Chłopak spojrzał na mnie
przestraszony i od razu złapał mnie za ręce. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież
on mnie okłamał. Okłamał ją… wszystkich… Nawet nie miał odwagi ją założyć. W
tej chwili był dla mnie zwykłą świnią.
-Kochanie posłuchaj, to nie wyszło i…
Wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek.
-Jesteś dla mnie nikim- powiedziałam po przez łzy.
-Poczekaj.
Ubrałam się szybko w rzeczy,
które znalazłam w jego pokoju i wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na kogoś w
drzwiach. Słyszałam jeszcze jak mnie woła, ale teraz mnie to nie obchodziło.
Jak on mógł mnie tak okłamać.? Przecież ja zaufałam mu do tego stopnia… ja mu się oddałam. Dałam mu swoją niewinność,
a on.? On mnie okłamał, oszukał i w ogóle jak można zdradzić własną żonę. Chyba
się po cos przysięga, tak.?
-[t.i.] – jego mocna dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
–To nie tak…
-…jak myślisz.? –dokończyłam za niego –Zgadłam.?
-Nie rozumiesz, ja..
-Doskonale rozumiem. –przerwałam mu –Chciałeś zaliczyć jakąś
młodą pannę, ponieważ twojej żony nie było i trochę ci się nudziło.
-Nie. Ja jej nie kocham. –oznajmił na co ja głośno się
zaśmiałam
Jak można nie kochać własnej
żony. Nie no, on przebił wszystko. Wyrwałam mu się, rzucając na pożegnanie
„Odwal się”. Miałam szczęście, że nie musiałam czekać na autobus. Równo o
dziewiątej podjechał pod przystanek. Wsiadłam do niego. Harry stał jeszcze
niedaleko niego. Nie wiedziałam nad czym teraz myśli. Szczerze.? Miałam to
gdzieś. Nienawidziłam go w tym momencie.
Do domu wpadłam najszybciej jak
się dało. Bałam się, że on jedzie za mną i będzie chciał porozmawiać. Nie
chciałam tego. Już i tak doprowadził mnie do stanu, w którym najchętniej bym
się zabiła. Nie rozumiałam jednego. Jak on mógł.? Ma żonę, która go zapewne
kocha, a uwiódł inną dziewczynę. Dziewczynę, która bezgranicznie mu zaufała.
Skrzywdził mnie bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Szybkim krokiem udałam
się do pokoju tak by rodzice nie mogli mnie zobaczyć. Wstrętny idiota. Brzydzę
się nim. Rozebrałam się szybko i wskoczyłam pod prysznic. Chciałam to z siebie
zmyć. Jego zapach, jego dotyk… wszystko. Chciałam zapomnieć.
Nie wiem ile tam siedziałam. To
nic nie dawało. Butelka żelu pod prysznic zmarnowana, a ja… a ja nadal czuję
się brudna. Nie wiedziałam co mam roić. Moje gorące od wody ciało oparło się o
zimne kafelki. Osunęłam się na dół. Z moich oczu wypłynęły rzeki łez, które
spływały po moim nagim ciele. Zwinęłam się w kłębek i czekałam aż to minie, aż
nie będzie tych wspomnień.
***
Weszłam
właśnie do budynku, którego teraz znienawidziłam. Postanowiła iść do szkoły.
Rodzice zorientowaliby się, ze coś jest nie tak i dopytywali. Znając mnie
wydałabym się z tym wszystkim. Nie chciałam żeby cała szkoła wiedziała o tamtej
nocy. Niechętnie podeszłam pod drzwi jednej z klas. Usiadłam na ziemi i
przyglądałam się ucznia. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Nie rozumiałam jednego.
Praktycznie każdy był taki sam. Dlaczego, więc ja.? Co mu zrobiłam.? Zauważyłam
go. Wchodził akurat do szkoły. Na szczęście innym wejściem. Była nadzieja, że
mnie nie widział. Próbowałam mu zniknąć. Chwyciłam moją torbę i próbowałam
przejść na pierwsze piętro.
-Lili. –jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Tak jak
wtedy. Odgoniłam szybko myśli zęby nie zacząć płakać
-Słucham.? –odparłam zachowują dystans między nauczycielem i
uczniem
Chłopak otworzył swoją aktówkę i wyciągnął z niego jakiś
papier.
-Chciałem ci to pokazać, ale mi uciekłaś i nie dałaś szansy
–uśmiechnął się do mnie z nadzieją.
Wzięłam go do ręki i to co
przeczytałam było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Pozew rozwodowy. Złożony
jakiś miesiąc temu. Czyli jeszcze przed tym wszystkim. Oddałam go mu nie mając ochoty
czytać go dalej.
-Zdradzała mnie.. –wyjawił
-Cicho. –powiedziałam tak żeby tylko on mógł usłyszeć.
-Nie chcę być cicho. Lili ja cię kocham. –jego miękkie wargi
przylgnęły do moich
Momentalnie w szkole powstał jeden wielki gwar. Każdy cos szeptał
sobie, a przez ilość uczniów naprawdę zrobiło się głośno. Harry przyciągnął mnie
do siebie jeszcze bliżej, a ja wplotłam mu dłoń w miękkie loki. Poczułam jak językiem
gładzi mi podniebienie. Czułam się jak wtedy. Jeszcze przed tą całą akcją.
-Panie Styles- usłyszeliśmy za sobą basowy wrzask.
No nie Pan Smith. Dyrektor szkoły.
To po nas. Harry na pewno straci pracę, a ja wylecę ze szkoły. Romans z nauczycielem.
Brawo, w cos ty się wpakowała, ale jak mówią „Serce nie sługa.”
-Co to ma znaczyć.?! –krzyknął sprawiając, że się przestraszyłam
–Oboje wylecicie.! Jak pan może, przecież…
-Przepraszam. –bezczelnie mu przewał –Ja złożyłem wypowiedzenie-
mina łysego faceta zrzedła. –Wczoraj o 14. Nie było pana, a sekretarka powiedziała,
że przekaże. A teraz przepraszam. Chciałbym odprowadzić swoją dziewczynę pod klasę.
Jeśli można…
Cudowny.! zapraszam do mnie: http://mysterious-harry-styles-fan-fiction.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuńSuper ;*
OdpowiedzUsuńZapraszam http://onebeatlove1d.blogspot.com/