Siedziałam właśnie opatulona
ciepłym kocem. W ręku trzymałam kubek z parującą cieczą. Zima, godzina
szesnasta, a nadal było ciemno. Gemma miała przyjść jakieś dwie godziny temu,
ale rozumiem korki i do tego ten śnieg. W końcu usłyszałam pukanie. Szybkim krokiem
podeszłam do drzwi i upewniając się przez okno w drzwiach, wykonane ze szkła
weneckiego, że to ona otworzyłam drzwi.
-Boże, ale zmarzłam. –wręcz wskoczyła do środka.
-Zrobię ci herbatę. –zaproponowałam
Nastawiłam wodę. Czajnik po
jakimś czasie zaczął gwizdać informując mnie, że woda się zagrzała. Zalałam
herbatę i dosypałam odpowiednią ilość cukru. Cytryny też nie zabrakło. W końcu
to zima, a cytryna podnosi odporność. Zaniosłam kubek w kotki Gemmie, która
zdążyła wślizgnąć się pod koc.
-To jak zaczynamy.? –spytałam podając jej kubek z parującą
cieczą
-Tak. –odpowiedziała biorąc łyk.
Wyciągnęłam zeszyty od biologii i podałam jej. Dziewczyna
otworzyła na odpowiedniej stronie i zaczęłyśmy się uczyć.
***
Odłożyłam książki do plecaka.
Gemma też się już pakowała. Uczyłyśmy się już ponad trzy godziny. Nie moja
wina, że miałam sprawdzian, a ona była w tym dobra. Oczywiście była starsza o
parę lat, więc znała to już na wylot.
-To jak jutro u mnie.? –spytała przytulając mnie
-Nie sądzę, że to najlepszy pomysł –próbowałam się wymigać.
-Dlaczego.? –zdziwiła się
-Twój brat raczej średnio za mną przepada.
Gemma tylko machnęła ręką i dopięła ostatnie guziki od
swojej kurtki zimowej. Pożegnałyśmy się i już po chwili ona znikła.
Opadłam zrezygnowana na sofę. Ona
chyba zwariowała, przecież Harry mnie nie nawiedzi. On każdego nienawidzi. Typ
takiego Bad Boya. Gemma powiedziała, że nawet rodzice sobie z nim nie radzą.
Bałam się go, tak jak reszta szkoły. Trzymał się z grupką jakiś idiotów, ale
nawet oni nie czuli się swobodnie w jego towarzystwie, ale cóż… jakoś przeżyje.
***
Ubrałam swój ulubiony biały
sweter i granatowe rurki. Uczesałam się w kłosa i szybkim krokiem podążyłam do
auta. Miałam już dziewiętnaście lat, więc to normalne. Zdałam prawko jakiś rok
temu. Tata mnie wszystkiego uczył. Podeszłam do dużych dębowych drzwi i
zapukałam. Otworzyła mi dość zdenerwowana Gemma.
-Hej, co się stało.? –spytałam wchodząc do środka
-Robin miał jakiś wypadek w pracy i jest teraz w szpitalu.
–poinformowała mnie, a ja zamarłam – Miałam teraz jechać, ale jest tu nasza
mała kuzynka. Wczoraj ją przywieźli i nie wiem co z nią zrobić. Do szpitala jej
nie zabiorę, a wiesz jaki jest Harry. –westchnęła ciągnąc się za końcówki
włosów
-Ja z nią zostanę- zaoferowałam się
Bałam się
tu zostać. Sama z Harrym i tym maluszkiem. Ona mnie nie obroni. Gemma pokazała
mi gdzie jest dziewczynka i wręcz wybiegła z domu. Usiadłam koło małej i
podałam jej pluszowego kotka.
-Hej. –przywitała się ze mną –Teraz ty będziesz się ze mną
bawić.
-Tak, bo wiesz ciocia musiała załatwić ważną sprawę-
uśmiechnęłam się do niej
-Fajnie, bo ciocia nie umiała się bawić.
***
Właśnie
łaskotałam Laurę kiedy zadzwonił telefon. Przestałam na chwilkę, a roześmiana
dziewczynka łapała oddech. Widząc, ze dzwoni do mnie Gemma niewiele myśląc
odebrałam telefon.
-Tak.?
-Posłuchaj, to się trochę przeciągnie. Wiem, że miałyśmy się
uczyć, ale nie wiem kiedy wrócę. Może nad ranem. Mogłabyś zrobić jakiś obiad.
Jeśli czegoś brakuje idź do sklepu później ci oddam. Jeśli chodzi o noc to możesz
przespać się w pokoju gościnnym.
-Dobrze, tylko…
Nim zdążyłam coś powiedzieć
usłyszałam dźwięk zakończonej rozmowy. Dobrze, ze chociaż była sobota i nie
musiałam martwić się o szkołę. Harry jak dotąd także mi nie przeszkadzał, więc
było dobrze.
-Wiesz, zostanę trochę dłużej i ciocia kazała mi zrobić
obiadek, co byś chciała.? –zapytałam
Biorąc małą na rączki.
Laura uniosła ramiona i wdała wargę. Wyglądała naprawdę
komicznie. Zmierzwiłam jej włoski i cmoknęłam w policzek na co ta szeroko się
uśmiechnęła i zachichotała.
-A może lasagne.?
-A co to.?
-Zobaczysz. Jak ci nie zasmakuje to zrobimy coś innego, zgoda.?
-Zgoda. –krzyknęłam mała unosząc ręce do góry.
Miałam
nadzieje, ze włączę małej jakąś bajkę i sama się sobą zajmie, bo bałaby się, ze
w kuchni coś może się stać. Niestety telewizor jak i sofę okupował już Harry.
Rozłożył sę na całej jej długości. Przełknęłam ślinę.
-Przepraszam.- zaczęłam cicho
On odwrócił się do mnie, a jego spojrzenie mnie
sparaliżowało. Było takie przenikliwe. Czułam się jakby badał mnie swoim
wzrokiem, ze wyczuwał każdy mój lęk, czy drgnięcie.
-Miałam zrobić obiad i chciałam włączyć małej jakąś bajkę
może mógłbyś…
Chłopak wstał z sofy nie
pozwalając mi dokończyć. Jego ciało znajdowało się tak blisko mojego. Dobrze,
że na rączkach miałam Laurę, zachowałam tym trochę przestrzeni. Jego gorący
oddech czułam na swoim czole, dopiero teraz zauważyłam jaki jest wysoki. Niby
zawsze to wiedziałam, ale teraz dokładniej.
Posadziłam małą na sofię, a ta
sama wybrała sobie jakąś bajkę. Długo nie zwlekając poszłam do kuchni i
zaczęłam przygotowywać obiad. Na szczęście lodówka była wypełniona po brzegi i
z łatwością znalazłam potrzebne produkty. Włożyłam prawię gotowe danie do
piekarnika i pozostało mi czekać. Nastawiłam go już tylko na 200 stopni i
westchnęłam. Trzeba by było tu posprzątać. Odłożyłam wszystko na swoje miejsce
i wytarłam sos pomidorowy z blatu.
Poczułam gorący oddech na szyi,
który sparaliżował mnie od karku w dół. Nie mogłam się ruszyć. Wiedziałam kto
to i ta świadomość bardziej mnie przerażała. Jego ręka odgarnęła mi kilka
kosmyków z ramienia. Jego ręce zawędrowały gdzieś na moje biodra odwracając
mnie do siebie. Z wielką siłą docisnął mnie do mebla sprawiając mi tym
niesamowity ból. Nie miałam siły nawet syknąć czy wypowiedzieć najmniejsze
słowo. Spojrzałam odruchowo w jego oczy. Nie wiedziałam o czym teraz myśli. Na
jego twarzy nie ukazywały się żadne emocje. Tęczówki przybrały odcień chłodnej
zieleni. Jego ciało naprało na mnie, a ja musiałam podeprzeć się o blat rękoma
żeby nie stracić równowagi.
Chłopak widząc jak się boje
uniósł kącik ust i odsunął się od mnie. Odszedł. Odetchnęłam z ulgą. Wygrał.
Nie potrafiłam na to zareagować. Poszedł sobie ze zwycięską miną. Nie wiem jak
ja przeżyję tu noc. Minęło kilkanaście minut, a lasagne była gotowa to wyjęcia.
Nakryłam do stołu i nałożyłam każdemu taki sam kawałek. Jeśli ktoś będzie
chciał weźmie jeszcze. Zawołałam Laurę, która natychmiast zjawiła się przy
stolę. Harry nadal nie przychodził. Dla mnie to dobrze, ale chyba musiał coś
zjeść. Po jakimś czasie przyszedł. Wyjął szklankę i nalał sobie soku
jabłkowego.
-Wujek, zjesz z nami obiad.? –zapytała Laura cała umazana od
sosu
Chłopak tylko zgromił ją spojrzeniem i wziął kolejny łyk cieczy.
-Przepraszam. –mała spuściła głowę i kontynuowała jedzenie.
Debil. Tak
traktować małe dziecko. Przecież ona nic mu nie zrobiła, a ten tak zareagował.
Z drugiej strony to budzi respekt. Samym spojrzeniem potrafił pozbawić
człowieka chęci do życia. Gratuluję.
-Zjesz z nami.? –ponowiłam pytanie dziewczynki
Curly burknął coś pod nosem i usiadł do stołu. Niechętnie
chwycił widelec i zaczął bawić się jedzeniem jeżdżąc nim po talerzu, co jakiś
czas biorąc kęs.
-Jeśli ci nie smakuję zrobię coś innego. –zaproponowałam
widząc jak się męczy, a może po prostu towarzystwo mu nie odpowiadało.
-Nie. –odpowiedział szybko nawet nie podnosząc na mnie
wzroku.
Posiłek
dokończyliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał. Ja i Laura bałyśmy się
wypowiedzieć choć jedno słowo, a Harry…? On był cicho bo mu się tak podobało.
Po obiedzie umyłam naczynia i umyłam Laurę. Było grubo po osiemnastej. Ja sama
przyszłam o piętnastej, a z tego co wiem to Laura miała iść spać o
dziewiętnastej. Uroki bycia czterolatką. Ona sama się już pokładała, więc nie
było sensu jej męczyć. Położyłam ją do łóżeczka i przeczytałam dwie strony z
jej ulubionej książki, a mała już zasnęła. Po cichu wymknęłam się z jej pokoju.
Niestety na korytarzu napotkałam drobną… mierzącą około 190cm. Przeszkodę.
Cofnęłam się o kilka kroków, a on z uśmiechem zwycięscy przybliżył się do mnie.
Wykonałam czynność jeszcze raz, ale na mojej drodze stanęła ściana.
-Nie bój się nie zrobień ci krzywdy. Dopóki będziesz
grzeczna –uśmiechnął się pokazując swoje białe ząbki.
Był coraz bliżej.
Kiedy poczułam jak jego klatka piersiowa styka się z moją próbowałam go
odepchnąć. Nie wyszło mi to za dobrze, a on tylko prychnął.
-Niegrzeczna.
Jego dłoń znalazła się gdzieś na moich biodrach kierując się
dalej. Przycisnął mnie do siebie. Bałam się, bałam jak cholera. Zamknęłam oczy
nie chcąc widzieć jego oczu. Przez nie byłam jak kamienny posąg. Niestety jego
zapach też tak na mnie działał. Jego duża dłoń zgrabnie wkradła się do moich
spodni i lekko klepnęła.
-Czujesz.? –zapytał jakbym była jakaś ułomna –Tylko ja tak
mogę. Pamiętaj. –szepnął muskając płatek mojego ucha.
Kiedy w
końcu ciężar jaki napierał na mnie lekko się zmniejszył, a ja przekonana, ze on
odchodzi otworzyłam oczy. Chłopak był już trochę dalej od mnie jednak nadal
blisko. Złapał mnie za brodę i przekręcił głowę. Poczułam jak jego ciepłe wargi
muskają moją szyje. Chłopak zassał skórę na niej. Teraz już wiem, ze zostawił
tam pokaźnych rozmiarów malinkę.
-A to pieczątka. –przejechał palcem po mojej skórze i
odszedł
Zostałam
tam zupełnie oszołomiona. Nie wiedziałam co się stało. W gołe co mu odbiło.
Ruszyłam czym prędzej do pokoju gościnnego. Zakluczyłam się i usiadłam na
łóżku. Chyba dziś odpuszczę sobie prysznic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz