Zniknął nim zdążyłam cokolwiek zrobić. Tak po prostu. Pocałował
mnie i uciekł, a ja poczułam, że… że zaczyna mi na nim zależeć. Rozmawiać zaczęliśmy
normalnie jakieś dwa dni temu, a już mnie zafascynował. Tylko czemu uciekł.?
Zrobiłam mu coś.? Opadłam zrezygnowana na sofę. To pytanie nie dawało mi
spokoju.
*** poniedziałek
Dziś
wstałam wyjątkowo wcześnie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się w szkole i
spytać go dlaczego uciekł, ale jak ja to zrobię. Każdy patrzy na mnie jak tylko
przekroczę próg szkoły. Gdybym z nim rozmawiała zostałabym wyśmiana przez
wszystkich. Ja nawet nie wiem czy coś do niego czuję. Jeśli to tylko
zauroczenie to nie warto. Pamiętam jak zakochałam się w nim w podstawówce. Nikt
o niczym nie wiedział, a później jakoś o tym zapomniałam, ale nie wiedziałam
czy na pewno. Teraz… to chyba wróciło. Nawet jeśli mnie wyśmieją to co. Warto,
no nie.? Weszłam do znienawidzonego mi budynku. Od razu odszukałam go wzrokiem.
Stał na podwórku szkolnym. Pod tym dużym klonowym drzewem. Czytał jakąś
książkę.
Ruszyłam w
jego stronę. Niestety drogę zagrodzili mi moi przyjaciele. Alex, Peter, Tom i
Eva. Wyrośli jak z pod ziemi. Nie byłam teraz w nastroju. Śpieszyło mi się.
Nerwowo rozglądałam się w poszukiwaniu Marcela. Nadal był w tym samym miejscu. Błagam
żeby nigdzie nie szedł.
-I jak tam lekcje z Marcelkiem.? –spytał Tom, chyba próbował
być zabawny
Alex, Peter i Eva zaśmiali się cicho pod nosem. Brawo ,
kolejne głupie żarty, które ograniczają się tylko do tekstów „Jesteś głupi” lub
„Śmierdzisz” Ten sam poziom inteligencji.
-Świetnie –odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Zrobiliście zadanie domowe.? –zachichotała Alex.
-Tak, w piątek zostałam u niego na kolacji, nazajutrz
przyszedł do mnie, pouczyliśmy się algebry i zjedliśmy babeczki.
-Tak, a później mała powtórka z anatomii. –roześmiał się
wesoło Peter.
Nie
chciałam słuchać ich głupich żartów. Były na poziomie podstawówki. Z resztą jak
najszybciej musiałam porozmawiać z Marcelem. Podeszłam do niego i stuknęłam
dwukrotnie w ramię.
-H-hej. –przywitał się nieśmiało.
-Hej. –odpowiedziałam równie zdenerwowana co on. Chyba
pierwszy raz rozmawiam z nim normalnie w szkole. –Posłuchaj, ja muszę wiedzieć
dlaczego ty wtedy uciekłeś.?
Chłopak zamknął książkę i odwrócił wzrok. Widziałam w jego
oczach malutkie łezki, które zbierały się w kącikach. Było mu ciężko, ale
dlaczego.? Co poszło nie tak.? Nic mu przecież nie zrobiłam, a może on tego nie
chciał.
-Ale nie będziesz się ze mnie śmiała.? –spytał, a po jego
policzku spłynęła pojedyncza łza.
Otarłam ją dłonią, a on zaczął
nerwowo bawić się palcami u rąk jakby były najciekawszą rzeczą na świecie. Nie
wiedziałam czego się spodziewać. On cały czas milczał.
-Marcel, powiedz. Ja obiecuję nie będę się śmiać.
Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczami. Zrobiło mi się
go tak momentalnie żal.
-Bo ty mi się podobasz. Bardzo. Zakochałem się tobie. –zaczął,
ale ja nadal nie widziałam w tym sensu. To akie złe, ze trzeba płakać. –
Myślałem, że tego nie chcesz, że będziesz się potem wstydzić, więc wolałem
sobie iść.
Kolejne kropelki jego słonych łez spadły na ziemię. Nie
wierzyłam w to co słyszę. Zakochał się we mnie, więc Alex miała rację. On mnie
kochał i to od dawna.
Nie
wiedziałam jak się zachować, ale skoro znam całą prawdę nie mogę go tak
odrzucić. W końcu też coś do niego czuję. To co pomyślą sobie moi przyjaciele
to teraz jest nic nie wartę. Jeśli naprawdę mogę im ufać zrozumieją. Jeśli nie,
to dziękuje po lewej są drzwi.
-Marcel…
-Przepraszam. –przerwał mi ocierając swoje oczy.
-Pocałujesz mnie.? –szepnęłam muskając wargą jego ucho.
Chciałam żeby to zrobił. Był dla mnie ważny. Najpewniej
zaraz rozniosą się różne komentarze, ale ja mam to gdzieś i tak już jestem na
straconej pozycji, bo z nim rozmawiam. W życiu są ważniejsze rzeczy niż
popularność. To nie długo minie, a miłość.? Ona może zostać na zawszę
Chłopak
przez chwilę nie wiedział co zrobić. Uśmiechnęłam się do niego, a kącik jego
ust uniósł się do góry. Zbliżył się do mnie, a jego usta naparły na moje. Był
pewniejszy niż za pierwszym razem. W sobotę nie wiedział czy tego chce, a teraz
ma stuprocentową pewność, że tak. Wplotłam palce w jego włosy i przyciągnęłam bliżej
siebie pogłębiając tym samym pocałunek.
-O pan i pani Styles. – usłyszałam głośny śmiech Evy.
-No co ty. Pani i pani. –dodał zwijający się ze śmiechu
Peter.
Marcel znów spuścił wzrok. Pewnie przejął się tym, że teraz
cała szkoła będzie się śmiać. Wiedziałam, że nie chciał. Moi „przyjaciele” byli
okropni. Teraz widziałam jaką krzywdę mu robiłam.
-I kto to mówi.? Koleś, który swój pierwszy raz przeżył z
prostytutką.
-Ta, przynajmniej ja mam za sobą ten pierwszy raz.
-Czy ty w ogóle widzisz jak on wygląda.?! –oburzona Alex
wskazała na Marcela.
-Widzę, jest śliczny. – odpowiedziałam splatając nasze
dłonie.
-Śliczny.?! Dziewczyno on wygląda jak jakiś geek.
-Jesteście okropni.
-Przynajmniej nie wyglądamy jakby nas koza przeżuła. –zaśmiał
się wyraźnie rozbawiony Tom
-Czy ty się słyszysz.?! Jak możesz mówić takie coś skoro sam
wyglądasz jak po spotkaniu z pociągiem towarowym. Ludzie ogarnijcie się. W czym
on jest od was gorszy.?! W tym, e nie musi się chować za toną tapety, że nie
potrzebuje jakiś super ciuchów. Tom ty jesteś tylko jakimś pryszczatym
bachorem, którego każdy lubi, bo ma kasę, Eva to ma na sobie chyba z tonę tapety,
ale jej to i tak nie pomaga, Alex gdyby wyciągnęła te wkładki ze stanika była by
płaska jak deska, a ty Peter.? Ściągnij te wszystkie łańcuchy fullcapa i
pogadamy, bo naprawdę wyglądasz jak przeżuty żelek. Marcel przynajmniej nie
musi udawać, że jest niewiadomo jaki świetny, bo sam w sobie jest wyjątkowy.
Miałam ich
szczerze dość. W końcu dowiedzieli się co o nich myślę, no i dobrze. Miny im zrzedły.
Pociągnęłam Marcela w stronę szkoły. Usiedliśmy na ławeczce pod klasą od
matematyki.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. –cmoknęłam go w policzek i wyciągnęłam jego
ulubione babeczki. – Moja mama robiła specjalnie dla ciebie. Powiedziała, ze
musi cię poznać.
O jejku, jakie to urocze! Dobrze, że stanęła w obronie Marcela. <3
OdpowiedzUsuń