-To jak zaczynamy.? –spytał pocierając ręce.
-Chyba po to tu jestem.
-No tak.
Korepetytor właśnie zaczął mi tłumaczyć na czy polega omawiany
dziś temat. Robiłam wcześniej już kilka zadań by Pan Styles mógł sprawdzić czy
zrozumiałam na czym on polegał, więc nasze spotkanie było już tak jakby w
środku.
Po tym jak
omówiliśmy temat zaczęłam zadania. Powiem szczerze kiedy on to mówił wydawało
się jakieś takie prostsze. Może to dla tego, że byliśmy sami i cała jego uwaga
skupiała się na mnie i moich błędach z niezrozumieniem jakiejś części. Zadania
wykonałam szybko także mogłam wyjść już do domu. Zaczęłam się pakować jednak
Pan Styles zatrzymał mnie. Odwróciłam do niego twarz przerywając wcześniejszą
czynność.
-Tak.?
-Wiesz nie dopiłaś herbaty. –zauważył –Może przyniosę
ciasto. Mama mi niedawno przywiozła i…
-Nie trzeba- przerwałam mu
-Nie wstydź się. Zaraz ci przyniosę. Zjemy sobie, a później cię
odwiozę.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on już był w kuchni.
Nawet nie dał mi szansy na wypowiedzenie się. Korepetytor wrócił po kilku
minutach z ciastem. Podał mi talerzyk i mały widelec i na łożył ciasta. Sobie
wziął taki sam kawałek. Od razu zabrał się za jedzenie. Ja także spróbowałam.
Mogę jasno stwierdzić, że już kocham jego mamę. To była normalna czekoladowa
pychota. Kawałek szybko znikł z jego talerza jak i mojego. Nie było na co
czekać.
-Może jeszcze.?
-Nie dziękuje, ja już chyba pójdę.
-Odwiozę cię.
-Niech się pan nie tru….
-Harry. –mężczyzna wyciągnął do mnie prawą dłoń.
Zawahałam
się. W końcu to mój nauczyciel. Bądź co bądź powinien budzić respekt. Jakby to
wyglądało w oczach innych.? Sama Elizabeth po tym jak dał mi kwiaty na przeprosiny
oszalała, a reszta.? Wolę nie myśleć co oni teraz o nas myślą.
-Ja nie wiem czy to dobry pomysł.
-Zróbmy tak na zajęciach jestem Pan Styles, poza szkołą
Harry. –zaproponował
Chwyciłam jego dłoń. Tak mogło być. O ile nie rozniesie się
to po szkole to jest dobrze.
***trzy miesiące później
Od tamtego
dnia jakoś zbliżyłam się d Harryego. Stał się mi bardziej bliski. Jesteśmy
teraz jak dobrzy przyjaciele, a nie jak nauczyciel, uczeń. Przychodziłam do
niego jeszcze częściej. Spotykaliśmy się nawet po za korepetycjami. Chodziliśmy
na taco, na lody, do parku… takie normalne wyjścia. Zawsze musieliśmy jechać
gdzieś dalej żeby nie widział nas nikt ze szkoły. Nie wiedziałam, ze stanie mi
się on tak bliski. Czułam się jakbym znała go całe lata.
Właśnie
wchodziłam do budynku szkoły. Zauważyłam go przy schodach, pełnił dyżur na
korytarzu. Uśmiechnęłam się chcąc, nie chcąc. Ruszyłam na górę do Sali 103
gdzie odbywała się właśnie matematyka, później z koleżanką zeszłyśmy na dół by
wyjść na dziedziniec.
-To jak w piątek jedziesz z nami do kina.? –zapytała
Elizabeth.
Bardzo chciałam jechać na ten film. Ponoć był świetny.
Przypomniało mi się, że umówiłam się z Harrym na robienie spaghetti. Musiałam
odmówić. Wolałam spotkać się z nim. Było to dziwne, bo El była moją najlepszą
przyjaciółką od przeczkola, a teraz wolę spotkac się z nauczycielem.
-Sorki nie mogę.
-Dlaczego.?
-Jadę z mamą do babci.
-Nie możesz się z tego jakoś wykręcić.?
-Nie. Przepraszam. –wykręciłam się szybko.
Usiadłyśmy
na fontannie gdzie aktualnie przebywała jeszcze Gretta. Uczennica klasy wyżej.
Była ona przewodniczącą szkoły. Jedyny rudzielec w szkole. Mimo to była bardzo
ładna. Elizabeth zaczęła mi opowiadać śmieszną historię o tym jak kot podrapał
i ugryzł jej babcie. Nawet nie
wiedziałam, że koty gryzą, a ty proszę.! Człowiek uczy się całe życie.
Usłyszałam ciche szepty i śmiechy. Uniosłam głowę i spostrzegłam, że połowa
szkoły patrzy teraz w moja stronę. Każdy miał na ustach głupi uśmieszek.
Najgłośniejszy i najbardziej rozbawiony był chyba David, szkolny podrywacz.
Mówiono, ze zaliczył większość dziewczyn w tej szkole. Zaczął podążać w naszą
stronę. Usiadł obok mnie.
-Lili, mógłbym się umówić na wizytę. Zapłacę z góry.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Elizabeth też patrzała na
niego jak na idiotę. O co mogło mu znowu chodzić.
-Nie rozumiem.
Chłopak wyciągnął jakąś pogięta karteczkę z kieszeni. Podał
mi ją do rąk, a ja szybko ją odwinęłam.
Nie mogłam uwierzyć w to co
widzę. Było tam jakieś moje przerobione zdjęcie i oferta, że się sprzedam. Nie
wiem kto to mógł zrobić, ale jest cholernym dupkiem. Właściwie jedna osoba
przychodziła mi do głowy. Podła idiotka. Łzy napłynęły mi do oczy.
Powstrzymałam je szybko mrugając. Zawsze robili mi jakieś dowcipy z powodu
tego, że jeszcze ego nie robiłam, ale to już jest przegięcie. Zawinęłam to w
kulkę i wyrzuciłam za siebie.
-To jak. Jutro mogę przyjść.?
Gorąca ręka
Davida powędrowała ku górze. Sprytnie wślizgnęła się pod bluzkę i kierowała się
w stronę stanika. Nie wytrzymałam. To było okropne. Czułam jak już sobie to
wszystko wyobraża… Uciekłam stamtąd. Nie zważałam na śmiechy uczniów czy na
głupie komentarze tego zboka. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu.
Przebiegłam przez dziedziniec i wpadłam zapłakana do szkoły. Od razu ruszyłam w
stronę drzwi jednak cos mnie zatrzymało. Mianowicie ręka Loczka. Mężczyzna
złapał mnie za nadgarstek i nie chciał puścić.
-Lili.. –zaczął łagodnie.
Nie słuchałam go. Wyrwałam się i wybiegłam z budynku. Curly
nie dawał za wygraną pobiegł za mną i dopadł mnie na parkingu. Był co najmniej
uporczywy.
-Co się stało.?
-Oni są okropni. –wtuliłam się w gorące ciało mężczyzny i
rozpłakała jeszcze gorzej.
Nie
zważałam teraz na to czy ktoś mnie widzi. Było mi to potrzebne. Jak cholera.
Musiałam to zrobić. On mnie po prostu uspokajał samym dotykiem, obecnością…
sobą.
-Posłuchaj ja muszę wrócić do szkoły, ale zamówię ci taxi i
pojedziesz do mnie. Rodzice nie mogę wiedzieć, że nie ma cię w domu. Gdyby coś
było nie tak zadzwoń. Później porozmawiamy.
Skinęłam głową. Nic więcej mi nie było potrzebne, tylko ciepła rozmowa z
Loczkiem. Znów skryłam się w jego ciepłych ramionach i zaciągnęłam się jego
zapachem. Te perfumy były obłędne. Jak cały on. Wydawało mi się, ze wybiera
tylko te rzeczy tak dobre jak on. Curly wyciągnął telefon i zamówił mi taxi i
dał klucze do swojego mieszkania
Chłopak
musiał wrócić do pracy. Rozumiem. Nie mógł tak wszystkiego zostawić i mnie
pocieszać. Nawet go o to nie prosiłam. Obiecał, ze porozmawia ze mną później.
Zaufał mi już na tyle by dać kluczę do swojego domu. Dawał mi już je prędzej gdy jechał na parę
dni do rodziny. Musiałam wtedy zaopiekować się jego kotem i podlać kwiaty.
Jeśli było zimno to pilnować by temperatura w piecu nie spadła.
Samochód
przyjechał po kilku minutach. Wsiadłam do niego i podałam adres. Zawiozła mnie
tam bardzo szybko. Jeszcze nie było korków, więc nie musiałam nudzić się
godzinami w aucie. Tak jest w Londynie. Drogę, którą pokonasz normalnie w
dziesięć minut, tu o piętnastej pokonujesz w kilka godzin. Zapłaciłam mu
należność i weszłam do domu Harryego. Jak zwykle mały kociak zbiegł na
powitanie . Wzięłam go na ręce i rozsiadłam się na białej sofię.
-Ale ty mnie lubisz, prawda.? –zapytałam jakbym miała
otrzymać odpowiedź
Kociak zamruczał i potarł główką o moją rękę. Kochana
przylepka.
Godziny
mijały dość mizernie. Jakby wskazówki zatrzymały się. Żółwie tępo. W końcu
wybiła ta pożądana piętnasta. Chłopak powinien być w domu już jakieś półgodziny
jak nie godzinę, ale rozumiem korki. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a w
progu staje Loczek. Rzucił swoją aktówkę gdzieś w kąt salonu i podszedł do
mnie. Pogłaskał kociaka i spojrzał na mnie. Jego oczy były takie przenikliwe
jakby dzięki nim widział co mnie boli.
-Powiesz o co chodziło.? –przerwał niezręczną ciszę.
-Jakbyś nie wiedział. I tak pewnie widziałeś już te
wszystkie zdjęcia. –burknęłam i drapnęłam kota za uchem
Znów zapadła ta denerwująca
cisza. Nie miałam odwagi jej przerwać. Nawet nie chciałam. Nie lubiłam
opowiadać o tym jak to bardzo jestem biedna. W rzeczywistości nie byłam. Paru chłopaków w szkole naśmiewało
się ze mnie, że jeszcze tego nie robiłam. Co prawda dołącza się do nich parę
osób, ale to sporadycznie. Od pewnego czasu zaczęło mi to już doskwierać ich
żarty stały się jeszcze gorsze niż normalnie.
-Dawno ci już tak dokuczają.?
-Czy ja wiem.? Od pewnej imprezy, graliśmy w butelkę i im o
tym powiedziałam. Wtedy to się zaczęło. –oznajmiłam na jednym wdechu
-Czegoś tu nie rozumiem. –westchnął przybliżając się do mnie
–Jak to możliwe, że taka dziewczyna jak ty jeszcze tego nie robiła.?
Uśmiechnął się do mnie tym
zniewalającym uśmiechem i odgarnął mi jeden kosmyk za ucho.. Przez chwilę nawet
mi się podobało, ale później mój rozum dał o sobie znać. Lekko odepchnęłam jego
rękę i odwróciłam wzrok. Jego ciało zbliżyło się do mnie jeszcze bardziej, a
ręka wylądowała na udzie.
-Lili…
-Daruj sobie. Proszę, tylko nie ty. Zaczniesz mi gadać takie
rzeczy w oczekiwaniu, że będę twoja zabawką na jedną noc i zniknę.
Nie chcę tego. Po prostu nie potrafię pojąć jak chodząca
perfekcja nie znalazła sobie faceta.
Strzepnęłam jego rękę z mojej
nogi i odsunęłam od niego. Brawo jeszcze on.! Miałam go za przyjaciela, a teraz
stracę jeszcze jego. Nie potrafiłabym do niego przychodzić wiedząc, że chce
mnie zaliczyć. Może podobał mi się trochę…. Trochę mocno, ale nie pozwolę mu na
to.
-Nie chcę byś była zabawką na jedną noc. Znaczysz dla mnie o
wiele więcej. – szepnął odsuwając się od mnie.
Zdziwiłam się na jego słowa. Mimo iż wiedziałam, ze mogą być
nieprawdziwe i niezgodne z jego uczuciami wywarły na mnie ogromne wrażenie. Nie
każdy umie powiedzieć coś takiego. Nawet jeśli to kłamstwo.
-Przestań. –syknęłam zaciskając powieki.
-Ale jak.? Jeszcze nie nauczyłem się przestać kochać. Nawet
jeśli bym umiał to nie chciałbym tego zrobić. Przy tobie czuję się jakoś…
-Stop.!- przerwałam mu podnosząc się z sofy.
Odeszłam na
parę kroków i podparłam się o ścianę. Doprowadzał mnie do białej gorączki.
Czego on nie rozumiał.?! Ja się na to nie nabiorę. Szkoła mnie tego nauczyła i
ci wredni idioci, a on teraz będzie mi wmawiał, że mnie kocha.
-Lili, posłuchaj i choć raz mi nie przerywaj. –podszedł do
mnie. Nabrałam powietrza i głośno je wypuściłam. –Gdybym chciał cię tylko
zaliczyć nie starałbym się tak. Równie dobrze mógłby pójść do Roxy i ją
przelecieć, ale mi zależy na tobie.
Mówił
prawdę. Roxy to była najgłupsza dziewczyna z naszej klasy. Dałaby każdemu i
każdy to wiedział. Nie raz moi przyjaciele chwalili mi się co z nią robili.
Jeśli ja nie chcę i dobitnie mu to pokazuję to w końcu zostawiłby mnie w
spokoju bo zaliczenie nie jest warte tego wszystkiego. Chłopak zbliżył się do
mnie, a jego ręka znalazła się na moich biodrach przyciągając mnie do siebie.
Jego ciepłe wargi momentalnie znalazły się na moich. Był delikatny, ale
wiedział czego chciał. Mimo iż mu uległam to z każdą chwilą jego uścisk rósł w
siłach jakby bał się, że mu ucieknę. Odsunął się na chwilę od mnie i spojrzał
mi w oczy. Miałam ochotę złapać go i wpić się w jego malinowe usta. Wyprzedził
mnie.
Wrażliwie
musnął je by później przejść do czegoś głębszego.
Rozchyliłam usta pozwalają mu wtargnąć do środka. Wplotłam swoje palce w
miękkie loki chłopaka i pogłębiłam pocałunek. Straciłam równowagę i razem
przewróciliśmy się na ścianę. Loczek cały czas trzymał mnie jedną ręką, a drugą
podparł się ściany nie przerywając tego co było pomiędzy nami.
-Chodź.
Curly posłusznie wykonał moje
polecenie. Pociągnęłam go za nadgarstek w stronę sypialni. Doskonale wiedziałam
gdzie się znajduję. Byłam tu setki razy. Często prosił bym coś z niej
przyniosła. Znów wróciłam do Hazzy. Ciepłe dłonie Harryego wtargnęły pod moją
koszulkę drażniąc skórę. Złapał za kraniec materiału i ściągnął mi ją przez
głowę. Nawet nie widziałam gdzie poleciała. Nie przejmowałam się tym. Nie chcąc
być gorsza. Rozpięłam koszulkę mężczyzny. Było to łatwe gdyż kraciasta koszula
miała już wyrobione dziurki, a pierwsze trzy, rozpięte guziki jeszcze ułatwiły
mi sprawę.
Duża dłoń chłopaka znalazła się
na moich udach. Podniósł mnie do góry i zaniósł na łóżko. Hazz zrzucił z siebie
materiał, który przed chwilą rozpięłam i z gracją dorównującą kotu podszedł do
mnie. Jego ciężkie ciało zawisło nad
moim. Nie mogłam nacieszyć się widokiem jego torsu. Był taki… taki idealny.
Jeździłam po nim rękoma wyczuwając każde najdrobniejsze wgłębienie czy
wypukłość. Loczek zaczął obdarowywać moją szyje pocałunkami w między czasie
rozpinając mi spodenki. Niewiarygodne jak szybko mu to poszło. Uniosłam biodra
by pomóc mu w ściągnięciu ich. One także poleciały gdzieś w kąt pokoju.
Ja oczywiście miałam z tym lekkie
problemy, bo pasek chłopaka jak na złość się zaciął. Usłyszałam ciche śmiechy
Harryego. Nie wiedziałam, ze to aż takie zabawne. Podniósł się i samodzielnie
ściągnął spodnie. Zobaczyłam, że w bokserkach tworzy mu się już sporych
rozmiarów wybrzuszenie. Momentalnie moje policzki pokryły się czerwienią.
-Jest jeszcze sporo rzeczy, których będę musiał cię nauczyć-
zachichotał.
Chłopak złapał za gumkę od swoich bokserek i już miał je
pociągnąć w dół, ale zatrzymał się i spojrzał na mnie.
Odwróciłam
szybko wzrok i teraz widziałam jego uśmieszek i iskierki w oczach. Dłoń
chłopaka chwyciłam moją i przyłożyła ją do swojego przyrodzenia. Odruchowo
spojrzałam w tamtą stronę. Gorąca ręką chłopaka ścisnęła moją co sprawiło, ze
jego kolega także został dotknięty. Delikatnie jeździł nią po nim. W końcu
skierował moją dłoń do bokserek. Spojrzałam w jego oczy. Patrzał na mnie
wyczekująca. Nie wiedziałam co mam robić. Pierwszy raz widzę… no znaczy dotykam
„kawałek” mężczyzny.
Chyba
zauważył to, bo po chwili ściągnął kawałek tkaniny, która opadła mu do kolan.
Nie wierzyłam w to co widzę. Przed mną stał…a raczej klęczał nagi mężczyzna, na
jego twarzy widać było niegrzeczny uśmieszek, a ja… ja trzymałam w ręku jego
spore przyrodzenie. Myślałam, ze tylko czarnoskórzy są w stanie mieć takie, a
ty proszę…i to jeszcze u mojego nauczyciela.
Zrobiło mi
się gorąco. Temperatura mojego ciała podskoczyła. Na twarzy poczułam drobne
mrowienia. Nie potrafię tego opisać. Nie zwracałam teraz uwagi na nic. Nie
przejmowałam się, że to mój nauczyciel, że rodzice mogą mnie szukać, że ktoś
może nas przyłapać, bo prawdopodobnie on nie nakluczył drzwi… ni… liczył się
tylko on.
Przejechałam
dłonią po całej jego długości, a on odchylił głowę do tyłu. Ponownie wykonałam
czynność uważnie przyglądając się jego reakcji. Chłopak zacisnął powieki kiedy
przyśpieszyłam swoją pracę.
-Chodź tu. –złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
Harry ułożył się na łóżku, a ja cmoknęłam go w usta.
Spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem i wiedziałam co robić. Zeszłam niżej by
mieć lepszy dostęp.
-Jeśli nie chcesz to nie musisz.
Pokręciłam głową. Chciałam tego. Nie wiem czemu, ale to było
moje marzenie w tej chwili. Nigdy o tym tak nie myślałam. Zawsze wydawało mi
się to ohydę, ale teraz… było zupełnie inaczej. Kiedy to był on mogłam zrobić
wszystko.
Ucałowałam
go i zassałam czubek jego kolegi. Zamknęłam oczy i przejechałam po nim
językiem. Kiedy jego kolega całkiem znikł w moich ustach musiałam zignorować
odruch krztuszenia się. Poruszałam rytmicznie głową. Najpierw powoli. Musiałam
przyzwyczaić się do dziwnego uczucia. Z każdą chwilą jednak przyśpieszałam.
Musiałam pomóc sobie ręką, bo nie byłam w stanie wziąć go całego do buzi w tak
szybki tempie. Spojrzałam na chłopaka. Rozchylił usta i nabrał głośno powietrza
by później wypuścić je jako jęk. Wplótł dłonie w moje włosy i sam nadawał mi
tępo pracy. Po pokoju roznosiły się jęki chłopaka. Zaczął poruszać biodrami w
takim samym czasie co rękoma. Moje ręce położyłam na jego udach by wybrać jakąś
lepszą pozycję. Poczułam jak jego członek drży, a moje usta wypełniają się
ciepłą cieczą. Chłopak krzyknął na to zdarzenie. Przycisnął moją głowę do
siebie, a kiedy upewnił się, ze połknęłam wszystko puścił i przyciągnął do
siebie.
Obrócił nas
tak, że to teraz ja byłam pod nim. Jedną ręką rozpiął mi stanik i wyrzucił go
gdzieś za siebie. Ustami zjechał do moich piersi. Całował każdy ich skrawek.
Zaczął przygryzać sutki na co ja cicho jęknęłam. Drugą dłonią pozbył się
ostatniej części mojej garderoby. Poczułam jak gładzi wewnętrzną stronę ud.
Rozchylił je delikatnie robiąc sobie miejsce pomiędzy. Główka jego członka
otarła się o moje wejście, a on widząc moją reakcje uśmiechnął się szeroko.
-Na pewno tego chcesz.?- szepnął muskając płatek mojego
ucha.
-Bardzo.
Sięgnął po
coś do szafki nocnej. Wyciągnął z niej małą paczuszkę. Otworzył to i wyciągnął
prezerwatywę. Założył ją w mgnieniu oka. Ponownie ułożył się na mnie
podpierając się jedną ręką odciążając mnie tym samym. Chłopak przyłożył swojego
penisa do mojego wejścia i wpił się w moje usta.
Zaczął na
mnie napierać. Robił to powoli jednak w końcu natrafił na przeszkodę i musiał
dołożyć trochę siły. Pchnął mocno, a ja poczułam jak ból rozchodzi się po całym
moim ciele. To było okropne, ale wartę chwili. Poruszał się najpierw
delikatnie. Ból powoli znikał, ja
rozluźniłam napięte mięśnie. Chłopak z czasem zaczął przyśpieszać, a widząc
moje zadowolenie nie ograniczał się w tym co robił.
Jego ruchy
wprawiały mnie w obłęd. Nie wiem jak szybko się ruszał, ale z każdym pchnięciem
napinał się tak, ze mogłam dostrzec każdy jego mięsień. Wbiłam mu paznokcie w
plecy i przejechałam po linii kręgosłupa. To było tak niepoprawnie
przyjemne.. Nie kontrolowałam się. Nie
mogłam przestać jęczeć. Gdyby wiedziała, ze to tak przyjemne już pierwszego
dnia załapała bym tego idiotę i zgwałciła w kantorku woźnego. Całe
pomieszczenie wypełniło się naszymi jękami. Łóżko skrzypiało pod naszym
ciężarem, a sapania chłopaka wprawiały mnie w obłęd. Wszystko łączyło się w
jedną harmonię. Chłopak złapał za moją nogę i położył ją gdzieś na swoim
biodrze. Przytrzymał ją tam gdyż sama nie mogłam jej utrzymać. Moje ciało było
jakby z gąbki.
Nie
wiedziałam co się ze mną dzieje. Harry przyśpieszył jeszcze bardziej. Jęki
chłopaka, które trafiały wprost do mojego ucha jeszcze bardziej potęgowało
przyjemne uczucie.
-Harry. –pisnęłam
-Poczekaj… chwilkę- wysapał na co ja skinęłam głową.
Nie wiedziałam czy wytrzymam. Obiecałam mu, więc spięłam
swoje wszystkie mięśnie nie dopuszczając by ekstaza objęła całe moje
ciało. W końcu nadszedł ten moment. Nie
wiedziała co się ze mną dzieje. Wygięłam się w łuk i krzyknęłam imię chłopaka,
który sprawiał mi tyle przyjemności. On także wykonał ostatnie pchnięcia, które
były znacznie mocniejsze od poprzednich i tak samo jak ja krzyknął na całą dzielnice.
Byłam pewna, ze sąsiedzi dobrze usłyszeli kto jest w domu.
Hazz opadł zmęczony
na miejsce obok. Wtuliłam się w jego rozgrzane ciało i próbowałam unormować oddech.
Nie było to łatwe. Kiedy w końcu mi się udało zacisnęłam powieki by ogarnąć to wszystko
we własnym umyślę.
-Kocham cię, wiesz.? –wysapał Harry
-Ja ciebie też. –cmoknęłam go w linię szczęki.
Wszystko byłoby
dobrze gdyby ktoś nie przerwał tej całej sielanki. Po domu rozniósł się odgłos pukania
i dzwonka. Nie wiem kto to był, ale zapewne słyszał całe te zajście. Harry długo
nie myśląc podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się po pomieszczeniu.
-Lili, podasz mi bokserki.? –spytał wskazują na szafkę nocną.
Otworzyłam ją i wyjęłam jedną parę w różowe kotki. Moją uwagę
jednak nie przykuły dziwne wzorki, ale coś innego. Sięgnęłam po błyszczącą rzecz
i przekręciłam ją kilka razy w palcach. W oczach zaświecił mi się jakiś napis. „Natalia
26.06.2015”
Nie mogłam w to uwierzyć, przecież to było jakieś kilka miesięcy
temu. Nie wiem może pół roku.
-Harry.. –wydukałam i pokazałam mu obrączkę
Chłopak spojrzał na mnie przestraszony
i od razu złapał mnie za ręce. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież on mnie okłamał.
Okłamał ją… wszystkich… Nawet nie miał odwagi ją założyć. W tej chwili był dla mnie
zwykłą świnią.
-Kochanie posłuchaj, to nie wyszło i…
Wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek.
-Jesteś dla mnie nikim- powiedziałam po przez łzy.
-Poczekaj.
Ubrałam się szybko w rzeczy, które znalazłam w jego pokoju i
wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na kogoś w drzwiach. Słyszałam jeszcze jak
mnie woła, ale teraz mnie to nie obchodziło. Jak on mógł mnie tak okłamać.? Przecież
ja zaufałam mu do tego stopnia… ja mu się
oddałam. Dałam mu swoją niewinność, a on.?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz