wtorek, 8 października 2013

#1 Harry Styles cz.1



Siedziałam właśnie opatulona ciepłym kocem. W ręku trzymałam kubek z parującą cieczą. Zima, godzina szesnasta, a nadal było ciemno. Gemma miała przyjść jakieś dwie godziny temu, ale rozumiem korki i do tego ten śnieg. W końcu usłyszałam pukanie. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i upewniając się przez okno w drzwiach, wykonane ze szkła weneckiego, że to ona otworzyłam drzwi.
-Boże, ale zmarzłam. –wręcz wskoczyła do środka.
-Zrobię ci herbatę. –zaproponowałam
Nastawiłam wodę. Czajnik po jakimś czasie zaczął gwizdać informując mnie, że woda się zagrzała. Zalałam herbatę i dosypałam odpowiednią ilość cukru. Cytryny też nie zabrakło. W końcu to zima, a cytryna podnosi odporność. Zaniosłam kubek w kotki Gemmie, która zdążyła wślizgnąć się pod koc.
-To jak zaczynamy.? –spytałam podając jej kubek z parującą cieczą
-Tak. –odpowiedziała biorąc łyk.
Wyciągnęłam zeszyty od biologii i podałam jej. Dziewczyna otworzyła na odpowiedniej stronie i zaczęłyśmy się uczyć.
***
Odłożyłam książki do plecaka. Gemma też się już pakowała. Uczyłyśmy się już ponad trzy godziny. Nie moja wina, że miałam sprawdzian, a ona była w tym dobra. Oczywiście była starsza o parę lat, więc znała to już na wylot.
-To jak jutro u mnie.? –spytała przytulając mnie
-Nie sądzę, że to najlepszy pomysł –próbowałam się wymigać.
-Dlaczego.? –zdziwiła się
-Twój brat raczej średnio za mną przepada.
Gemma tylko machnęła ręką i dopięła ostatnie guziki od swojej kurtki zimowej. Pożegnałyśmy się i już po chwili ona znikła.
Opadłam zrezygnowana na sofę. Ona chyba zwariowała, przecież Harry mnie nie nawiedzi. On każdego nienawidzi. Typ takiego Bad Boya. Gemma powiedziała, że nawet rodzice sobie z nim nie radzą. Bałam się go, tak jak reszta szkoły. Trzymał się z grupką jakiś idiotów, ale nawet oni nie czuli się swobodnie w jego towarzystwie, ale cóż… jakoś przeżyje.
***
Ubrałam swój ulubiony biały sweter i granatowe rurki. Uczesałam się w kłosa i szybkim krokiem podążyłam do auta. Miałam już dziewiętnaście lat, więc to normalne. Zdałam prawko jakiś rok temu. Tata mnie wszystkiego uczył. Podeszłam do dużych dębowych drzwi i zapukałam. Otworzyła mi dość zdenerwowana Gemma.
-Hej, co się stało.? –spytałam wchodząc do środka
-Robin miał jakiś wypadek w pracy i jest teraz w szpitalu. –poinformowała mnie, a ja zamarłam – Miałam teraz jechać, ale jest tu nasza mała kuzynka. Wczoraj ją przywieźli i nie wiem co z nią zrobić. Do szpitala jej nie zabiorę, a wiesz jaki jest Harry. –westchnęła ciągnąc się za końcówki włosów
-Ja z nią zostanę- zaoferowałam się
            Bałam się tu zostać. Sama z Harrym i tym maluszkiem. Ona mnie nie obroni. Gemma pokazała mi gdzie jest dziewczynka i wręcz wybiegła z domu. Usiadłam koło małej i podałam jej pluszowego kotka.
-Hej. –przywitała się ze mną –Teraz ty będziesz się ze mną bawić.
-Tak, bo wiesz ciocia musiała załatwić ważną sprawę- uśmiechnęłam się do niej
-Fajnie, bo ciocia nie umiała się bawić.
***
            Właśnie łaskotałam Laurę kiedy zadzwonił telefon. Przestałam na chwilkę, a roześmiana dziewczynka łapała oddech. Widząc, ze dzwoni do mnie Gemma niewiele myśląc odebrałam telefon.
-Tak.?
-Posłuchaj, to się trochę przeciągnie. Wiem, że miałyśmy się uczyć, ale nie wiem kiedy wrócę. Może nad ranem. Mogłabyś zrobić jakiś obiad. Jeśli czegoś brakuje idź do sklepu później ci oddam. Jeśli chodzi o noc to możesz przespać się w pokoju gościnnym.
-Dobrze, tylko…
Nim zdążyłam coś powiedzieć usłyszałam dźwięk zakończonej rozmowy. Dobrze, ze chociaż była sobota i nie musiałam martwić się o szkołę. Harry jak dotąd także mi nie przeszkadzał, więc było dobrze.
-Wiesz, zostanę trochę dłużej i ciocia kazała mi zrobić obiadek, co byś chciała.? –zapytałam
Biorąc małą na rączki.
Laura uniosła ramiona i wdała wargę. Wyglądała naprawdę komicznie. Zmierzwiłam jej włoski i cmoknęłam w policzek na co ta szeroko się uśmiechnęła i zachichotała.
-A może lasagne.?
-A co to.?
-Zobaczysz. Jak ci nie zasmakuje to  zrobimy coś innego, zgoda.?
-Zgoda. –krzyknęłam mała unosząc ręce do góry.
            Miałam nadzieje, ze włączę małej jakąś bajkę i sama się sobą zajmie, bo bałaby się, ze w kuchni coś może się stać. Niestety telewizor jak i sofę okupował już Harry. Rozłożył sę na całej jej długości. Przełknęłam ślinę.
-Przepraszam.- zaczęłam cicho
On odwrócił się do mnie, a jego spojrzenie mnie sparaliżowało. Było takie przenikliwe. Czułam się jakby badał mnie swoim wzrokiem, ze wyczuwał każdy mój lęk, czy drgnięcie.
-Miałam zrobić obiad i chciałam włączyć małej jakąś bajkę może mógłbyś…
Chłopak wstał z sofy nie pozwalając mi dokończyć. Jego ciało znajdowało się tak blisko mojego. Dobrze, że na rączkach miałam Laurę, zachowałam tym trochę przestrzeni. Jego gorący oddech czułam na swoim czole, dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki. Niby zawsze to wiedziałam, ale teraz dokładniej.
Posadziłam małą na sofię, a ta sama wybrała sobie jakąś bajkę. Długo nie zwlekając poszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać obiad. Na szczęście lodówka była wypełniona po brzegi i z łatwością znalazłam potrzebne produkty. Włożyłam prawię gotowe danie do piekarnika i pozostało mi czekać. Nastawiłam go już tylko na 200 stopni i westchnęłam. Trzeba by było tu posprzątać. Odłożyłam wszystko na swoje miejsce i wytarłam sos pomidorowy z blatu.
Poczułam gorący oddech na szyi, który sparaliżował mnie od karku w dół. Nie mogłam się ruszyć. Wiedziałam kto to i ta świadomość bardziej mnie przerażała. Jego ręka odgarnęła mi kilka kosmyków z ramienia. Jego ręce zawędrowały gdzieś na moje biodra odwracając mnie do siebie. Z wielką siłą docisnął mnie do mebla sprawiając mi tym niesamowity ból. Nie miałam siły nawet syknąć czy wypowiedzieć najmniejsze słowo. Spojrzałam odruchowo w jego oczy. Nie wiedziałam o czym teraz myśli. Na jego twarzy nie ukazywały się żadne emocje. Tęczówki przybrały odcień chłodnej zieleni. Jego ciało naprało na mnie, a ja musiałam podeprzeć się o blat rękoma żeby nie stracić równowagi.
Chłopak widząc jak się boje uniósł kącik ust i odsunął się od mnie. Odszedł. Odetchnęłam z ulgą. Wygrał. Nie potrafiłam na to zareagować. Poszedł sobie ze zwycięską miną. Nie wiem jak ja przeżyję tu noc. Minęło kilkanaście minut, a lasagne była gotowa to wyjęcia. Nakryłam do stołu i nałożyłam każdemu taki sam kawałek. Jeśli ktoś będzie chciał weźmie jeszcze. Zawołałam Laurę, która natychmiast zjawiła się przy stolę. Harry nadal nie przychodził. Dla mnie to dobrze, ale chyba musiał coś zjeść. Po jakimś czasie przyszedł. Wyjął szklankę i nalał sobie soku jabłkowego.
-Wujek, zjesz z nami obiad.? –zapytała Laura cała umazana od sosu
Chłopak tylko zgromił ją spojrzeniem i wziął kolejny łyk cieczy.
-Przepraszam. –mała spuściła głowę i kontynuowała jedzenie.
            Debil. Tak traktować małe dziecko. Przecież ona nic mu nie zrobiła, a ten tak zareagował. Z drugiej strony to budzi respekt. Samym spojrzeniem potrafił pozbawić człowieka chęci do życia. Gratuluję.
-Zjesz z nami.? –ponowiłam pytanie dziewczynki
Curly burknął coś pod nosem i usiadł do stołu. Niechętnie chwycił widelec i zaczął bawić się jedzeniem jeżdżąc nim po talerzu, co jakiś czas biorąc kęs.
-Jeśli ci nie smakuję zrobię coś innego. –zaproponowałam widząc jak się męczy, a może po prostu towarzystwo mu nie odpowiadało.
-Nie. –odpowiedział szybko nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
            Posiłek dokończyliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał. Ja i Laura bałyśmy się wypowiedzieć choć jedno słowo, a Harry…? On był cicho bo mu się tak podobało. Po obiedzie umyłam naczynia i umyłam Laurę. Było grubo po osiemnastej. Ja sama przyszłam o piętnastej, a z tego co wiem to Laura miała iść spać o dziewiętnastej. Uroki bycia czterolatką. Ona sama się już pokładała, więc nie było sensu jej męczyć. Położyłam ją do łóżeczka i przeczytałam dwie strony z jej ulubionej książki, a mała już zasnęła. Po cichu wymknęłam się z jej pokoju. Niestety na korytarzu napotkałam drobną… mierzącą około 190cm. Przeszkodę. Cofnęłam się o kilka kroków, a on z uśmiechem zwycięscy przybliżył się do mnie. Wykonałam czynność jeszcze raz, ale na mojej drodze stanęła ściana.
-Nie bój się nie zrobień ci krzywdy. Dopóki będziesz grzeczna –uśmiechnął się pokazując swoje białe ząbki.
            Był coraz bliżej. Kiedy poczułam jak jego klatka piersiowa styka się z moją próbowałam go odepchnąć. Nie wyszło mi to za dobrze, a on tylko prychnął.
-Niegrzeczna.
Jego dłoń znalazła się gdzieś na moich biodrach kierując się dalej. Przycisnął mnie do siebie. Bałam się, bałam jak cholera. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć jego oczu. Przez nie byłam jak kamienny posąg. Niestety jego zapach też tak na mnie działał. Jego duża dłoń zgrabnie wkradła się do moich spodni i lekko klepnęła.
-Czujesz.? –zapytał jakbym była jakaś ułomna –Tylko ja tak mogę. Pamiętaj. –szepnął muskając płatek mojego ucha.
            Kiedy w końcu ciężar jaki napierał na mnie lekko się zmniejszył, a ja przekonana, ze on odchodzi otworzyłam oczy. Chłopak był już trochę dalej od mnie jednak nadal blisko. Złapał mnie za brodę i przekręcił głowę. Poczułam jak jego ciepłe wargi muskają moją szyje. Chłopak zassał skórę na niej. Teraz już wiem, ze zostawił tam pokaźnych rozmiarów malinkę.
-A to pieczątka. –przejechał palcem po mojej skórze i odszedł
            Zostałam tam zupełnie oszołomiona. Nie wiedziałam co się stało. W gołe co mu odbiło. Ruszyłam czym prędzej do pokoju gościnnego. Zakluczyłam się i usiadłam na łóżku. Chyba dziś odpuszczę sobie prysznic.
-------> cz.2
------->cz.3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz