środa, 5 marca 2014

Come To Me Little Angel.

http://cometomelittleangel.blogspot.com/

„Uśmiechnęłam się do niego mocniej wtulając w jego gorące ciało. Jego loki muskały mój policzek wywołując przy tym u mnie radość i ciepły jak letni dzień, odczucie w brzuchu. Jego mięśnie napięły się, a ciało uniosło ku górze. Chwycił butelkę z winem, czerwonym jak krew i nalał do kieliszków. Podał mi jeden z nich, a ja upiłam niewielki łyk. Ciecz przyjemnie rozlała się w gardle, tworząc palące uczucie. Znów opadł na sofę okrytą białym kocem z koziej skóry. Moje opuszki idealnie przylegały do jego skóry, badając każdą nierówności, wypukłość czy wgłębienie. Mruknął i odchylił głowę. Co ja bym bez niego zrobiła? Moje życie nie było by takie samo, bez niego byłabym nikim więcej jak tylko marionetką, poruszaną przez sznurki, które trzyma mój ojciec. Z grzecznej córeczki, stworzył buntowniczkę gotową zabić za jego życie, za to go kochałam. Nie próbował mnie zmieniać, to człowiek zmienia się dla niego, dla każdego spędzonego dnia z nim. Jest inny, jest moim nowym życiem…”

środa, 18 grudnia 2013

Posty. :)

Witajcie po dłuuuugiej rozłące. Niestety nie miałam czasu dokończyć mojego opowiadania. Systematycznie przeglądałam bloga i czytałam wasze komentarze. Rozumiem, że opowiadanie nie było kontynuowane sporo czasu, więc mam dla was niespodziankę. Niestety jeszcze dziś nie dodam nowego rozdziału. Jak wiecie niedługo święta. Jeszcze tylko kilka krótkich dni, które zlecą naprawdę szybko. W dniu 24.12.2013 o 14:00 dodam 5 rozdziałów + 2 imaginy (kontynuacja Louisa) + 1 specjalny imagin świąteczny. Możecie prosić z kim chcecie. Harry, Louis, Liam, Zayn, Niall... jest mi to obojętne. To wy wybieracie. Wystawię ankietę, w której głosować będziecie z kim zapragniecie sobie imagina. Rozumiem, ze 24.12 to już święta dlatego nie pogniewam się kiedy przyrost wyświetleń odnotuję kilka dni później. Możecie także wybierać co może stać się w opowiadaniu. Sugestię przyjmuje na maila sexwithharry69xx@gmail.com.  Dla najbardziej aktywnych i pomocnych osób mam dodatkową niespodziankę. Jeśli wasz pomysł mi się spodoba otrzymacie odpowiedź i kilka moich propozycji jeśli chciałabym jakoś to przerobić. Oczywiście potrzebuję także waszej zgody i potwierdzenia co do tego, ze zrozumiałyście /zrozumieliście wszystko co dotyczy mini współpracy. Także czekam na wiadomości i odpowiedzi w ankiecie. :) Zapraszam na drugiego bloga "I Never Let You Go" gdzie są umieszczone ankiety. :)

niedziela, 24 listopada 2013

#2 Louis Tomlinson cz.2


Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Myślałam raczej, że do końca będziemy się kłócić. Zgody nie brałam pod uwagę. Teraz będzie tylko lepiej.
Dobrze, że sobie wszystko wytłumaczyliśmy,  bo pomoc Louisa była nieoceniona. Pomógł mi rozpracować ich prysznic. Nie wiem po co były te wszystkie przyciski. Wystarczyłyby co najwyżej dwa korki. Po prysznicu położyłam się w swoim łóżku. Obiecałam swojej przyjaciółce, że opowiem jaki jest mój nowy dom. Poznałyśmy się już w domu dla dziecka, ale ona została adoptowana wcześniej, ale obiecałyśmy sobie, że zachowamy kontakty i tak się stało. Niestety ona zamieszkała gdzieś na północy Anglii, a ja pojechałam do Doncaster. Wybrałam numer, nie musiałam długo czekać, bo Laura odebrała po chwili. Oczywiście zdałam jej cały raport, chciałam też opowiedzieć o Lou, ale chłopak szybciej wyszedł z łazienki.
-Z kim rozmawiałaś.?
-Z koleżanką. Znam ją jeszcze z domu dziecka.
Louis położył się do swojego łóżka i rzucił we mnie jakimś pluszakiem. Był to słodki, ciemnobrązowy misiek, ubrany w biały szaliczek.
-Przytul go, będzie ci raźniej.
-Dziękuje. W ogóle ile ty masz lat, że masz takiego misia.?
-Dziewiętnaście, ale ja nadal nie wiem ile ty masz lat.
-Piętnaście
Na chwilę zapadła między nami cisza. Nie wiedziałam nad czym myśli, ale wolałam mu tego nie przerywać. Chciał coś powiedzieć, ale zamknął usta. Widocznie nie był pewny nad tym czy to co chce powiedzieć ma jakiś sens.
-Od dziecka mieszkałaś w tym domu.? -w końcu zdobył się na odwagę i wypowiedział to jedno zdanie.
-Tak, całe dwanaście lat w czwórkę w jednym pokoju -uśmiechnęłam się delikatnie żeby rozładować poważną atmosferę.
Tego wieczoru nie wymieniliśmy już żadnego zdania. Szybko zasnęłam. Jeszcze nigdzie nie było mi tak dobrze jak w tamtym łóżku. Obudziłam się dopiero około jedenastej. Na prawdę długo spałam, ale nikt mnie nie obudził. Zapewne przegapiłam śniadanie. Powoli zwlekłam się z łóżka. Jakie szczęście, że są wakacje. Nie miałam siły lecieć do szkoły lub poznawać w niej nowych kolegów. Poszłam do łazienki wziąć prysznic i ogarnąć się trochę. Zaplotłam. swoje włosy z kłosa i założyłam na siebie kwiecistą sukienkę, ponieważ widać było, że jest wysoka temperatura. Chciałam zejść na dół, ale w oczy rzucił mi się Louis. Malował ścianę w jednym z pokoi. Postanowiłam się z nim przywitać. Stanęłam w progu, bo bałam się, że coś mi po brudzi sukienkę. Chłopak ubrany był w białe ogrodniczki i szarą koszulkę. Wyglądał jak prawdziwy malarz, nie licząc czapki z gazety, dzięki której wyglądał jak słodki chłopczyk w wieku co najmniej dziewięciu lat.
-Jak się spało.? -uprzedził mnie
-Świetnie. -przeciągnęłam się wesoła. -Co robisz.?
-Maluję ci pokój. 
-Poczekaj, pomogę ci -zaproponowałam
-Nie,  ty idź na dół i zjedz śniadanie -powiedział wesoło. -Zaraz kończę.  Później będziesz musiała mi pomóc
Teraz dopiero widać, że to wesoły chłopak. Widocznie nie polubił mnie na początku, ale teraz będzie już dobrze.  Zeszłam na dół gdzie czekało już na mnie śniadanie. W domu dziecka już dawno byłoby zjedzone, a tu czekał na mnie cały talerz naleśników. Państwa Tomlinson już dawno nie było, tak jak ich córek, widocznie pojechali do pracy, a dziewczynki pewnie poszły do dziadków. Louis skończył bardzo szybko, przyszedł do kuchni. Nalał sobie soku i wypił wszystko duszkiem.
-Soku.? -spytał podsuwając mi karton soku pomarańczowego pod nos.
-Nie dziękuje.
-Wstydzisz się.? -chłopak chwycił czystą szklankę i nalał mi do niej soku. -Nie musisz to także twój dom.
-Nie wstydzę się.
Jego niebiesko-szare tęczówki spojrzały na mnie, a ja czułam jak miękną mi kolana. Działał na mnie jak jeszcze nikt. Przyjemne gorąco rozlało mi się w brzuchu. Szkarłat rozlał się po moich policzkach.
-Przecież widzę. -przejechał kciukiem po moim rozgrzanym policzku. -Aż parzy. -roześmiał się.
Odwróciłam od niego wzrok i utkwiłam go w podłodze. Chyba zauważył, że się kręppuje, bo odsunął się od mnie i zaczął grzebać coś w szufladzie. Wyciągnął z nich parę rękawiczek i mi je podał
-Po co mi je.?
-Idziesz mi pomóc wyrwać chwasty w ogrodzie. Nie martw się tylko trochę.
Tak jak mówił Louis, nie było tego dużo. Zaledwie kilka listków wystawało poza ziemię. Uporaliśmy się z tym bardzo szybko. Zdążyliśmy jeszcze przed powrotem dziewczynek. Jeśli się nie mylę to ich imiona brzmiały: Lottie, Fizzy, Phobe i Daisy, ale nie jestem pewna. Znacznie łatwiej zapamiętać imię Louis. Ich rodzice przyszli dopiero o piętnastej. Pan Tomlinson skończył wcześniej prace żeby oprowadzić mnie po Doncaster. Najpierw zjedliśmy obiad, a później mieliśmy wyjść. Czekałam przy drzwiach na resztę, ale zjawił się tylko Louis.
-A oni nie idą.? -zdziwiłam się
-Nie, pójdziemy we dwójkę. -uśmiechnął się i chwycił swoją dżinsową kurtkę. -Nie przeszkadza ci to.? -spytał ciągnąc mnie za rękę na dwór.
Najpierw pokazał mi park. Mieścił się tam ogromny staw, po, którym pływały cztery kaczki, jedna duża i trzy małe. Siedziałam na pomoście obserwując ich śmieszne wybryki. Loui zniknął mi gdzieś z oczu, ale na razie się tym nie przejmowałam, bo zajęta byłam obserwowaniem pierzastych. kolegów.
-Dzień dobry -usłyszałam jego melodyjny głos.
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się widząc w jakim jest stanie. We włosach wplątane były małe suche gałązki i jakieś listki, do koszuli przyczepione były źdźbła trawy i kawałki cierni. W jego lewej dłoni spokojnie leżała czerwona róża.
-Pięknu kwiatek dla pięknej pani. -przyklęknął przy mnie i wręczył mi kwiatek.
-Dziękuje, ale...
-Żadnych ale. -przerwał mi. -Wiesz co ja musiałem przejść żeby zdobyć tego kwiatka.?
-Właśnie widzę. -roześmiałam się wyciągając mu gałązkę z jego włosów. 
Chłopak usiadł obok mnie i tak samo jak ja zaczął patrzeć na staw. Nie wiem ile tam siedzieliśmy, ale zaczęło grzmieć, później lać. Rozpętała się straszliwa burza. Jedynym naszym wyjściem było ją przeczekać. Loui pociągnął nas w stronę małej altanki. Schowaliśmy się pod stołem żeby uniknąć pojedynczych kropel, które przedostawały się do środka. Temperatura szybko spadła i przeszył mnie okropny chłód. Louis chwycił mnie w talii i przyciągnął mnie do siebie
-Co ty byś bez mnie zrobiła.? -zaśmiał się okrywając mnie swoją kurtką.
Nie odpowiedziałam tylko mocniej wtuliłam się w jego gorące ciało. Był jak przenośny grzejnik. Oparł się brodą o moją głowę i mocniej przytulił.
-Lubię burzę, ale jak jestem w domu. -mruknęłam kierując na niego wzrok
-Czy ja wiem. Tu też jest mi dobrze.
Jego uśmiech sprawił, że zrobiło mi się gorąco. Był na prawdę blisko. Jego nos otarł się o mój by później jego wargi musnęły delikatnie moje usta. Nie wiem kiedy to się stało, ale jego dłoń ujęła mój policzek, a druga wylądowała na mojej talii przyciągając mnie do siebie bliżej. To było tak cudownie niepoprawne. Moje palce wplotły się w jego miękkie włosy. Przez chwilę miałam nadzieje, że to będzie trwać wiecznie, później wróciło mi zdrowe myślenie.
-Loui...
-Louis -poprawił mnie
-Przepraszam, ale...
-Nie szkodzi. -po raz kolejny mi przerwał. -To słodkie.

-My nie możemy. 

#5 Louis Tomlinson cz.1

UWAGA.! W poniższym opowiadaniu One Direction nie istnieje.


Chwyciłam jedną ze swoich walizek i weszłam do dość dużego domu. Pani Brown, pomogła mi z resztą bagażu. Niepewnie przeszłam kilka kroków by odstawić swoje rzeczy przy sofie. Dwoje uśmiechniętych ludzi powitało mnie wesołym spojrzeniem, po chwili z góry zbiegły cztery małe dziewczynki. Nie do końca były znów takie małe, jedna z nich mogła mieć nawet piętnaście lat. Mężczyzna zajął się moim bagażem, a kobieta poszła wraz z panią Brown do kuchni. Pani Tomlinson musiała podpisać jakiś papier i wypełnić jakieś luki, otrzymała także moje dokumenty, paszport, książeczka zdrowia. itp. Pani Brown musiała już jechać, bo czekała na nią praca. Oczywiście pobiegłam się z nią pożegnać, złapałam ją akurat kiedy zapalała silnik swojego starego Forda.
-Dlaczego nie mogę wrócić z tobą.? - spytałam z nadzieją
-(t.i.) - westchnęła- Rozmawiałyśmy o tym. Nie chcesz mieć rodziny, mamy, taty.? Tu ci będzie lepiej.
Nie dała mi możliwości odpowiedzi, odjechała tak po prostu zostawiając mnie w zupełnie nieznanym miejscu u kompletnie nieznanych osób. Nie chciałam tu być. Niby dla dziecka z takiego otoczenia jak ja to dobrze trafić do takiego domu jak ten. Kochająca się rodzina, spokojne otoczenie, wspaniała szkoła i grzeczne rodzeństwo. Spędziłam w domu dziecka prawie całe swoje życie, nie wyobrażam sobie teraz mojego życia. W tamtej instytucji zostawiłam wszystko, przyjaciół, szkołę i te miłe panie opiekunki, o których przywykłam mówić "rodzina". Tu nie mam nikogo.
Niepewnie weszłam do mojego nowego domu. Mężczyzna, do którego mam teraz mówić tato, zaprowadził mnie do mojego tymczasowego pokoju. Ten, w którym miałam zamieszkać na stałe był jeszcze w remoncie. Po przekroczeniu progu zauważyłam, że dzielę z kimś pokój. Był to chłopak w wieku około dwudziestu lat. Leżał na jednym z dwóch łóżek i grzebał coś w telefonie. Przywitałam się z nim nieśmiało, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Mężczyzna skarcił go za to mówiąc, że jest arogancki, ale to najwyraźniej go tylko zirytowało, bo opuścił pokój.
-Przepraszam za niego,  ale liczył bardziej na brata, a wiesz..
-Rozumiem. -przerwałam mu
-Tak więc, rozgość się. Do tamtej szafy możesz się rozpakować, a za dwie godziny kolacja. -oświadczył cały czas się uśmiechając -Słyszeliśmy, że lubisz owsiankę.
-Tak, bardzo.
Mężczyzna opuścił pokój, a ja zabrałam się za rozpakowywanie. Były to trzy duże walizki, więc zajęło mi to sporo czasu. Na szafkę nocną postawiłam jedyne zdjęcie rodziców. Tylko to mi po nich zostało, pochodzili z Polski, wiem o nich tylko to. Byłam łudząco podobna do mamy, długie blond włosy, delikatne rysy twarzy i kruche ciało, po tacie miałam jedynie zielone oczy. Fotografia przedstawiała ich kiedy wybrali się na wycieczkę do Francji. Oboje mocno mnie przytulali. To właśnie wtedy widziałam ich po raz ostatni, musiałam zgubić się w tłumie, a ktoś najpewniej wywiózł mnie do Anglii. Bardzo cieszę się, że tu trafiałam. Lepszego domu dziecka nie mogłam sobie wyobrazić.
-(t.i.), kolacja czeka. -zawołała mnie jedna z moich nowych siostrzyczek.
Niechętne zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Kobieta podała mi miseczkę z kotkiem, do której nałożyła sporą ilość owsianki. Ona chyba myślą, że jestem jakimś niedokarmionym dzieckiem. Jak dla mnie wystarczyłoby pół tej porcji. Chłopak, z którym dzieliłam pokój pojawił się po chwili.
-To moje miejsce -warknął
-Louis, usiądź obok Lottie. -jego mama wskazała na miejsce obok
Oczywiście mogłam się przesiąść, ale mężczyzna mnie zatrzymał odsuwając miejsce obok jego siostry. Chwyciłam szklankę z sokiem i umoczyłam wargi, kiedy poczułam jak braknie mi podparcia. Poleciałam na podłogę. Pech chciał, że pociągnęłam za sobą obrus i cała miseczka z kolacją wylądowała na mnie, szklanka z sokiem potłukła się, raniąc mnie w dłoń. Syknęłam z bólu. Państwo Tomlinson zerwali się z miejsca, szybko pomogli mi wstać. Kobieta owinęła mi szybko czymś dłoń, bo krew kapała na podłogę. Nie obyło się bez wizyty w pobliskiej klinice. Doktor wyjął kawałki pobitego szkła i opatrzył mi dłoń. Kiedy wróciliśmy pan Tomlinson głośno krzyczał na Louisa, dziewczynki siedziały cichutko na sofie przyglądając się zdarzeniu.
-Przeproś ją teraz.!
-Nie mam zamiaru -prychnął.
-Nie trzeba- przerwałam im -Już mi nic nie jest.
Chłopak bez słowa ruszył na górę. Zrobiłam to samo. Było mi go szkoda. Ja sama bym nie chciała gdyby moi rodzice adoptowali nowe dziecko i skupili na nim całą uwagę. Zapukałam do drzwi, chociaż to był również mój pokój.
-Proszę.
Weszłam do środka i stanęłam przy nim. Siedział na podłodze przy łóżku i tępo patrzył na psa śpiącego pod biurkiem. Przykucnęłam przy szatynie i próbowałam coś powiedzieć, ale za każdym razem zamykałam usta. Nie mogłam się wysłowić, kiedy w końcu ułożyłam to sobie w głowie to on mi przerwał
-Cieszysz się.? -spytał z niewyraźnym uśmiechem.
-Z czego.? -zdziwiłam się, bo te pytanie nie miało w ogóle sensu. Skaleczona dłoń nie jest znowu taka miła.
-Jesteś ich pupilkiem. Fajnie nie.?
-Nie musisz być na mnie zły ja..
-Nie muszę być zły.? -przerwał mi -Ukradłaś mi rodziców, pokój i jeszcze miejsca przy stole. Nawet kawałek pokoju musiałem ci oddać.
-Przepraszam.
-Przepraszam tu nie wystarczy -burknął -Zabrałaś mi nawet mamę. Nie mówię o ojcu, bo ten ma mnie dosłownie gdzieś, a ten na dole to tylko jakaś marna podróbka, która na siłę próbuje mi zastąpić tatę. Mama jako jedyna mnie rozumiała, a teraz pewnie myśli żeby się mnie pozbyć.  -w jego niebiesko-szarych oczach pojawiły się kryształowo czyste łzy, które spłynęły po policzku. Pod wpływem złości chwycił zdjęcie, które stało na biurku i rzucił je o ścianę, a ramka roztrzaskała się na milion kawałków wraz z moim sercem.
Otarł je rękawem, ale kolejne zajęły ich miejsce. Schował twarz w dłoniach. Było mu na pewno ciężko, brakowało mu taty, a teraz przyszłam jeszcze ja i zupełnie o nim zapomnieli, ale jestem pewna, że kochają go nad życie.
-Wiesz jak to jest nie mieć taty.? Jak byłem mały to zawsze mi go brakowało, zawsze chciałem żeby zagrał ze mną choć raz w piłkę, ale on założył rodzinę i o mnie zapomniał.
-Ty przynajmniej miałeś mamę i swojego ojczyma. Ja od trzeciego roku mieszkałam w domu dziecka. Ja nawet nie pamiętam swojego taty. -podniosłam z ziemi fotografie i otrzepałam ją z kawałków rozsypanej ramki. -To była jedyna rzecz, która mi po nich została.
Louis spojrzał na mnie. Może zrozumiał, że ma na prawdę dobrze. Każdy jeden, który mieszkał ze mną w domu dziecka oddałby za to wszystko.
-Przepraszam. -słowo spokojnie opuściło jego usta. Jednak jego głos załamał się na końcu.
-Nie szkodzi.
Usiadłam na swoim łóżku. Oczywiście mogłam powiedzieć mu, że nie ma serca i takie tam, ale przecież byłoby to głupie. Przez następne lata będziemy mieszkali w jednym domu. Całe życie będziemy się kłócić.?
-Jest już dobrze, prawda.?
-Tak. Lepiej się pogodzić. -uśmiechnęłam się do niego co on odwzajemnił. -Obiecuje, że już nigdy nie zajmę ci twojego miejsca

-Obiecuje, że już nigdy nie rozleje ci owsianki. 

niedziela, 17 listopada 2013

#4 Louis cz.1

Mój pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe miejsce, nowe perspektywy. Właśnie niedawno przeprowadziliśmy się z rodziną do Doncaster. Tata dostał nową propozycje pracy, a mama ofertę założenia nowego salonu fryzjerskiego.  Miałam szczęście, że wszystko przypadło na koniec roku szkolnego, a do nowej klasy mogłam dołączyć w nowym roku.
            Przekroczyłam próg budynku i od razu powitała mnie wysoka brunetka. Przedstawiła się jako przewodnicząca szkoły. Oprowadziła mnie po klasach. Pokazała co i jak. Była naprawdę miła i szybko się dogadałyśmy, dlatego na kolejnych przerwach towarzyszyła mi krok w krok. Była właśnie trzecia lekcja. Nauczyciel po dopiero sprawdzał obecność.
-Tomlinson. –burknął swoim basowym głosem- Tomlinson- powtórzył głośniej z nieukrywanym gniewem w głosie.
Mężczyzna zaznaczył coś w dzienniku po czym podszedł do tablicy i zaczął tłumaczyć nowy temat. Zapisałam go szybko w zeszycie i uważnie przysłuchiwałam się jego tłumaczeniom. Chciałam tu wypaść jak najlepiej. W końcu to nowa szkoła i mogę zacząć od zera. Drzwi od klasy gwałtownie się otworzyły. Do środka wszedł jakiś chłopak. Zamknął za sobą drzwi i zajął miejsce w ostatniej ławce. Rozłożył się w krześle i bez zainteresowania wgapiał się w tablicę.
-Mógłbyś się chociaż przywitać.
-Dzień Dobry –odpowiedział od niechcenia.
-Gdybyś nie zauważył do klasy dołączyła nowa uczennica. –Pan prowent wskazał na moją osobę swoim długopisem –Byłbyś tak uprzejmy i jakoś się z nią zapoznał.
            Jego wzrok utkwił na mnie. Speszyłam się i szybko odwróciłam. Widziałam przez sekundę jego uśmieszek. Widocznie chłopak przyzwyczaił się do tego wszystkiego i nawet nauczyciel nie miał na niego sił.
-Niech się pan nie martwi. Chętnie się z nią jakoś bliżej zapoznam.
            Szczerze mówiąc zaintrygował mnie. Jego tęczówki były niebieskie z lekkim odcieniem szarości. Grzywka ułożona była jakby rozwiał ją wiatr, co było praktycznie nie możliwe, ponieważ dzień był naprawdę piękny i nie zakłócały go żadne przewiewy. Zauważyłam też spory tatuaż na ręce. Gdyby nauczyciel nie zwrócił jego uwagi na mnie może zilustrowałabym więcej detali. Minęło piętnaście minut, a dzwonek oznajmił przerwę
Otworzyłam swoją szafkę i zaczęłam wkładać do niej książki. Kiedy każda była już na swoim miejscu zamknęłam metalowe drzwiczki. Wzdrygnęłam się kiedy zobaczyłam postać, która była schowana za nimi. Chłopak zbliżył się i nawinął sobie mój kosmyk na palec.
-Nie bój się mała. Nie ugryzę. – uśmiechnął się uwodzicielsko –Masz jakieś plany na wieczór.? Może wyskoczylibyśmy na lody. –zaakcentował ostatnie słowo
-Nie dziękuję. –pod wpływem jego osoby załamywał mi się głos.
-Próbujesz być niedostępna.?
Szatyn przeszywająco spojrzał na mnie swoimi niebiesko-szarymi tęczówkami. Kolana się pod mną ugięły. Przełknęłam ślinę i odwróciłam wzrok. Usłyszałam jego cichy śmiech. Podszedł jeszcze bliżej. Czułam jego oddech na swojej twarzy.
-To jak.? Może teraz.? Truskawkowe czy śmietankowe.?
-Nie mam ochoty na lody.-powiedziałam cicho
            Nie odpowiedział tylko uniósł mój podbródek tak bym mogła na niego spojrzeć. To chyba nie było dla niego często spotykane. Dziewczyna, która odmawia takiemu przystojniakowi, ale co poradzę, że mam już plan.? Niby jedziemy do przyjaciół rodziców i nie mam ochoty opiekować się ich trzyletnim synkiem, ale wypad z Louisem nie wywoływał u mnie pozytywnych myśli.
-Wiem, że na mnie lecisz. Widzę to w twoich oczach. –uniósł kącik ust i przejechał kciukiem po moim policzku.
-Jesteś bezczelny.
-Ostatni raz pytam. Idziemy.?
-Nie dziękuje.
            Widać, że moja odpowiedź zdenerwowała go lekko. Zarzucił swój workowaty plecak na ramię i odszedł do grupki przyglądających się znajomych. Chyba każda dziewczyna marzy żeby jakoś się z nim spotkać. Najwyraźniej z tego korzystał, bo już na pierwszej przerwie zauważyłam, że biegają przy nim jak służące. Chłopak był przystojny i to bardzo. Przyznam, że i mnie tym oczarował, ale mam na tyle zdrowego rozsądku żeby mu odmówić. Jak na razie…
Kolejna lekcja minęła powolnie. Znudziła mnie prawdę mówiąc. Zadzwonił dzwonek, a ja radośnie wyszłam z klasy. Juliett miała teraz jakieś spotkanie rady uczniowskiej, więc na najbliższej przerwie będę sama. Usiadłam na ławce przy klasie i wyciągnęłam moją ulubioną książkę. Zaczęłam ją czytać, ale nagle coś zasłoniło mi światło i teraz lekki cień padł na litery. Uniosłam głowę do góry. Jakaś grupka stała nad mną, ale zajmowała się sobą. Nie wiedziałam, że ludzie mogą być aż tak podli. Cała szkoła wolna, ale oni muszą stać przy mnie. Zamknęłam lekturę i oddaliłam się gdzieś w głąb budynku. Usłyszałam wołanie mojej koleżanki, więc szybko odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się tylko, bo poczułam ostre pchnięcie. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię. Moja biała koszulka była cała w czarnej kawie. Teraz zorientowałam się, że nie wpadłam na jedną osobę, ale na dwie. Z jednej strony Tomlinson próbował zakryć swój uśmiech, ale słabo mu to wychodziło, z drugiej zdenerwowany dyrektor. Uniosłam się szybko i chciałam jakoś tłumaczyć.
-Louis. –wrzasnął.
            Chłopak wyprostował się i nadal cicho chichocząc podszedł do mężczyzny. Widać było, że nie za bardzo przejmuje się jego osobą. Nie budzi w nim żadnego autorytetu. Groźne spojrzenie powędrowało również na mnie.
-Ty i panna [t.i] zostaniecie po lekcjach i wysprzątacie hol.
-Ja.?! –zdziwił się sprawca. –to ona na pana wpadła.
-To był przypadek, on mnie popchnął i… –próbowałam się bronić.
-Przypadek.?! A kto mi mówił, że tego „starego dziada trzeba ukarać” za to, że dał ci szafkę obok Candy.?
-Nic takiego nie mówiłam.
Louis, był co najmniej bezczelny. To on mnie pchnął, teraz próbuje wymigać się od kary. Nowa szkoła, a ten musiał narobić mi kłopotów. Od razu widzę, że nasza znajomość nie będzie przyjemna.
-Ja nic…
-Dość –przerwał nam ostry bas –Obaj zostajecie.
Otyły mężczyzna ruszył w stronę sekretariatu wycierając swój garnitur.
            Byłam zdenerwowana jak nigdy. Pierwszy tydzień, a ja już zaliczyłam wpadkę i to jeszcze nie z mojej winy. Zaraz chyba zabije tego kolesia. Gdyby mnie nie popchnął wszystko było by dobrze. Jedyny plus to, to, że mu też się dostało. Najgorszy minus, że będę musiała z nim tam siedzieć. Podeszłam do niego i spojrzałam w roześmiane oczy.
-Jesteś idiotą, wiesz.?! –wrzasnęłam nie mogąc nic innego z siebie wydusić.
-Wiem kochanie, ale za to mnie kochasz. –oznajmił pocierają zewnętrzną stroną dłoni mój policzek.
-Przestań –warknęłam i strzepnęłam jego dłoń.
-Nie denerwuj się –powiedział z takim spokojem, że robiłam się bardziej wściekła –Widocznie przeznaczone nam było wyjść gdzieś razem. Tylko, że posiedzimy sobie tutaj. Jak dla mnie może być.

-Nie.!- krzyknęłam i oddaliłam się w głąb szkoły.

wtorek, 22 października 2013

#3 Marcel cz.4 (ostatnia)



                Jego zielone oczka rozbłysły, a miękkie loczki załaskotały mnie w policzek kiedy oddawał pieszczotę. Nie przeszkadzało mi to, ze teraz cała szkoła się na nas gapi. Mi było z tym dobrze. Nie wiedzą, że to ja jestem tą szczęściarą, która może całować sobie po policzku takiego chłopaka jak Marcel. On nie był inny, on był wyjątkowy. Szkoda, że prędzej tego nie zauważyłam.
***oczami Marcela.
            Usiadłem na krześle. Moja mama biegała po kuchni w poszukiwaniu pomidorów, które miała przed sobą. Podałem go jej, a ta szybko zabrała się za krojenie. Robin niedługo wraca z pracy, a on bardzo polubił jej spaghetti. Oparłem się o blat i spojrzałem na nią. To takie dziwne, musisz napracować się by jedna osoba była szczęśliwa, ale kiedy widzisz jej uśmiech to w twoim sercu też rodzi się radość. Miłość jest taka skomplikowana. Jeszcze rano nie uwierzyłbym, ze ktoś tak poświęci się dla mnie. Lili naprawdę pokazała, że mnie kocha, ja ją też kocham, od kiedy pamiętam, ale co ja jej mogę zaoferować.? Kujońską pomoc kiedy inni będą się z nas nabijać.
            Ta myśl nie opuszczała mojej głowy. Cały czas tam siedziała. Ja ją tylko marnuję. Ona mogłaby mieć każdego, ale wybrała mnie. Mogła by nawet chodzić z jakimś aktorem. Ja byłem tylko jakimś miękkim kujonem, który chowa głowę w piasek gdy inni go atakują. Nie zasługuję na nią.
-Mamo, czy mógłbym cię o coś zapytać.? –nieśmiało przerwałem ciszę.
-O czym.?
Zawszę miałem dobry kontakt z mamą, ale ta cała sytuacja nie była zbyt komfortowa. Trudno jest się przed sobą przyznać, że jesteś najsłabszym ogniwem w szkolę, ale ja to już dawno wiedziałem. Ci idioci pokazywali mi to za każdym razem, kiedy przekroczyłem próg szkoły.
-Chodzi o to, że poznałem pewną dziewczynę i ja bym nie chciał żeby się z niej śmieli kiedy my byśmy…
-Marcel. –przerwała mi – Jeśli ona nie widzi jaki jesteś wspaniały to nie jest warta.
-Nie o to chodzi. –szybko zaprzeczyłem – Oni się z niej śmieją, że wiesz… -spuściłem wzrok.
-Rozumiem.
Moja mama przerwała swoją czynność i pogładziła mnie po ramieniu. Wątpię czy to pomoże, ale poczułem się lepiej. Zawsze mnie wspierała i to w niej odnajdywałem oparcie, ale teraz kolejny tekst o wewnętrznym pięknie mi ni pomoże.
-Ładna.?
-To tak, która była tu w piątek.
-Blondynka.?
Potwierdziłem ruchem głowy. Mama na chwilkę znikła gdzieś. Usłyszałem jak wchodzi na górę, a po chwili schodzi. To kuchni weszła też Gemma. Moja starsza siostra złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w kierunku drzwi wyjściowych.
-Gdzie idziemy.? –spytałem zamykając za sobą drzwi.
-Na zakupy. –uśmiechnęła się chytrze.
Słyszałem, ze to poprawia humor dziewczyną, ale ze mną tak źle jeszcze nie było. Byłem facetem o ile się nie mylę, a ma stuprocentową pewność, ze jestem.
-Po co.?
-Musimy cię ulepszyć.
Nie miałem wyboru. Wepchnęła mnie do auta i wywiozła do centrum handlowego.
            Najpierw poszliśmy do sklepu. Biegała po nim jak opętana i co chwilę rzucała mi nowe ciuchy do przymiarki. Później obładowani torbami o równowartości moich rocznych kieszonkowych, powędrowaliśmy do fryzjera. Bałem się. Nigdy nie lubiłem kiedy ktoś dotykał moich włosów. Całą tą wyprawę zakończył obuwniczy. Oczywiście to ja musiałem taszczyć te wszystkie torby, ale rozumiałem to, bo one były moje. Ciężkie, ale moje.
***Oczami Lili (nazajutrz)
            Usiadłam w ławce szkolnej. Dziś o wiele bliżej nauczycielki. W pierwszej ławce, tam gdzie zwykle siedział Marcel. Dziś go nie było. Może on już nie chce.? Może nie podoba mu się te wszystkie śmiechy, które były jeszcze nasilone. Wyjęłam książki od matematyki i otworzyłam zeszyt, leniwie zapisując temat. Podczas kiedy robiliśmy pierwsze zadanie ktoś zapukał do drzwi. Do klasy wszedł jakiś chłopak. Niesforne loki na głowię, które zostały ujarzmione za pomocą grzywki i odrobiny żelu, koszula w serduszka, która opinała się na jego ciele, czarne rurki i dziwne lecz fajne buty. W ogóle go nie kojarzyłam, ale te oczy i ten głos… one coś mi mówiły. Przerosił za spóźnienie. Usiadł do mnie do ławki i cmoknął mnie w usta.
-Dzień dobry kochanie.
-Czekaj, czekaj. Marcel.?! –pisnęłam
Nauczyciel też się trochę zdziwił. Marcel.?! Nie mogłam w to uwierzyć. Wyglądał jak jakiś grecki Bóg. Niby prędzej też był ładny, ale teraz mogłam zobaczyć to nie tylko ja. Pozbył się spodni od garnituru, białej koszuli, kraciastej kamizelki i tych okularów.
-Może być.?
-Je-jest świetnie –tym razem to ja zająknęłam się na jego widok. –Ale czemu.?
-Wie…
-Fajna koszula. –usłyszałam ten fałszywy głos Evy
-Zajęty – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego przytulając z całych sił.
Moja słodka żabka przemieniła się w seksownego księcia. Może być lepsze zakończenie bajki.?! 
 Ostatnia część imagina o Marcelu. mam nadzieje, że wam się podoba, bo mi nie specjalnie przypadła ona do gustu. Jakaś taka mdła. Jeśli chodzi o bloga to widzę, że nie jest zbyt dużo odwiedzin i właśnie tu wkraczacie wy. Jeśli możecie to rozgłaszajcie go. To dla mnie bardzo ważne. Nie ma sensu czegoś pisać skoro nikt tego nie czyta, no nie.? Więc mówcie o nim swoim koleżanką i w ogóle. Jeśli któraś z nich jest od was to poproście je by wpisały wasz nick czy coś (Imię może być, ale tylko z pierwszą literą nazwiska. np. Marta G.) Wymyślę jakąś nagrodę. Za dziewczynę, która będzie pojawiała się najczęściej w komentarzach. Sądze, ze najlepiej jak będzie to jakiś dedyk. Obojętnie z kim i obojętnie co. Z góry dziękuję.

piątek, 18 października 2013

#3 Marcel cz.3.



            Zniknął nim zdążyłam cokolwiek zrobić. Tak po prostu. Pocałował mnie i uciekł, a ja poczułam, że… że zaczyna mi na nim zależeć. Rozmawiać zaczęliśmy normalnie jakieś dwa dni temu, a już mnie zafascynował. Tylko czemu uciekł.? Zrobiłam mu coś.? Opadłam zrezygnowana na sofę. To pytanie nie dawało mi spokoju.
*** poniedziałek
            Dziś wstałam wyjątkowo wcześnie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się w szkole i spytać go dlaczego uciekł, ale jak ja to zrobię. Każdy patrzy na mnie jak tylko przekroczę próg szkoły. Gdybym z nim rozmawiała zostałabym wyśmiana przez wszystkich. Ja nawet nie wiem czy coś do niego czuję. Jeśli to tylko zauroczenie to nie warto. Pamiętam jak zakochałam się w nim w podstawówce. Nikt o niczym nie wiedział, a później jakoś o tym zapomniałam, ale nie wiedziałam czy na pewno. Teraz… to chyba wróciło. Nawet jeśli mnie wyśmieją to co. Warto, no nie.? Weszłam do znienawidzonego mi budynku. Od razu odszukałam go wzrokiem. Stał na podwórku szkolnym. Pod tym dużym klonowym drzewem. Czytał jakąś książkę.
            Ruszyłam w jego stronę. Niestety drogę zagrodzili mi moi przyjaciele. Alex, Peter, Tom i Eva. Wyrośli jak z pod ziemi. Nie byłam teraz w nastroju. Śpieszyło mi się. Nerwowo rozglądałam się w poszukiwaniu Marcela. Nadal był w tym samym miejscu. Błagam żeby nigdzie nie szedł.
-I jak tam lekcje z Marcelkiem.? –spytał Tom, chyba próbował być zabawny
Alex, Peter i Eva zaśmiali się cicho pod nosem. Brawo , kolejne głupie żarty, które ograniczają się tylko do tekstów „Jesteś głupi” lub „Śmierdzisz” Ten sam poziom inteligencji.
-Świetnie –odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Zrobiliście zadanie domowe.? –zachichotała Alex.
-Tak, w piątek zostałam u niego na kolacji, nazajutrz przyszedł do mnie, pouczyliśmy się algebry i zjedliśmy babeczki.
-Tak, a później mała powtórka z anatomii. –roześmiał się wesoło Peter.
            Nie chciałam słuchać ich głupich żartów. Były na poziomie podstawówki. Z resztą jak najszybciej musiałam porozmawiać z Marcelem. Podeszłam do niego i stuknęłam dwukrotnie w ramię.
-H-hej. –przywitał się nieśmiało.
-Hej. –odpowiedziałam równie zdenerwowana co on. Chyba pierwszy raz rozmawiam z nim normalnie w szkole. –Posłuchaj, ja muszę wiedzieć dlaczego ty wtedy uciekłeś.?
Chłopak zamknął książkę i odwrócił wzrok. Widziałam w jego oczach malutkie łezki, które zbierały się w kącikach. Było mu ciężko, ale dlaczego.? Co poszło nie tak.? Nic mu przecież nie zrobiłam, a może on tego nie chciał.
-Ale nie będziesz się ze mnie śmiała.? –spytał, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
Otarłam ją dłonią, a on zaczął nerwowo bawić się palcami u rąk jakby były najciekawszą rzeczą na świecie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. On cały czas milczał.
-Marcel, powiedz. Ja obiecuję nie będę się śmiać.
Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczami. Zrobiło mi się go tak momentalnie żal.
-Bo ty mi się podobasz. Bardzo. Zakochałem się tobie. –zaczął, ale ja nadal nie widziałam w tym sensu. To akie złe, ze trzeba płakać. – Myślałem, że tego nie chcesz, że będziesz się potem wstydzić, więc wolałem sobie iść.
Kolejne kropelki jego słonych łez spadły na ziemię. Nie wierzyłam w to co słyszę. Zakochał się we mnie, więc Alex miała rację. On mnie kochał i to od dawna.
            Nie wiedziałam jak się zachować, ale skoro znam całą prawdę nie mogę go tak odrzucić. W końcu też coś do niego czuję. To co pomyślą sobie moi przyjaciele to teraz jest nic nie wartę. Jeśli naprawdę mogę im ufać zrozumieją. Jeśli nie, to dziękuje po lewej są drzwi.
-Marcel…
-Przepraszam. –przerwał mi ocierając swoje oczy.
-Pocałujesz mnie.? –szepnęłam muskając wargą jego ucho.
Chciałam żeby to zrobił. Był dla mnie ważny. Najpewniej zaraz rozniosą się różne komentarze, ale ja mam to gdzieś i tak już jestem na straconej pozycji, bo z nim rozmawiam. W życiu są ważniejsze rzeczy niż popularność. To nie długo minie, a miłość.? Ona może zostać na zawszę
            Chłopak przez chwilę nie wiedział co zrobić. Uśmiechnęłam się do niego, a kącik jego ust uniósł się do góry. Zbliżył się do mnie, a jego usta naparły na moje. Był pewniejszy niż za pierwszym razem. W sobotę nie wiedział czy tego chce, a teraz ma stuprocentową pewność, że tak. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągnęłam bliżej siebie pogłębiając tym samym pocałunek.
-O pan i pani Styles. – usłyszałam głośny śmiech Evy.
-No co ty. Pani i pani. –dodał zwijający się ze śmiechu Peter.
Marcel znów spuścił wzrok. Pewnie przejął się tym, że teraz cała szkoła będzie się śmiać. Wiedziałam, że nie chciał. Moi „przyjaciele” byli okropni. Teraz widziałam jaką krzywdę mu robiłam.
-I kto to mówi.? Koleś, który swój pierwszy raz przeżył z prostytutką.
-Ta, przynajmniej ja mam za sobą ten pierwszy raz.
-Czy ty w ogóle widzisz jak on wygląda.?! –oburzona Alex wskazała na Marcela.
-Widzę, jest śliczny. – odpowiedziałam splatając nasze dłonie.
-Śliczny.?! Dziewczyno on wygląda jak jakiś geek.
-Jesteście okropni.
-Przynajmniej nie wyglądamy jakby nas koza przeżuła. –zaśmiał się wyraźnie rozbawiony Tom
-Czy ty się słyszysz.?! Jak możesz mówić takie coś skoro sam wyglądasz jak po spotkaniu z pociągiem towarowym. Ludzie ogarnijcie się. W czym on jest od was gorszy.?! W tym, e nie musi się chować za toną tapety, że nie potrzebuje jakiś super ciuchów. Tom ty jesteś tylko jakimś pryszczatym bachorem, którego każdy lubi, bo ma kasę, Eva to ma na sobie chyba z tonę tapety, ale jej to i tak nie pomaga, Alex gdyby wyciągnęła te wkładki ze stanika była by płaska jak deska, a ty Peter.? Ściągnij te wszystkie łańcuchy fullcapa i pogadamy, bo naprawdę wyglądasz jak przeżuty żelek. Marcel przynajmniej nie musi udawać, że jest niewiadomo jaki świetny, bo sam w sobie jest wyjątkowy.
            Miałam ich szczerze dość. W końcu dowiedzieli się co o nich myślę, no i dobrze. Miny im zrzedły. Pociągnęłam Marcela w stronę szkoły. Usiedliśmy na ławeczce pod klasą od matematyki.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. –cmoknęłam go w policzek i wyciągnęłam jego ulubione babeczki. – Moja mama robiła specjalnie dla ciebie. Powiedziała, ze musi cię poznać.