-Ty przynajmniej miałeś mamę i swojego ojczyma. Ja od trzeciego
roku mieszkałam w domu dziecka. Ja nawet nie pamiętam swojego taty. -podniosłam
z ziemi fotografie i otrzepałam ją z kawałków rozsypanej ramki. -To była jedyna rzecz,
która mi po nich została.
Louis spojrzał na mnie. Może zrozumiał, że ma na prawdę dobrze.
Każdy jeden, który mieszkał ze mną w domu dziecka oddałby za to wszystko.
-Przepraszam. -słowo spokojnie opuściło jego usta. Jednak jego
głos załamał się na końcu.
-Nie szkodzi.
Usiadłam na swoim łóżku. Oczywiście mogłam powiedzieć mu, że
nie ma serca i takie tam, ale przecież byłoby to głupie. Przez następne lata będziemy
mieszkali w jednym domu. Całe życie będziemy się kłócić.?
-Jest już dobrze, prawda.?
-Tak. Lepiej się pogodzić. -uśmiechnęłam się do niego co on odwzajemnił.
-Obiecuje, że już nigdy nie zajmę ci twojego miejsca
-Obiecuje, że już nigdy nie rozleje ci owsianki.
niedziela, 17 listopada 2013
#4 Louis cz.1
Mój pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe miejsce, nowe
perspektywy. Właśnie niedawno przeprowadziliśmy się z rodziną do Doncaster.
Tata dostał nową propozycje pracy, a mama ofertę założenia nowego salonu
fryzjerskiego. Miałam szczęście, że
wszystko przypadło na koniec roku szkolnego, a do nowej klasy mogłam dołączyć w
nowym roku.
Przekroczyłam
próg budynku i od razu powitała mnie wysoka brunetka. Przedstawiła się jako
przewodnicząca szkoły. Oprowadziła mnie po klasach. Pokazała co i jak. Była
naprawdę miła i szybko się dogadałyśmy, dlatego na kolejnych przerwach
towarzyszyła mi krok w krok. Była właśnie trzecia lekcja. Nauczyciel po dopiero
sprawdzał obecność.
-Tomlinson. –burknął swoim basowym głosem- Tomlinson-
powtórzył głośniej z nieukrywanym gniewem w głosie.
Mężczyzna zaznaczył coś w dzienniku po czym podszedł do
tablicy i zaczął tłumaczyć nowy temat. Zapisałam go szybko w zeszycie i uważnie
przysłuchiwałam się jego tłumaczeniom. Chciałam tu wypaść jak najlepiej. W
końcu to nowa szkoła i mogę zacząć od zera. Drzwi od klasy gwałtownie się
otworzyły. Do środka wszedł jakiś chłopak. Zamknął za sobą drzwi i zajął
miejsce w ostatniej ławce. Rozłożył się w krześle i bez zainteresowania wgapiał
się w tablicę.
-Mógłbyś się chociaż przywitać.
-Dzień Dobry –odpowiedział od niechcenia.
-Gdybyś nie zauważył do klasy dołączyła nowa uczennica. –Pan
prowent wskazał na moją osobę swoim długopisem –Byłbyś tak uprzejmy i jakoś się
z nią zapoznał.
Jego wzrok
utkwił na mnie. Speszyłam się i szybko odwróciłam. Widziałam przez sekundę jego
uśmieszek. Widocznie chłopak przyzwyczaił się do tego wszystkiego i nawet
nauczyciel nie miał na niego sił.
-Niech się pan nie martwi. Chętnie się z nią jakoś bliżej
zapoznam.
Szczerze
mówiąc zaintrygował mnie. Jego tęczówki były niebieskie z lekkim odcieniem
szarości. Grzywka ułożona była jakby rozwiał ją wiatr, co było praktycznie nie
możliwe, ponieważ dzień był naprawdę piękny i nie zakłócały go żadne przewiewy.
Zauważyłam też spory tatuaż na ręce. Gdyby nauczyciel nie zwrócił jego uwagi na
mnie może zilustrowałabym więcej detali. Minęło piętnaście minut, a dzwonek
oznajmił przerwę
Otworzyłam swoją szafkę i
zaczęłam wkładać do niej książki. Kiedy każda była już na swoim miejscu
zamknęłam metalowe drzwiczki. Wzdrygnęłam się kiedy zobaczyłam postać, która
była schowana za nimi. Chłopak zbliżył się i nawinął sobie mój kosmyk na palec.
-Nie bój się mała. Nie ugryzę. – uśmiechnął się
uwodzicielsko –Masz jakieś plany na wieczór.? Może wyskoczylibyśmy na lody.
–zaakcentował ostatnie słowo
-Nie dziękuję. –pod wpływem jego osoby załamywał mi się
głos.
-Próbujesz być niedostępna.?
Szatyn przeszywająco spojrzał na mnie swoimi
niebiesko-szarymi tęczówkami. Kolana się pod mną ugięły. Przełknęłam ślinę i
odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego cichy śmiech. Podszedł jeszcze bliżej. Czułam
jego oddech na swojej twarzy.
-To jak.? Może teraz.? Truskawkowe czy śmietankowe.?
-Nie mam ochoty na lody.-powiedziałam cicho
Nie
odpowiedział tylko uniósł mój podbródek tak bym mogła na niego spojrzeć. To
chyba nie było dla niego często spotykane. Dziewczyna, która odmawia takiemu
przystojniakowi, ale co poradzę, że mam już plan.? Niby jedziemy do przyjaciół
rodziców i nie mam ochoty opiekować się ich trzyletnim synkiem, ale wypad z
Louisem nie wywoływał u mnie pozytywnych myśli.
-Wiem, że na mnie lecisz. Widzę to w twoich oczach. –uniósł
kącik ust i przejechał kciukiem po moim policzku.
-Jesteś bezczelny.
-Ostatni raz pytam. Idziemy.?
-Nie dziękuje.
Widać, że
moja odpowiedź zdenerwowała go lekko. Zarzucił swój workowaty plecak na ramię i
odszedł do grupki przyglądających się znajomych. Chyba każda dziewczyna marzy
żeby jakoś się z nim spotkać. Najwyraźniej z tego korzystał, bo już na
pierwszej przerwie zauważyłam, że biegają przy nim jak służące. Chłopak był
przystojny i to bardzo. Przyznam, że i mnie tym oczarował, ale mam na tyle
zdrowego rozsądku żeby mu odmówić. Jak na razie…
Kolejna lekcja minęła powolnie.
Znudziła mnie prawdę mówiąc. Zadzwonił dzwonek, a ja radośnie wyszłam z klasy.
Juliett miała teraz jakieś spotkanie rady uczniowskiej, więc na najbliższej
przerwie będę sama. Usiadłam na ławce przy klasie i wyciągnęłam moją ulubioną
książkę. Zaczęłam ją czytać, ale nagle coś zasłoniło mi światło i teraz lekki
cień padł na litery. Uniosłam głowę do góry. Jakaś grupka stała nad mną, ale
zajmowała się sobą. Nie wiedziałam, że ludzie mogą być aż tak podli. Cała
szkoła wolna, ale oni muszą stać przy mnie. Zamknęłam lekturę i oddaliłam się
gdzieś w głąb budynku. Usłyszałam wołanie mojej koleżanki, więc szybko
odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się tylko, bo poczułam ostre
pchnięcie. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Moja biała koszulka była
cała w czarnej kawie. Teraz zorientowałam się, że nie wpadłam na jedną osobę,
ale na dwie. Z jednej strony Tomlinson próbował zakryć swój uśmiech, ale słabo
mu to wychodziło, z drugiej zdenerwowany dyrektor. Uniosłam się szybko i
chciałam jakoś tłumaczyć.
-Louis. –wrzasnął.
Chłopak
wyprostował się i nadal cicho chichocząc podszedł do mężczyzny. Widać było, że
nie za bardzo przejmuje się jego osobą. Nie budzi w nim żadnego autorytetu. Groźne
spojrzenie powędrowało również na mnie.
-Ty i panna [t.i] zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie
hol.
-Ja.?! –zdziwił się sprawca. –to ona na pana wpadła.
-To był przypadek, on mnie popchnął i… –próbowałam się
bronić.
-Przypadek.?! A kto mi mówił, że tego „starego dziada trzeba
ukarać” za to, że dał ci szafkę obok Candy.?
-Nic takiego nie mówiłam.
Louis, był co najmniej bezczelny. To on mnie pchnął, teraz
próbuje wymigać się od kary. Nowa szkoła, a ten musiał narobić mi kłopotów. Od
razu widzę, że nasza znajomość nie będzie przyjemna.
-Ja nic…
-Dość –przerwał nam ostry bas –Obaj zostajecie.
Otyły mężczyzna ruszył w stronę sekretariatu wycierając swój
garnitur.
Byłam zdenerwowana
jak nigdy. Pierwszy tydzień, a ja już zaliczyłam wpadkę i to jeszcze nie z
mojej winy. Zaraz chyba zabije tego kolesia. Gdyby mnie nie popchnął wszystko
było by dobrze. Jedyny plus to, to, że mu też się dostało. Najgorszy minus, że
będę musiała z nim tam siedzieć. Podeszłam do niego i spojrzałam w roześmiane oczy.
-Jesteś idiotą, wiesz.?! –wrzasnęłam nie mogąc nic innego z
siebie wydusić.
-Wiem kochanie, ale za to mnie kochasz. –oznajmił pocierają
zewnętrzną stroną dłoni mój policzek.
-Przestań –warknęłam i strzepnęłam jego dłoń.
-Nie denerwuj się –powiedział z takim spokojem, że robiłam
się bardziej wściekła –Widocznie przeznaczone nam było wyjść gdzieś razem. Tylko,
że posiedzimy sobie tutaj. Jak dla mnie może być.
-Nie.!- krzyknęłam i oddaliłam się w głąb szkoły.
wtorek, 22 października 2013
#3 Marcel cz.4 (ostatnia)
Jego zielone oczka rozbłysły, a miękkie loczki załaskotały
mnie w policzek kiedy oddawał pieszczotę. Nie przeszkadzało mi to, ze teraz cała
szkoła się na nas gapi. Mi było z tym dobrze. Nie wiedzą, że to ja jestem tą
szczęściarą, która może całować sobie po policzku takiego chłopaka jak Marcel.
On nie był inny, on był wyjątkowy. Szkoda, że prędzej tego nie zauważyłam.
***oczami Marcela.
Usiadłem na
krześle. Moja mama biegała po kuchni w poszukiwaniu pomidorów, które miała
przed sobą. Podałem go jej, a ta szybko zabrała się za krojenie. Robin niedługo
wraca z pracy, a on bardzo polubił jej spaghetti. Oparłem się o blat i
spojrzałem na nią. To takie dziwne, musisz napracować się by jedna osoba była
szczęśliwa, ale kiedy widzisz jej uśmiech to w twoim sercu też rodzi się
radość. Miłość jest taka skomplikowana. Jeszcze rano nie uwierzyłbym, ze ktoś
tak poświęci się dla mnie. Lili naprawdę pokazała, że mnie kocha, ja ją też
kocham, od kiedy pamiętam, ale co ja jej mogę zaoferować.? Kujońską pomoc kiedy
inni będą się z nas nabijać.
Ta myśl nie
opuszczała mojej głowy. Cały czas tam siedziała. Ja ją tylko marnuję. Ona
mogłaby mieć każdego, ale wybrała mnie. Mogła by nawet chodzić z jakimś
aktorem. Ja byłem tylko jakimś miękkim kujonem, który chowa głowę w piasek gdy
inni go atakują. Nie zasługuję na nią.
-Mamo, czy mógłbym cię o coś zapytać.? –nieśmiało przerwałem
ciszę.
-O czym.?
Zawszę miałem dobry kontakt z mamą, ale ta cała sytuacja nie
była zbyt komfortowa. Trudno jest się przed sobą przyznać, że jesteś najsłabszym
ogniwem w szkolę, ale ja to już dawno wiedziałem. Ci idioci pokazywali mi to za
każdym razem, kiedy przekroczyłem próg szkoły.
-Chodzi o to, że poznałem pewną dziewczynę i ja bym nie chciał
żeby się z niej śmieli kiedy my byśmy…
-Marcel. –przerwała mi – Jeśli ona nie widzi jaki jesteś wspaniały
to nie jest warta.
-Nie o to chodzi. –szybko zaprzeczyłem – Oni się z niej śmieją,
że wiesz… -spuściłem wzrok.
-Rozumiem.
Moja mama przerwała swoją
czynność i pogładziła mnie po ramieniu. Wątpię czy to pomoże, ale poczułem się
lepiej. Zawsze mnie wspierała i to w niej odnajdywałem oparcie, ale teraz
kolejny tekst o wewnętrznym pięknie mi ni pomoże.
-Ładna.?
-To tak, która była tu w piątek.
-Blondynka.?
Potwierdziłem ruchem głowy. Mama
na chwilkę znikła gdzieś. Usłyszałem jak wchodzi na górę, a po chwili schodzi. To
kuchni weszła też Gemma. Moja starsza siostra złapała mnie za nadgarstek i
pociągnęła w kierunku drzwi wyjściowych.
-Gdzie idziemy.? –spytałem zamykając za sobą drzwi.
-Na zakupy. –uśmiechnęła się chytrze.
Słyszałem, ze to poprawia humor dziewczyną, ale ze mną tak
źle jeszcze nie było. Byłem facetem o ile się nie mylę, a ma stuprocentową
pewność, ze jestem.
-Po co.?
-Musimy cię ulepszyć.
Nie miałem wyboru. Wepchnęła mnie do auta i wywiozła do
centrum handlowego.
Najpierw
poszliśmy do sklepu. Biegała po nim jak opętana i co chwilę rzucała mi nowe
ciuchy do przymiarki. Później obładowani torbami o równowartości moich rocznych
kieszonkowych, powędrowaliśmy do fryzjera. Bałem się. Nigdy nie lubiłem kiedy
ktoś dotykał moich włosów. Całą tą wyprawę zakończył obuwniczy. Oczywiście to
ja musiałem taszczyć te wszystkie torby, ale rozumiałem to, bo one były moje. Ciężkie,
ale moje.
***Oczami Lili (nazajutrz)
Usiadłam w
ławce szkolnej. Dziś o wiele bliżej nauczycielki. W pierwszej ławce, tam gdzie
zwykle siedział Marcel. Dziś go nie było. Może on już nie chce.? Może nie
podoba mu się te wszystkie śmiechy, które były jeszcze nasilone. Wyjęłam książki
od matematyki i otworzyłam zeszyt, leniwie zapisując temat. Podczas kiedy
robiliśmy pierwsze zadanie ktoś zapukał do drzwi. Do klasy wszedł jakiś
chłopak. Niesforne loki na głowię, które zostały ujarzmione za pomocą grzywki i
odrobiny żelu, koszula w serduszka, która opinała się na jego ciele, czarne
rurki i dziwne lecz fajne buty. W ogóle go nie kojarzyłam, ale te oczy i ten
głos… one coś mi mówiły. Przerosił za spóźnienie. Usiadł do mnie do ławki i
cmoknął mnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Czekaj, czekaj. Marcel.?! –pisnęłam
Nauczyciel też się trochę zdziwił.
Marcel.?! Nie mogłam w to uwierzyć. Wyglądał jak jakiś grecki Bóg. Niby prędzej
też był ładny, ale teraz mogłam zobaczyć to nie tylko ja. Pozbył się spodni od
garnituru, białej koszuli, kraciastej kamizelki i tych okularów.
-Może być.?
-Je-jest świetnie –tym razem to ja zająknęłam się na jego widok.
–Ale czemu.?
-Wie…
-Fajna koszula. –usłyszałam ten fałszywy głos Evy
-Zajęty – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego przytulając z całych
sił.
Moja słodka żabka przemieniła się w seksownego księcia. Może
być lepsze zakończenie bajki.?!
Ostatnia część imagina o Marcelu. mam nadzieje, że wam się podoba, bo mi nie specjalnie przypadła ona do gustu. Jakaś taka mdła. Jeśli chodzi o bloga to widzę, że nie jest zbyt dużo odwiedzin i właśnie tu wkraczacie wy. Jeśli możecie to rozgłaszajcie go. To dla mnie bardzo ważne. Nie ma sensu czegoś pisać skoro nikt tego nie czyta, no nie.? Więc mówcie o nim swoim koleżanką i w ogóle. Jeśli któraś z nich jest od was to poproście je by wpisały wasz nick czy coś (Imię może być, ale tylko z pierwszą literą nazwiska. np. Marta G.) Wymyślę jakąś nagrodę. Za dziewczynę, która będzie pojawiała się najczęściej w komentarzach. Sądze, ze najlepiej jak będzie to jakiś dedyk. Obojętnie z kim i obojętnie co. Z góry dziękuję.
piątek, 18 października 2013
#3 Marcel cz.3.
Zniknął nim zdążyłam cokolwiek zrobić. Tak po prostu. Pocałował
mnie i uciekł, a ja poczułam, że… że zaczyna mi na nim zależeć. Rozmawiać zaczęliśmy
normalnie jakieś dwa dni temu, a już mnie zafascynował. Tylko czemu uciekł.?
Zrobiłam mu coś.? Opadłam zrezygnowana na sofę. To pytanie nie dawało mi
spokoju.
*** poniedziałek
Dziś
wstałam wyjątkowo wcześnie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się w szkole i
spytać go dlaczego uciekł, ale jak ja to zrobię. Każdy patrzy na mnie jak tylko
przekroczę próg szkoły. Gdybym z nim rozmawiała zostałabym wyśmiana przez
wszystkich. Ja nawet nie wiem czy coś do niego czuję. Jeśli to tylko
zauroczenie to nie warto. Pamiętam jak zakochałam się w nim w podstawówce. Nikt
o niczym nie wiedział, a później jakoś o tym zapomniałam, ale nie wiedziałam
czy na pewno. Teraz… to chyba wróciło. Nawet jeśli mnie wyśmieją to co. Warto,
no nie.? Weszłam do znienawidzonego mi budynku. Od razu odszukałam go wzrokiem.
Stał na podwórku szkolnym. Pod tym dużym klonowym drzewem. Czytał jakąś
książkę.
Ruszyłam w
jego stronę. Niestety drogę zagrodzili mi moi przyjaciele. Alex, Peter, Tom i
Eva. Wyrośli jak z pod ziemi. Nie byłam teraz w nastroju. Śpieszyło mi się.
Nerwowo rozglądałam się w poszukiwaniu Marcela. Nadal był w tym samym miejscu. Błagam
żeby nigdzie nie szedł.
-I jak tam lekcje z Marcelkiem.? –spytał Tom, chyba próbował
być zabawny
Alex, Peter i Eva zaśmiali się cicho pod nosem. Brawo ,
kolejne głupie żarty, które ograniczają się tylko do tekstów „Jesteś głupi” lub
„Śmierdzisz” Ten sam poziom inteligencji.
-Świetnie –odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Zrobiliście zadanie domowe.? –zachichotała Alex.
-Tak, w piątek zostałam u niego na kolacji, nazajutrz
przyszedł do mnie, pouczyliśmy się algebry i zjedliśmy babeczki.
-Tak, a później mała powtórka z anatomii. –roześmiał się
wesoło Peter.
Nie
chciałam słuchać ich głupich żartów. Były na poziomie podstawówki. Z resztą jak
najszybciej musiałam porozmawiać z Marcelem. Podeszłam do niego i stuknęłam
dwukrotnie w ramię.
-H-hej. –przywitał się nieśmiało.
-Hej. –odpowiedziałam równie zdenerwowana co on. Chyba
pierwszy raz rozmawiam z nim normalnie w szkole. –Posłuchaj, ja muszę wiedzieć
dlaczego ty wtedy uciekłeś.?
Chłopak zamknął książkę i odwrócił wzrok. Widziałam w jego
oczach malutkie łezki, które zbierały się w kącikach. Było mu ciężko, ale
dlaczego.? Co poszło nie tak.? Nic mu przecież nie zrobiłam, a może on tego nie
chciał.
-Ale nie będziesz się ze mnie śmiała.? –spytał, a po jego
policzku spłynęła pojedyncza łza.
Otarłam ją dłonią, a on zaczął
nerwowo bawić się palcami u rąk jakby były najciekawszą rzeczą na świecie. Nie
wiedziałam czego się spodziewać. On cały czas milczał.
-Marcel, powiedz. Ja obiecuję nie będę się śmiać.
Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczami. Zrobiło mi się
go tak momentalnie żal.
-Bo ty mi się podobasz. Bardzo. Zakochałem się tobie. –zaczął,
ale ja nadal nie widziałam w tym sensu. To akie złe, ze trzeba płakać. –
Myślałem, że tego nie chcesz, że będziesz się potem wstydzić, więc wolałem
sobie iść.
Kolejne kropelki jego słonych łez spadły na ziemię. Nie
wierzyłam w to co słyszę. Zakochał się we mnie, więc Alex miała rację. On mnie
kochał i to od dawna.
Nie
wiedziałam jak się zachować, ale skoro znam całą prawdę nie mogę go tak
odrzucić. W końcu też coś do niego czuję. To co pomyślą sobie moi przyjaciele
to teraz jest nic nie wartę. Jeśli naprawdę mogę im ufać zrozumieją. Jeśli nie,
to dziękuje po lewej są drzwi.
-Marcel…
-Przepraszam. –przerwał mi ocierając swoje oczy.
-Pocałujesz mnie.? –szepnęłam muskając wargą jego ucho.
Chciałam żeby to zrobił. Był dla mnie ważny. Najpewniej
zaraz rozniosą się różne komentarze, ale ja mam to gdzieś i tak już jestem na
straconej pozycji, bo z nim rozmawiam. W życiu są ważniejsze rzeczy niż
popularność. To nie długo minie, a miłość.? Ona może zostać na zawszę
Chłopak
przez chwilę nie wiedział co zrobić. Uśmiechnęłam się do niego, a kącik jego
ust uniósł się do góry. Zbliżył się do mnie, a jego usta naparły na moje. Był
pewniejszy niż za pierwszym razem. W sobotę nie wiedział czy tego chce, a teraz
ma stuprocentową pewność, że tak. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągnęłam bliżej
siebie pogłębiając tym samym pocałunek.
-O pan i pani Styles. – usłyszałam głośny śmiech Evy.
-No co ty. Pani i pani. –dodał zwijający się ze śmiechu
Peter.
Marcel znów spuścił wzrok. Pewnie przejął się tym, że teraz
cała szkoła będzie się śmiać. Wiedziałam, że nie chciał. Moi „przyjaciele” byli
okropni. Teraz widziałam jaką krzywdę mu robiłam.
-I kto to mówi.? Koleś, który swój pierwszy raz przeżył z
prostytutką.
-Ta, przynajmniej ja mam za sobą ten pierwszy raz.
-Czy ty w ogóle widzisz jak on wygląda.?! –oburzona Alex
wskazała na Marcela.
-Widzę, jest śliczny. – odpowiedziałam splatając nasze
dłonie.
-Śliczny.?! Dziewczyno on wygląda jak jakiś geek.
-Jesteście okropni.
-Przynajmniej nie wyglądamy jakby nas koza przeżuła. –zaśmiał
się wyraźnie rozbawiony Tom
-Czy ty się słyszysz.?! Jak możesz mówić takie coś skoro sam
wyglądasz jak po spotkaniu z pociągiem towarowym. Ludzie ogarnijcie się. W czym
on jest od was gorszy.?! W tym, e nie musi się chować za toną tapety, że nie
potrzebuje jakiś super ciuchów. Tom ty jesteś tylko jakimś pryszczatym
bachorem, którego każdy lubi, bo ma kasę, Eva to ma na sobie chyba z tonę tapety,
ale jej to i tak nie pomaga, Alex gdyby wyciągnęła te wkładki ze stanika była by
płaska jak deska, a ty Peter.? Ściągnij te wszystkie łańcuchy fullcapa i
pogadamy, bo naprawdę wyglądasz jak przeżuty żelek. Marcel przynajmniej nie
musi udawać, że jest niewiadomo jaki świetny, bo sam w sobie jest wyjątkowy.
Miałam ich
szczerze dość. W końcu dowiedzieli się co o nich myślę, no i dobrze. Miny im zrzedły.
Pociągnęłam Marcela w stronę szkoły. Usiedliśmy na ławeczce pod klasą od
matematyki.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. –cmoknęłam go w policzek i wyciągnęłam jego
ulubione babeczki. – Moja mama robiła specjalnie dla ciebie. Powiedziała, ze
musi cię poznać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
